Ursula von der Leyen, minister obrony Niemiec, została oficjalną kandydatką szefów państw UE na przewodniczącą Komisji Europejskiej.

Teraz jej kandydaturę musi zaakceptować Parlament Europejski. Jeśli tak się stanie, Ursula von der Leyen będzie pierwszą w historii kobietą na stanowisku szefowej KE.

Będzie też pierwszą osobą z Niemiec na tym stanowisku od 1967 roku, kiedy pierwszy przewodniczący KE Walter Hallstein złożył urząd.

Von der Leyen była najważniejszą częścią brukselskiej układanki, którą od niedzieli wieczór próbowali złożyć liderzy państw członkowskich Unii na tzw. szczycie Rady Europejskiej.

Po rekordowo długich negocjacjach doszli do porozumienia, w ramach którego – oprócz Ursuli von der Leyen – ustalili, że:

Charles Michel, od 2014 roku premier Belgii, zostanie nowym przewodniczącym Rady Europejskiej (czyli ciała składającego się z szefów państw UE), gdzie zastąpi kończącego swoją kadencję Donalda Tuska.

Francuzka Christine Lagarde, która obecnie jest dyrektorem zarządzającym Międzynarodowego Funduszu Walutowego, zostanie prezesem Europejskiego Banku Centralnego (EBC).

Wysokim przedstawicielem Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa zostanie natomiast Hiszpan Josep Borrell.

Dodatkowo źródła podają, że Niemiec Manfred Weber, szef frakcji Europejskiej Partii Ludowej, zostanie prawdopodobnie przewodniczącym Parlamentu Europejskiego na 2,5 roku, a na kolejną kadencję zastąpi go Sergej Staniszew, były premier Bułgarii.

Oprócz akceptacji kandydatury von der Leyen, Parlament Europejski musi też potwierdzić swoich przewodniczących i w teorii w tym ostatnim przypadku w ogóle nie musi słuchać rekomendacji Rady.

Według niektórych źródeł nie jest pewne, że parlament zaakceptuje układankę liderów państw UE.

>>> Czytaj też: 4 jasne powody, dla których posada szefa Komisji Europejskiej jest tak istotna

Kim jest Ursula von der Leyen?

Von der Leyen od 2013 roku jest minister obrony Niemiec i pierwszą kobietą na tym stanowisku. Uchodzi za zaufaną kanclerz Angeli Merkel i wielokrotnie mówiono o niej jako o potencjalnej następczyni Merkel.

Jest jedyną osobą, która od objęcia przez Kanclerz Niemiec stanowiska przez cały czas sprawuje funkcję ministra.

W latach 2009-2013 była minister ds. pracy i polityki społecznej, a od 2005 do 2009 minister ds. osób starszych, kobiet i młodzieży.

W 2018 roku pojawiły się z kolei przypuszczenia, że zastąpi Jensa Stoltenberga na stanowisku sekretarza generalnego NATO.

Urodziła się w Brukseli, a z wykształcenia jest lekarką.

Ursula von der Leyen a Polska

Von der Leyen w 2017 roku naraziła się na krytykę ówczesnego polskiego ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza oraz ówczesnego szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego.

W wywiadzie z niemiecką telewizją państwową ZDF mówiła o tym, że jej dzieci studiowały w ramach wymiany studenckiej Erasmus w Polsce w czasie zmiany rządów, komentując: “Musimy wspierać ten zdrowy demokratyczny opór młodego pokolenia w Polsce”.

Według Waszczykowskiego miała to być “próba ingerencji w wewnętrzne sprawy naszego kraju”.

Cała wypowiedź niemieckiej minister, jak zauważa gazeta.pl, była jednak zdecydowanie pozytywna względem Polski:

„Chciałabym wesprzeć wschodnioeuropejskie kraje. Po pierwsze, trzeba wziąć pod uwagę, ile na siebie wzięły kraje bałtyckie, by cieszyć się wolnością, by zostać członkiem Unii Europejskiej, by spełnić kryteria strefy euro. Na jaki wysiłek musiała się zdobyć Polska, by dzięki ‘Solidarności’ odgrywać przywódczą rolę”.

„Chcę wesprzeć te kraje, byśmy zbyt łatwo nie postawili na nich krzyżyka. Mamy do dyspozycji fantastyczny instrument wymian studenckich, Erasmusa. Moje dzieci studiowały w Polsce właśnie wtedy, gdy władze objął nowy rząd. Zdrowy, demokratyczny opór młodego pokolenia w Polsce trzeba wspierać. Naszym zadaniem jest też utrzymywanie dyskursu, spieranie się z Polską, z Węgrami. To zawsze była siła Europy i dlatego nie jestem zdania, że Unia Europejska powinna iść do przodu w małych grupkach, ale zawsze trzeba próbować ‚brać Europę razem’”, mówiła von der Leyen.

Tymczasem premier Morawiecki podczas równoległej konferencji powiedział, że widzi dużą szansę na zbudowanie wspólnego mianownika z Ursulą von der Leyen.

Najdłuższy szczyt w historii

„Odnoszę wrażenie, że z tobą mieszkam. Widzę cię częściej, niż swoją żonę” – powiedział w niedzielę wieczorem prezydent Francji Emmanuel Macron do Donalda Tuska. Ale chyba nawet on nie spodziewał się, że rozmowy potrwają kolejne dwa dni i obecny szczyt stanie się najdłuższym w historii.

Wtorkowe spotkanie w ogóle nie miało się odbyć – szczyt przywódców krajów członkowskich (czyli tzw. Rada Europejska) miał jeszcze w niedzielę wieczorem wybrać swoich kandydatów na najważniejsze stanowiska w Unii.

Jednak po 15-godzinnym nocnym spotkaniu z niedzieli na poniedziałek, które nie przyniosło żadnych rezultatów, przywódcy państw postanowili zrobić krótką przerwę i wrócić do obrad we wtorek rano.

Najważniejsze i wzbudzające najwięcej kontrowersji okazało się stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej, na które ostatecznie wybrano von der Leyen.

Wcześniej główną kandydaturą na szefa KE był Frans Timmermans, jej obecny pierwszy wiceprzewodniczący.

Był on popierany m. in. przez Niemcy i Francję, ale budził największy sprzeciw Polski (także innych krajów Europy Centralnej i Włoch) ze względu na jego silne zaangażowanie w postępowanie o naruszenie prawa unijnego przez Polskę.

Oprócz Timmermansa na giełdzie nazwisk na nowego przewodniczącego KE pojawiały się wcześniej m. in. Margrethe Vestager (duńska polityk, obecnie pełni funkcję komisarza ds. konkurencji w Komisji Europejskiej) i Michel Barnier (francuski polityk, główny negocjator spraw związanych z opuszczeniem UE przez Wielką Brytanię).

>>> Czytaj też: Morawiecki: Chcemy, aby perspektywa Polski była uwzględniania. Przed nami bardzo trudne rozmowy