Ministerstwo Nauki chce, aby część badań naukowych odpowiadała na problemy lokalnej społeczności. O społecznej odpowiedzialności nauki opowiada w wywiadzie z 3ooGospodarką Piotr Ziółkowski, Dyrektor Biura Programów i Przedsięwzięć Ministra w MNiSW.

Katarzyna Mokrzycka, 300Gospodarka: Pod koniec 2019 r. MNiSW ogłosiło konkurs, który ma zachęcić szkoły wyższe do większej aktywności w obszarze nazywanym społeczna odpowiedzialności nauki. To trend w Polsce dość nowy. Na czym polega?

Piotr Ziółkowski, Dyrektor Biura Programów i Przedsięwzięć Ministra w MNiSW: Społeczna odpowiedzialność nauki jest szerokim pojęciem, pod którym kryje się szereg różnych inicjatyw takich jak wykłady, seminaria, spotkania z naukowcami, wystawy, festiwale naukowe, uniwersytety dziecięce i trzeciego wieku. Taka aktywność prowadzona jest przez naukowców, uczelnie i instytuty badawcze czy popularyzatorów nauki na rzecz całego społeczeństwa, zwłaszcza widoczne jest zaś w lokalnych społecznościach.

Jak resort prowokuje uczelnie do takiej działalności?

Idea społecznej odpowiedzialności nauki, nazywana również trzecią misją uczelni, jest jednym z trzech strategicznych filarów na którym opiera się działalności naszego resortu. A działania popularyzujące naukę wspieramy finansowo za pomocą różnych programów.

W ubiegłej kadencji uruchomiliśmy największy program wsparcia dla uniwersytetów dziecięcych i uniwersytetów trzeciego wieku, na który przeznaczyliśmy blisko 190 mln zł. Wcześniej programy o mniejszej alokacji środków zainicjowały powstawanie uniwersytetów młodego odkrywcy – zaczęliśmy od 44, potem było ich 65, a finalnie powstało ponad 100 uniwersytetów dziecięcych.

Uczelnia prowadzi zajęcia u siebie?

Modele działania są rozmaite. Uniwersytet dziecięcy może działać w bezpośredniej kooperacji z uczelnią wyższą albo być prowadzony przez pasjonatów nauki, np. w ramach organizacji pozarządowych. Ważne, aby każdy model integrował dzieci wokół instytucji naukowych – związanie z jednostkami naukowymi lub badawczymi oraz spotkania z naukowcami to niezbędny element każdego projektu.

Ile w sumie było dotąd takich programów i co zostało dzięki nim zrealizowane?

Siedem, w minionych latach przeznaczyliśmy na nie łącznie ponad 250 mln zł. W najbliższym czasie zaprezentujemy nasz najnowszy projekt, na który w tym roku przeznaczamy około 20 mln zł. Ogłosiliśmy go w listopadzie 2019 r., trwa ocena złożonych wniosków.

Jak duże było zainteresowanie nim? Kto składał wnioski?

Zainteresowanie było ogromne, przerosło nasze najśmielsze oczekiwania, otrzymaliśmy 270 projektów związanych z popularyzacją nauki. Zostały zgłoszone zarówno przez uczelnie, instytuty badawcze, jaki i organizacje pozarządowe. Projekty są różne, od najbardziej popularnych, jak prowadzenie zajęć dla dzieci i seniorów czy organizacja festiwali nauki, po popularyzację sportu akademickiego. Niektóre wnioski zostały złożone we współpracy uczelni z innymi instytucjami, co pokazuje ich dużą chęć do współpracy.

Jakie inne inicjatywy mogą liczyć na wsparcie ministerstwa?

Oprócz projektów, o których już wspominałem wspieramy organizację konferencji naukowych, mamy środki dla bibliotek naukowych na zabezpieczanie wartościowych zbiorów i ich digitalizację. Wspieramy wydawanie monografii, dofinansowujemy realizację projektów badawczych realizowanych przez studentów oraz dotujemy studentów-naukowców.

W 2018 r. uruchomiony został program pn. Regionalna inicjatywa doskonałości. Środki przeznaczono na finansowanie badań naukowych w mniejszych ośrodkach akademickich. Powstały tam tzw. wyspy doskonałości, czyli silne zespoły badawcze koncentrujące się na badaniach związanych ze specjalizacją danego regionu. To bardzo ważne. Zależy nam, żeby część badań naukowych realizowanych na uczelniach była stricte związana z wyzwaniami społecznymi tych regionów.

Jak uczelnie mogą pomóc?

Możliwości jest wiele, a wybór drogi zależy od lokalnych potrzeb. Czasem jest to kwestia uruchomienia kierunku studiów, który będzie kształcił pod kątem wieloletnich potrzeb dużych lokalnych pracodawców. W innym przypadku to może być udrożnienie mechanizmu współpracy biznesowej między lokalnymi przedsiębiorcami a badaczami, którzy opracowują rozwiązania nadające się do komercjalizacji.

Na społeczną odpowiedzialność nauki patrzymy bardzo szeroko, inspirujemy pewne działania, ale to uczelniom dajemy możliwość samodzielnego określenia, jak chcą realizować tę misję. Wychodzimy z założenia, że my, jako ministerstwo, musimy tworzyć narzędzia wspierające uczelnie. Stąd konkurs, od którego rozpoczęliśmy naszą rozmowę.

Dlaczego tak mało jest projektów, które promowałyby konkretne rozwiązania uczelni dotyczące poprawy stanu środowiska czy wdrażania wypracowanych rozwiązań patentowych do produkcji? Wydaje się, że w Polsce, w porównaniu do uczelni zagranicznych, wciąż jeszcze niewielka jest świadomość konieczności bliskiej współpracy nauki i biznesu.

Jeśli chodzi o rozwiązania polegające na opracowaniu konkretnych analiz i rozwiązań technologicznych oraz ich wdrażanie to uczelnie sięgają po programy badawczo-rozwojowe w naszej agencji wykonawczej – Narodowym Centrum Badań i Rozwoju.

Efekty już zresztą widać – w niedługim czasie do sprzedaży trafi pierwszy polski elektryczny samochód miejski Triggo. Prace nad nim finansuje właśnie NCBiR.

Czy można nauczyć naukę myślenia przez pryzmat gospodarki?

W porozumieniu z resortami odpowiadającymi za rozwój przygotowaliśmy dwie ustawy innowacyjne, które wspierają tego typu rozwiązania. W końcu na całym świecie wsparcie innowacyjności jest zadaniem państwa. Zaproponowane ulgi badawczo-rozwojowe spowodowały wzrost prywatnych nakładów na badania i wdrożenia.

Jaki jest cel tych wszystkich działań? Jaki efekt końcowy chce uzyskać Ministerstwo Nauki?

Z jednej strony chcielibyśmy, aby rozwiązania, które wypracowują naukowcy oddziaływały pozytywnie na codzienne życie Polaków. Z drugiej – aby ludzie mieli tego świadomość, aby wiedzieli, że codzienna praca badawcza naukowców przekłada się na sprawy dotykające ich osobiście.

>>> Czytaj też: 11 tysięcy naukowców przemówiło jednym głosem: oto sześć zmian, które musimy wdrożyć, aby uniknąć katastrofy klimatycznej