Opinia publiczna nieustannie słyszy o rosnącym w całej Europie poparciu dla populistów. Alarmują o tym też politolodzy czy ekonomiści. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, kim populiści właściwie są.

Zgodnie z tradycyjną definicją populizm to głoszenie postulatów politycznych i ekonomicznych odwołujących się do prostych sloganów umożliwiających przejęcie władzy. Inną koncepcją jest odwoływanie się populistów bezpośrednio do moralności narodu, z pominięciem istniejących instytucji. Współcześnie populizm został utożsamiony z demagogią, czyli posługiwaniem się argumentacją obliczoną na poklask mas i stanowi zarzut względem rywali.

W obszarze polityki populizm w potocznym rozumieniu oznacza sprzeciw wobec systemu demokracji liberalnej i obecnych elit. Inne jego cechy niekiedy są ze sobą sprzeczne – niektórych populistów atakuje się za dążenie do absolutyzacji demokracji bezpośredniej, innych za zbyt wielką centralizację państwa.

W Europie częściami składowymi powszechnie postrzeganego populizmu stał się eurosceptycyzm, niechęć do imigrantów czy lekceważenie globalnego ocieplenia. Wbrew pozorom trudno jednak znaleźć w tym zakresie wspólny mianownik dla partii uznawanych za populistyczne. UKIP wzywa do twardego Brexitu, Alternatywa dla Niemiec pragnie przede wszystkim rezygnacji z euro, a francuskie Zjednoczenie Narodowe po prostu sprzeciwia się pogłębianiu współpracy gospodarczej przy zachowaniu wspólnej waluty. Uważane często za populistyczne Prawo i Sprawiedliwość czy hiszpański Vox opowiadają się natomiast tylko za powstrzymaniem dalszych procesów integracyjnych. Uznawani za populistów Szwedzcy Demokraci zrezygnowali natomiast z postulatu organizacji referendum w sprawie wystąpienia Szwecji z UE.

Populizm staje się workiem, do którego można wrzucić dowolnie wybrane elementy programu politycznego, traktując to określenie jako zarzut względem oponentów. Jeszcze trudniej wypracować jednolite ramy populizmu gospodarczego. Jeśli – co instynktownie przychodzi do głowy – populizm ekonomiczny wiąże się ze zwiększeniem wydatków państwa, to jak uznać za populistów takich polityków jak Nigel Farage czy Janusz Korwin-Mikke, którzy opowiadają się za sprowadzeniem państwa do roli nocnego stróża i ograniczeniem wydatków publicznych?

Można zaryzykować stwierdzeniem, że współczesny populizm gospodarczy objawia się dążeniem do protekcjonizmu. Ta teza w istocie pasowałaby do ofensywy celnej Donalda Trumpa czy trwającego wciąż brexitu. Prawo i Sprawiedliwość oraz Fidesz, uznawane za populistyczne, zachęcają jednak zagranicznych inwestorów do aktywności na swoich rynkach.

W kontekście populizmu coraz bardziej anachroniczne stają się podziały na osi prawica-lewica. Nie jest on bowiem trwale przypisany do którejkolwiek ze stron. Na scenie politycznej wyróżnia się zarówno populizm lewicowy, którego przedstawicielami są np. grecka Syriza czy hiszpański Podemos, głoszące postulaty społeczne (takie jak wprowadzenie dochodu maksymalnego czy radykalne zwiększenie wydatków państwa), jak i tzw. prawicowych populistów domagających się obniżenia podatków, jak Forum Demokratyczne, z którym wolę współpracy deklaruje np. zwiększające świadczenia społeczne Prawo i Sprawiedliwość.

Nie każda partia uznawana w powszechnym odbiorze społecznym za prawicową musi jednak w istocie być liberalna ekonomicznie. O ile Liga Północna czy wspomniane AfD naprawdę takie są, o tyle trudno uznać Fidesz czy PiS za klasycznych przedstawicieli prawicowej polityki gospodarczej. Tradycyjne podziały ulegają zatem zmianom. Według analizy Goldman Sachs niektóre ugrupowania postrzegane jako konserwatywne zmierzają do redystrybucji dóbr. Eksperci banku uważają, że lewicowa Syriza ma paradoksalnie więcej wspólnego właśnie z prawicowym ideologicznie PiS czy partią Viktora Orbana.

Na drugim biegunie są włoskie czy niemieckie ugrupowania uznawane za populistyczne, które nawet pomimo oddalenia na osi prawica-lewica często wyrażają chęć współpracy z partiami głoszącymi wzrost wydatków publicznych. Świadczy to o dużym zróżnicowaniu ugrupowań określanych mianem populistów i rozmyciu tego pojęcia.

Należy przy tym pamiętać, że obecność tzw. populistów zawsze jest pochodną sytuacji w danym kraju. W dużej mierze zależy to od kultury politycznej. W Wielkiej Brytanii, gdzie liberalizm ekonomiczny od dekad ma ugruntowaną pozycję, łatwiej było zaistnieć (przynajmniej w wyborach do Parlamentu Europejskiego) partii głoszącej uwolnienie gospodarki – najpierw UKIP, a dziś Brexit Party. We Włoszech Liga przez lata bazowała na elektoracie z północy, przeciwnym utrzymywaniu rozrzutnego południa Italii. AfD czy Szwedzcy Demokraci pozycjonują się natomiast jako kontra do wytworzonego w ich krajach państwa dobrobytu, a Fidesz czy PiS jako partie rozczarowane negatywnymi skutkami przebytej transformacji ustrojowej.

Pojęcie populizmu jest więc bardzo płynne i nierzadko zamiast objaśniać rzeczywistość, utrudnia realną identyfikację poglądów poszczególnych partii. Różnice w polityce prowadzonej przez polityków uznawanych za populistów są dużo bardziej zniuansowane niż mogłoby się to wydawać. Tylko bardziej szczegółowy obraz może dostarczyć rzetelnych informacji. Samo sformułowanie „populizm” nie oznacza dziś właściwie nic, wszystko zależy od tego, co uznamy za populistyczne w realiach konkretnego państwa.