Zmniejszenie emisji CO2 w Chinach odbyło się kosztem spowolnienia wzrostu gospodarczego. Jeśli ten trend się utrzyma, może dojść do pierwszego spadku globalnych emisji gazów cieplarnianych od kryzysu finansowego w 2008 roku – donosi The Guardian.

Z powodu pandemii na świecie odwoływane są wszelkie masowe wydarzenia, od podróży biznesowych i międzynarodowych konferencji po wydarzenia kulturalne, zarówno na wielkich arenach, jak i w filharmoniach. Zatrzymano też pracę fabryk, zachęca się do pracy zdalnej i rezygnowania z podróży.

Koronawirus zredukował CO2 jak żadna dotychczasowa polityka klimatyczna

Ponieważ epidemia wybuchła w Chinach, tam widoczne są już nieoczekiwane skutki spowolnienia gospodarczego – zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych.

Jak wykazała analiza CarbonBrief, w Chinach wiele wskaźników związanych z zapotrzebowaniem na energię elektryczną oraz przemysłem znalazło się znacząco poniżej swojego zwykłego poziomu. O 36 proc. spadł poziom zapotrzebowania na węgiel w elektrowniach, o 37 proc. zmniejszyły się emisje tlenku azotu.

Szacuje się, że w Chinach emisje w lutym spadły nawet o jedną czwartą w stosunku do tego samego okresu w 2019 roku. Pozostaje jednak pytanie, czy zmiany te rzeczywiście spowolnią ocieplanie się klimatu.

Zagrożenie efektem jo-jo

Jeśli poziom emisji po okresie kryzysu zacznie wzrastać powoli, będzie to oznaczało, że zyskaliśmy więcej czasu dla klimatu. Jednak, niestety, wcale nie musi się tak zdarzyć.

Możliwe, że rząd Chin dołoży starań, by po ponownym otwarciu fabryk wesprzeć przemysł i biznes, by na nowo nabrały wiatru w żagle. Jak informuje The Guardian, prezydent Xi Jinping obiecał, że rząd przeznaczy środki, by pomóc gospodarce wyjść na prostą. Może to oznaczać poluzowanie ekologicznych ograniczeń rynku oraz zwiększone emisje.

Wskazują na to doświadczenia kryzysu finansowego w Chinach z 2008 roku, gdy w ciągu roku od jego zakończenia emisje gazów cieplarnianych poszybowały w górę.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni

Chwilowy spadek emisji może zapoczątkować zmniejszanie się globalnych emisji, ale tylko jeśli pójdą za tym zdecydowane i konsekwentne działania. Wiara, że wirus rozwiąże problem kryzysu, może jedynie zaszkodzić sprawie.

Jednym z problemów jest fakt, że coraz niższe ceny paliw kopalnych mogą odwrócić trend inwestowania w odnawialne źródła energii, które jak dotąd wygrywały z kopalinami dzięki konkurencyjnym cenom.

Niektórzy zwracają też uwagę, że korzystne zmiany dla środowiska spowodowane epidemią koronawirusa mogą sprawić, że walka z kryzysem ekologicznym zyska złą prasę.

Obrońcy środowiska podkreślają, że nie wszystkie zmiany dobre dla przyrody służą ludzkości. Nie chcą, by zwracanie uwagi na fakt, że w związku z pandemią spadają globalne emisje gazów cieplarnianych interpretowano jako radość się z ludzkiej tragedii – donosi insideclimatenews.

“Martwię się, że obrońcy przyrody zaczną się nadmiernie cieszyć i ekscytować faktem, że globalne emisje spadają, bo to naprawdę nie w ten sposób powinny spadać emisje” – powiedziała Samantha Gross z amerykańskiego think-tanku Brookings Institution.

Jest jednak nadzieja, że spowolnienie emisji sprawi, że wygramy trochę czasu na rozwój technologii i negocjacje polityczne, które będą mogły przysłużyć się klimatowi i doprowadzić do długotrwałego spadku emisji gazów cieplarnianych bez kryzysów społecznych i gospodarczych.

>>> Świat i Europa zamykają granice w związku z koronawirusem. Sprawdź, dokąd nie wjedziesz

>>> Kiel Institute: PKB Niemiec w 2020 roku skurczy się o 0,1 proc., koronawirus spowoduje załamanie się gospodarki