Strona główna TYLKO W 300GOSPODARCE Jak zrywa z węglem Wielkopolska, jeden z 6 polskich regionów węglowych [WYWIAD]

Jak zrywa z węglem Wielkopolska, jeden z 6 polskich regionów węglowych [WYWIAD]

przez Katarzyna Mokrzycka

Co się stanie w momencie, gdy UE wprowadzi obowiązek znakowania produktów informacją, czy zostały wyprodukowane z czystej, czy z brudnej energii? Polski przemysł stanie pod ścianą. Klienci z Francji i Niemiec, dowiadując się, że jakiś produkt został wytworzony z energii z węgla, mogą nie chcieć już go kupić – mówi w wywiadzie z 300Gospodarką Maciej Sytek, pełnomocnik Województwa Wielkopolskiego ds. restrukturyzacji Wielkopolski Wschodniej i preze Agencji Rozwoju Regionalnego w Koninie.

 Katarzyna Mokrzycka, 300Gospodarka: Na konferencji Impact’21 w Poznaniu zwrócił pan uwagę na istotny element: transformacja energetyczna w Europie nie może odbywać się kosztem gospodarek produkcyjnych w Azji, bo nie będzie mieć żadnego sensu. Co to dla nas konkretnie oznacza?

Maciej Sytek: Zbyt często zapominamy, że większość produktów, które kupujemy wyprodukowano w jakimś azjatyckim kraju, bez poszanowania zasad środowiskowych. Tam Europa przeniosła całą brudną, energochłonną produkcję. Nawet panele fotowoltaiczne były wytwarzane w skandalicznych warunkach. Ale to się zaczyna zmieniać.

Chiny – może na pokaz, a może nie – wdrażają wiele programów mających ograniczyć emisje CO2, a to oznacza, że przynajmniej przez jakiś czas będą mieć mniejszą produkcję energii, a więc będą też ograniczać produkcję. Czytałem, że jakaś partia zamówionych tam na święta choinek dotrze do Europy dopiero po Nowym Roku. To przykład błahy, ale pokazuje, że będą się zmieniać modele wytwarzania, łańcuchy produkcji, ale także, że muszą się zmienić postawy konsumenckie.

Czy to jest jednak do zrobienia w takim okresie, jaki został wyznaczony, czyli do 2035 r. czy nawet do 2050 roku? Ludzie już się buntują, bo boją się wyższych cen energii, które będą konsekwencją kosztów zielonych inwestycji, boją się utraty pracy w brudnym przemyśle, w energetyce, w kopalniach. Nie chcą rezygnować z dobrodziejstw tanich zakupów, wymiany ubrań, telefonów, TV, aut i tak dalej. Czy w 30 lat, stosując ostre wymagania, można odwrócić proces, który bardzo gwałtownie postępował przez 30 lat bez żadnych zasad?

Oczywiście, wystarczy sobie przypomnieć, jaki postęp technologiczny dokonał się przez tych 30 lat. Mamy całkiem sporo czasu, by wykorzystując nowoczesne możliwości zahamować skutki naszego braku opamiętania z ostatnich dekad. To prawda jednak, że ścigamy się z czasem. Węgiel to nadal 70 proc. w polskim miksie energetycznym. W Polsce cały proces mógłby być przeprowadzony znacznie bardziej łagodnie, gdyby został uruchomiony wcześniej.

Z całą pewnością nie tylko Polacy, ale ogólnie Europejczycy będą musieli nauczyć się paru rzeczy.

Jakich?

Przede wszystkim musimy przyjąć, że nie jesteśmy pępkiem świata, a tak żyliśmy przez ostatnie lata. Teraz musimy sobie uświadomić, że będziemy musieli zrezygnować z pewnych rzeczy, z niektórych wygodnych przyzwyczajeń, po to żeby świat był czystszy, lepszy.

Ma pan na myśli mniejszy konsumpcjonizm?

Tak, bo musimy ponosić koszty tego, co się w świecie dzieje, a nie przerzucać je na pracujące dzieci w Azji. Jak słyszę argument, że przecież Polska produkuje tylko ułamek procenta światowych zanieczyszczeń, a Chiny produkują 30 proc., to wyjaśniam, że z tych 30 proc. w Chinach 2/3 pochodzi z produkcji, która powinna odbywać się w Europie, bo to Europa ją później skonsumuje. Nasze rzeki nie są zatrute, ale ich tak. Trzeba więc przestać patrzeć na świat przez pryzmat: mój kraj, mój kontynent i widzieć go jako jeden ekosystem.

