Początek bieżącego tygodnia na rynku ropy naftowej przynosi tąpnięcie cen „czarnego złota” w dół o ponad 20 proc. w ciągu zaledwie jednej sesji. To największa zniżka od czasu wojny w Zatoce Perskiej (1991 rok).

Cieszyć mogą się natomiast kierowcy, bo ceny na polskich stacjach mogą spaść nawet o 20 gorszy za litr.

Analitycy wskazują, że impulsem do przeceny ropy naftowej był przede wszystkim brak porozumienia państw kartelu OPEC i Rosji w zakresie dalszego potencjalnego cięcia produkcji ropy.

Brak porozumienia oznacza, że sojusz producentów ropy naftowej został de facto zerwany.

„Fiasko rozmów w sprawie dalszych cięć wydobycia nie tłumaczyłoby aż tak dużej zniżki cen, gdyby nie fakt, że jest ono pewnym symbolem – znakiem, że porozumienie OPEC+ legło w gruzach. Trzyletnia współpraca kartelu OPEC z kilkoma krajami spoza kartelu, z Rosją na czele, oficjalnie dobiegła końca” – napisała w raporcie Dorota Sierakowska, analityczka DM BOŚ.

Kamil Cisowski, dyrektor analiz i doradztwa inwestycyjnego w Domu Inwestycyjnym Xelion uważa, że w odróżnieniu od przełomu 2015 i 2016 roku ceny ropy mogą nie wrócić szybko do racjonalnych poziomów.

„Wszystko będzie zależało od determinacji obu głównych producentów do kontynuacji wyniszczającego dla nich konfliktu” – napisał.

W opinii Doroty Sierakowskiej, jeżeli w ciągu dwóch, trzech tygodni Arabia Saudyjska i Rosja się nie dogadają, wówczas ceny ropy naftowej mogą pozostać pod presją podaży.

Bartosz Sawicki z Domu Maklerskiego TMS Brokers podkreśla natomiast, że działania Arabii Saudyjskiej uderzają w największego obecnie producenta ropy czyli Stany Zjednoczone.

„Produkcja ropy w USA rosła w ostatnich latach w dwucyfrowym tempie i przekracza już 13 milionów baryłek na dzień. Dla porównania: wydobycie Rosji to nieco ponad 10 milionów baryłek a Arabii Saudyjskiej na koniec stycznia wyniosło 9,7 mln baryłek na dzień. Arabia Saudyjska dysponująca nowoczesną infrastrukturą i charakteryzowana przez niskie koszty wydobycia ewidentnie chce odzyskać wiodącą rolę na rynku surowca” – napisał w raporcie kierownik departamentu analiz TMS Brokers.

Duża zmienność cen pozostanie, koronawirus może jeszcze mocniej ograniczyć popyt

Sierakowska wskazuje, że obecnie notowania ropy naftowej znajdują się na najniższych poziomach od 2016 roku, a rynek będzie nerwowy.

„Nie możemy wykluczać ani dynamicznego odbicia cen w górę, ani pogłębienia zniżek – wiele zależy od dalszego wpływu koronawirusa na przemysł transportowy i popyt na paliwa. Teraz wirus był czynnikiem pośrednim” – powiedziała 300Gospodarce analityczka.

Wskazała, że kolejne odwoływane połączenia lotnicze i masowe kwarantanny sprawiają, że prognozy popytu na paliwa są coraz niższe.

„Nie bez znaczenia jest fakt, że sytuacja zmienia się w szybkim tempie, więc nikt obecnie nie jest w stanie rzetelnie oszacować, jak duży może być ostateczny wpływ koronawirusa na globalny rynek paliw” – zauważa analityczka.

Niska cena ropy pozwoli na tańsze tankowanie

Analitycy portalu e-petrol szacują, że w ciągu kilku dni spadek cen ropy przełoży się również na segment detaliczny. Na polskich stacjach spodziewają się oni przeceny o około 20 gorszy na litrze.

„Nawet przy utrzymywaniu się dotychczasowego wysokiego poziomu marż operatorów możliwe jest obniżenie się cen na stacjach o 15-20 groszy na litrze. Na bardziej konkurencyjnych stacjach możemy być świadkami cen benzyny Pb95 poniżej 4,50 zł/l” – napisali w raporcie.

>>> Czytaj także: Ropa naftowa tanieje jak szalona. Zbliża się recesja?