Mówi pan o radykalnej zmianie stylu życia. To będzie trudne, bo jednak przekonanie, że „moja chata z kraja” jest u nas bardzo silne. Owszem, akceptujemy segregację śmieci na trzy, a może i cztery pojemniki, ale czy zrezygnujemy z komfortu, jaki dziś mamy?

Jesteśmy jednym z 30 najbogatszych państw świata, a to zobowiązuje. W transformacji energetycznej musimy zmierzać w kierunku równego ponoszenia i obciążeń, i korzyści. I to dotyczy nie tylko problemu na globalnej osi Zachód – Chiny. To wyraźnie widać chociażby w każdym regionie węglowym Polski, takim jak Wielkopolska Wschodnia – region, który przez dekady wydobywał węgiel brunatny i produkował energię dla reszty kraju ponosząc tego wyłączne konsekwencje. Również te, które dopiero na horyzoncie, jak chociażby likwidowanie jednych i tworzenie nowych miejsc pracy, rekultywacja gruntów itp. Wszyscy muszą ponieść koszty zmian, nie można ich przerzucić tylko na tych, którzy dzisiaj tutaj są, bo trafili w to miejsce.

Wielkopolska Wschodnia jest uważana za lidera transformacji. Dlatego, że jesteście tak zaawansowani w działaniach, czy może wystarczyło, że w ogóle podjęliście jakiekolwiek działania w porównaniu do innych regionów węglowych, bo oni nie robią nic?

Na razie Komisja Europejska zakwalifikowała w Polsce trzy regiony węglowe, których transformacja zostanie dofinansowana z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji – oprócz Wielkopolski to jeszcze Śląsk i Dolny Śląsk i te regiony także intensywnie pracują.

Nie jestem pewien czy ma sens ocenianie, kto jest najbardziej zaawansowany, bo zmienić musimy i tak w końcu całą gospodarkę. Zmiana, która już odbywa się w Wielkopolsce Wschodniej dotknie cały biznes, wszystkich, którzy chcą dalej sprzedawać swoje produkty w Polsce i w innych rozwiniętych krajach. Standardy, które wyznacza Europa są wysokie i wciąż rosną, ale my nie możemy się odwrócić od tego plecami.

Z tym, że na razie trochę się odwracamy. W kampaniach społecznych dotyczących dopłat do energii i ciepła dla najmniej zamożnych przewija się na przykład informacja, że wysokie ceny energii to wina unijnej polityki klimatycznej. A przecież musimy się liczyć z tym, że ratowanie klimatu i środowiska będzie kosztowało, ale jest konieczne. Nie taka jest jednak dziś narracja władz czy spółek skarbu państwa.

Ja wskazuję pola ryzyk – najlepiej na konkretnych przykładach. Co się zatem stanie w momencie, gdy UE wprowadzi obowiązek znakowania produktów informacją, czy zostały wyprodukowane z czystej, czy z brudnej energii? Polski przemysł stanie pod ścianą. Na południu Wielkopolski działa dziś ogromne zagłębie meblarskie, skąd eksportuje się do Francji i Niemiec. Ci klienci, dowiadując się, że dany mebel został wytworzony z energii z węgla, naprawdę mogą nie chcieć już go kupić. Należy sobie to uczciwie uświadamiać.

Wielkopolska Wschodnia jest, powiedziałbym, szpicą zmian. Wyznaczyliśmy bardzo konkretne i ambitne cele: w 2030 r. odejście od węgla w energetyce i ciepłownictwie, w 2040 r. osiągnięcie neutralności klimatycznej (zmniejszenie emisji CO2 w transporcie, budownictwie i innych obszarach o 90-95 proc. do 2030 roku i pozostałe 5-10 proc. do 2040 r.)

Równolegle wyznaczyliśmy nowe obszary, w których wielkopolska gospodarka będzie się rozwijać. To oczywiście odnawialne źródła energii (OZE), bo nadal chcemy blisko współdziałać z sektorem energii. Plan zakłada, że będziemy produkowali co najmniej tyle samo, jeśli nie więcej, energii elektrycznej z OZE, co z węgla w ZE PAK. Druga gałąź na którą stawiamy to elektromobilność. Trzeci sektor to technologie wodorowe, co będzie skorelowane z zamianą lokalnego transportu klasycznego PKS i MPK na transport wodorowy.

Na ile konkretne są te plany? To jeszcze etap uchwał i papieru czy już realizacji?

To się realnie dzieje. Pierwsza inwestycja w obszarze elektromobilności już trwa – firma Johnson Matthey buduje fabrykę komponentów do baterii elektrycznych. Wiemy wprawdzie, że zmieni się właściciel tej fabryki, ale liczymy na kontynuację. ZE PAK zaproponował – to też jest w planie transformacji – że wybuduje fabrykę autobusów wodorowych. W Turku międzynarodowy koncern pozyskał teren i chce zbudować elektrownię gazową. Cały czas szukamy kolejnych inwestorów, których przedsięwzięcia stworzą czyste miejsca pracy, które zastąpią utracone miejsca w energetyce konwencjonalnej i wydobyciu.

Nie ma pan wrażenia, że Wielkopolska prowadzi ten proces trochę pod prąd idei rządu, a w najlepszym razie po prostu pomimo braku działań centralnych? Niby wrócił temat elektrowni atomowej czy wiatraków na lądzie, ale o całkowitym odejściu od węgla nikt dziś nie mówi. Jest wam przez to trudniej czy łatwiej?

Gdy zaledwie 3,5 roku temu zaczynaliśmy naszą transformację to o wodorze właściwie się w Polsce nawet nie mówiło, a my już zaczynaliśmy opracowywać strategię. Odchodzimy od węgla w Wielkopolsce Wschodniej, bo ZE PAK uznał taki nasz scenariusz za najlepszy i zmienił swoją strategię pod cele, które wyznaczyliśmy jako region: zrezygnował z wydobycia węgla, zamierza skupić się na odnawialnych źródłach energii i wodorze. Jest to zupełnie inna sytuacja niż ze spółkami Skarbu Państwa, które w większości trwają niezmiennie okopane w swojej przestrzeni, uważając, że tak musi być – choć i tu w ostatnim czasie widać zmianę.

Uważamy, że bez względu na to, jak rząd centralny się zachowa – przyjmie czy nie przyjmie cezurę roku 2050 – odejście od węgla jest absolutnie konieczne i nieuchronne. Jednym z powodów jest ekonomia, która wyraźnie mówi, że nie opłaca się dalej działać w tym sektorze. I to my, a nie Warszawa zostaniemy z problemem jeśli nic nie zrobimy. Dlatego robimy zamiast czekać. Ta oddolna inicjatywa też jest ważna, bo kropla drąży skałę – tak jak pani powiedziała, powrócił pomysł atomu, wiatraków, a to jest efekt oddolnego przekonywania regionów węglowych.

Bez woli politycznej, tej odgórnej, sami musimy się uporać z rozwiązywaniem wielu problemów. Ale też dla nas ważne jest żebyśmy mieli wolną rękę, bo to my, a nie władza centralna wiemy, z czym musimy się uporać. Dlatego chcemy żeby Fundusz Sprawiedliwej Transformacji (FST) był zarządzany na poziomie regionalnym – to nie Warszawa tylko samorządy lokalne najlepiej wiedzą, jak naprawdę wygląda ich sytuacja. Warszawa nie wie, co się dzieje w gminie Wierzbinek, w gminie Kazimierz Biskupi i gdziekolwiek indziej gdzie zachodzą zmiany. My wiemy i to my musimy przeciwdziałać temu żeby subregion się nie przewrócił, bo wywoła efekt domina i gospodarczej zapaści.

Co dla pana oznacza sprawiedliwa transformacja energetyczna? Sprawiedliwa dla kogo? Przeczytałam list przewodniczącej związku zawodowego ZE PAK, w którym pisała do wiceprzewodniczącego KE Fransa Timmermansa: „Mimo pięknych słów i deklaracji o tym, że transformacja w Wielkopolsce Wschodniej będzie sprawiedliwa nie wierzymy, że dla 4 tysięcy pracowników grupy ZE PAK powstaną alternatywne miejsca pracy. Chcemy mieć pewność, że znajdą się nowe miejsca pracy i pracodawcy, którzy zechcą nas zatrudnić.” Jaką Pan miałby dla niej odpowiedź? Czy faktycznie da się zatrudnić wszystkich odchodzących z sektora węglowego?

Dla gospodarki ważne jest zapewnienie dostatecznej mocy energetycznej. Ale dla mnie sprawiedliwa transformacja jest działaniem, które ma zapewnić równowagę gospodarczą. Aby transformacja nie była niesprawiedliwa musimy przede wszystkim nie dopuścić do przerzucenia na pracowników odpowiedzialności za odchodzenie od węgla. Bo gdy mówimy o stratach dla pracowników, to tak naprawdę mamy na myśli straty dla całego regionu.

Na przykład w gminie Kazimierz Biskupi około 400 osób pracuje w ZE PAK. Razem z rodzinami to nawet 2 tys. osób – kilkanaście procent mieszkańców gminy, którzy zarabiane pieniądze wydają na terenie tej gminy – w małych sklepach czy u miejscowych rzemieślników. Brak dochodu spowoduje, że nie tylko ci górnicy nie będą mieli źródeł utrzymania, ale przewróci się cały system gospodarczy tej gminy.

I da się stworzyć jeden do jednego nowe miejsca pracy dla każdego dzisiaj zatrudnionego w energetyce czy kopalni w zielonych sektorach, które pan wymienił?

Bardzo trudno jest odpowiedzieć na to pytanie.

Ale robicie państwo takie kalkulacje?

Robimy oczywiście. Liczyliśmy, że nowe miejsca zatrudnienia w najbliższych pięciu latach trzeba będzie utworzyć dla około 2 tys. osób. Z symulacji wynika, że będzie dużo więcej miejsc pracy w zielonych działach gospodarki niż obecnie jest pracujących. Nie jestem w stanie powiedzieć czy zastąpimy każde miejsce pracy w ciągu najbliższych dwóch lat nowym miejscem pracy, ale wiem na pewno, że skoro bez wsparcia środkami z zewnątrz to się udało w Turku to tym bardziej uda się, gdy będziemy dysponować funduszami unijnymi specjalnie na ten cel. W Turku w 2017 roku zamknięto elektrownię, a w 2020 kopalnie – kilkaset osób, które straciły pracę błyskawicznie wchłonął lokalny rynek. Bezrobocie w Turku jest na poziomie około 4 procent, a, dla porównania, w Koninie gdzie nadal działa elektrownia – 8 proc.

Ten proces będzie rozłożony na kilka lat, część pracowników zamykanych firm przejdzie do tej pory na emeryturę. Inni zdobędą nowe kwalifikacje. My się dzisiaj bardziej obawiamy, że gdy będą się pojawiać kolejni inwestorzy to nam rąk do pracy zabraknie, a nie będzie zbywać.

Jeżeli przyjmiemy, że każdy europejski kraj będzie szedł w stronę zielonych inwestycji, zmiany źródeł energii itd., to czym Wielkopolska może dzisiaj konkurować w przyciąganiu tych inwestorów, na których wam zależy? Kiedyś Polska przyciągała tanimi pracownikami, ale to się kończy, później centrami usług wspólnych, teraz chwali się ekspertami, ale co nas dziś wyróżnia? Jakie my mamy atuty jeśli chodzi o transformację energetyczną?

Inwestorzy zwracają uwagę na to, że brakuje pracowników. Bezrobocie właściwie nie istnieje, jest na bardzo niskim poziomie (stąd prawie 3 miliony pracowników z Ukrainy). Dlatego ważny jest właśnie fakt, że w ciągu kilku lat zwolni się znaczna grupa osób, które z przemysłu paliwowo-energetycznego mogłyby przejść do pracy w nowych fabrykach, nowych przemysłach. A gdy się pojawia taki inwestor i mówi, że będzie potrzebował 200 osób, to my możemy zgłosić to w ZE PAK: słuchajcie, trzeba przygotować 200 osób, które za 2 lata, jak już powstanie nowa fabryka, przejdą z jednego miejsca do drugiego, bez przerwy w pracy.

Ale dlaczego inwestorzy chcą ją w ogóle budować w Polsce, a nie we Francji, Holandii lub gdziekolwiek indziej, skoro już na starcie liczą się z problemami pracowniczymi?

Bo tamte rynki są wciąż dużo droższe – wyższe płace, wyższe koszty działalności i życia. A Wielkopolska Wschodnia ma bardzo dobry dojazd i na wschód, i na zachód. Pandemia zrewidowała globalizację i łańcuchy dostaw.

Chodzi panu o to, że moglibyśmy zostać producentem elementów dla sektora OZE? Niedawno w wywiadzie wiceprezes PFR Bartłomiej Pawlak przyznał, że w Polsce brakuje bazy danych, kto i co w ogóle wytwarza w tej branży.

Moglibyśmy i wierzę, że tak się stanie. Mamy już nawet kilka zawartych umów pomiędzy przedsiębiorstwami. Polski rynek jest bardzo elastyczny. Mikro małe i średnie przedsiębiorstwa błyskawicznie się potrafią dostosować do nowych potrzeb więc myślę, że tak. Polska gospodarka jest oparta w dużej mierze na produkcji – inaczej niż gospodarki zachodnie bardzo mocno oparte na usługach. Inwestorzy zagraniczni sami mówią, że mamy bardzo dobrych inżynierów którzy będą tworzyli know-how.

Wspomniał pan o dofinansowaniu – skąd je czerpiecie i o co będziecie jeszcze wnioskować?

Z FST dla czterech powiatów Wielkopolski Wschodniej: słupeckiego, tureckiego, kolskiego i konińskiego z miastem Konin – to łącznie około 440 tysięcy mieszkańców – ma być minimum 387 mln euro w latach 2021-2027, ale FST jest po to żeby łagodzić skutki transformacji, a nie sfinansować ją w całości.

Będziemy mogli sięgnąć po środki z funduszu modernizacji (to wpływy ze sprzedaży świadectw CO2). Staramy się też o fundusze bezpośrednio w Komisji Europejskiej z programu LIFE – złożyliśmy projekt razem z samorządem województwa dla Wielkopolski Wschodniej na 18 mln euro i przeszliśmy do drugiego etapu. Będziemy oczywiście sięgali po środki krajowe, bo oprócz terytorialnych planów transformacji i tych pieniędzy, które są przeznaczone dla regionów jest także krajowy plan transformacji w którym będzie 520 mln euro. Są oczywiście pieniądze w NFOŚ i mają być z KPO.

Fundusze europejskie to jest bardzo dobre narzędzie, ale uważam, że powinny wspierać przede wszystkim rozwój małych i średnich przedsiębiorstw, bo to biznesy, które będą budować PKB regionu i kraju. Od ich inwencji będzie zależało czy osiągniemy sukces.

Myśmy wcześniej mieli ich niewiele, bo gospodarka subregionu była oparta o dużych pracodawców. Teraz chcemy przekształcić także i ten element w gospodarce.

A czego wam brakuje, co stoi na przeszkodzie, jakie są blokady?

Wszystkie regiony górnicze potrzebują zmiany prawnej w sposobie klasyfikacji rekultywowanych terenów pokopalnianych. My mamy kilka tysięcy hektarów takich gruntów. Przez dekady nie będą się nadawały pod uprawę, ale świetnie spiszą się pod budynki, farmy słoneczne, fabryki itp. Taki teren jednak, gdy już zostanie zrekultywowany to wraca do klasy ziemi, którą miał pierwotnie, kilkadziesiąt lat wcześniej. I tak ziemia klasy szóstej formalnie dostaje na nowo kategorię pierwszą, co dla inwestora oznacza, że musi zapłacić 250 tys. zł podatku od hektara. Takich absurdów prawnych jest wiele.

To co nam bardzo przeszkadza to fakt, że rząd nie przygotował się do nowej unijnej perspektywy budżetowej, co oznacza, że zamiast w I kwartale 2022, pieniądze z funduszach związanych z programami operacyjnymi czy z FST pojawią się dopiero w drugiej połowie roku, w trzecim kwartale. I to jest optymistyczna wersja.

Wielkopolska Wschodnia jako pierwsza w Polsce dołącza do sojuszu na rzecz odejścia od węgla

Powiązane artykuły

Zostaw komentarz