Zmiany klimatu najpewniej obniżą poziom aktywności gospodarczej, ale ekonomiści spierają się, czy trwale osłabią również tempo wzrostu PKB. Trudno precyzyjnie określić, jak duże będą straty. Według analizy mBanku rozbieżności są ogromne: przy ociepleniu o 3°C jedne metaanalizy wskazują ok. 2 proc. spadku globalnego PKB, inne nawet 7-13 proc. Różnice te mają kluczowe znaczenie dla polityki klimatycznej, podatków od emisji i systemów takich jak EU ETS.
Najmniej kontrowersyjny wniosek brzmi: globalne ocieplenie szkodzi gospodarce. Największy spór zaczyna się przy kolejnym pytaniu: o ile? Różnice w szacunkach wynikają nie z jednego błędu, ale z całego zestawu decyzji metodologicznych, które zmieniają końcowy wynik o rząd wielkości – zwracają uwagę ekonomiści mBanku.
Dlaczego nie da się tego policzyć dokładnie?
Problem polega na tym, że nie można przeprowadzić eksperymentu na Ziemi. Analitycy muszą budować modele alternatywnej rzeczywistości – świata bez zmiany klimatu lub z wolniejszym przebiegiem ocieplenia. To oznacza konieczność przyjęcia wielu założeń: co liczyć jako koszt, jak traktować katastrofy, czy klimat wpływa na poziom PKB czy na tempo wzrostu oraz jak wycenić skutki odległe o dekady.
Ekonomiści próbują policzyć coś, czego nie da się sprawdzić w laboratorium. Nie możemy stworzyć drugiej planety i porównać jej z Ziemią, dlatego każdy model jest w pewnym sensie konstrukcją hipotetyczną. To sprawia, że wyniki są wrażliwe na założenia bardziej, niż w większości innych dziedzin ekonomii.
Skąd biorą się tak różne wyniki?
Metaanalizy pokazują ogromny rozrzut wyników. Profesor ekonomii na Uniwersytecie Sussex Richard S. J. Tol (2024) szacuje straty na ok. 2 proc. PKB przy 3°C ocieplenia, podczas gdy Peter H. Howard i Thomas Sterner (2025) wskazują 7-13 proc. Różnice wynikają nie tylko z danych, ale też z tego, jakie badania są uwzględniane, jak są ważone i przede wszystkim, jaką zastosowano metodologię.
Ekonomiści dzielą modele na kilka grup:
- modele sektorowe (sumujące straty w rolnictwie, zdrowiu czy energii),
- modele ekonometryczne (oparte na danych historycznych),
- ankiety eksperckie
- oraz modele CGE (opisujące całą gospodarkę jako system równań).
Każde podejście ma ograniczenia. Modele historyczne nie obejmują przyszłych ekstremów klimatycznych, a modele sektorowe pomijają część trudnych do wyceny skutków, takich jak migracje czy konflikty.
Jak zauważa Dawid Sułkowski, ekonomista mBanku, spór nie dotyczy wyłącznie tego, ile wynoszą szkody klimatyczne. Równie ważne jest to, które metody uznajemy za bardziej wiarygodne. W zależności od wyboru narzędzia można uzyskać zarówno relatywnie niskie, jak i bardzo wysokie szacunki.
Kluczowe pytanie: poziom PKB czy tempo wzrostu
Jedna z najważniejszych różnic w literaturze dotyczy mechanizmu wpływu klimatu na gospodarkę. Część modeli zakłada, że wyższa temperatura obniża tempo wzrostu PKB. Inne przyjmują, że gospodarka jednorazowo spada na niższy poziom, ale później rośnie w podobnym tempie jak wcześniej.
Różnica jest fundamentalna: w pierwszym przypadku straty kumulują się przez dekady, w drugim są znacznie mniejsze w długim okresie. Spór ten w dużej mierze determinuje końcowe wyniki modeli.
Dlaczego modele są tak niepewne?
Ekonomia klimatu mierzy się z trzema podstawowymi problemami. Po pierwsze, brakuje danych dla przyszłych, wyższych temperatur. Nie da się przewidzieć, jakie wartości pokażą termometry za kilkadziesiąt lat, a co za tym idzie, jak gospodarki reagują na poziomy ocieplenia wyższe niż dotąd obserwowane. Po drugie, charakter skutków emisji jest długoterminowy, liczony w stuleciach, a nie pojedynczych latach. Po trzecie, brakuje grupy kontrolnej, bo nie istnieje świat bez zmian klimatu.
Dodatkowo dochodzą tzw. punkty krytyczne, czyli procesy mogące wywołać gwałtowne zmiany, których nie da się łatwo ująć w równaniach.
Kluczowym elementem modeli jest tzw. funkcja szkód, która przelicza wzrost temperatury na straty PKB. William Nordhaus, noblista z 2018 r. w dziedzinie ekonomii, przyjął, że szkody rosną nieliniowo – każdy kolejny stopień ocieplenia jest bardziej kosztowny.
W nowszych wersjach modeli (np. DICE) szacunki strat przy 3°C wzrosły z 1,6 do 3,1 proc. PKB po uwzględnieniu dodatkowych ryzyk. Jednak nawet te korekty pokazują, że modele nie obejmują wszystkich skutków, takich jak migracje czy utrata bioróżnorodności.
Ekonometria ma coraz większe rozbieżności
Modele oparte na danych historycznych również nie dają jednoznacznych wyników. Część badań wskazuje na bardzo wysokie straty – nawet ponad 20 proc. PKB w długim okresie przy 1°C ocieplenia. Inne sugerują niższe, choć nadal istotne koszty.
Jednocześnie część głośnych prac została zakwestionowana lub wycofana z powodu błędów danych, co dodatkowo zwiększa niepewność w tej literaturze.
Ostateczne wyniki zależą także od tego, jak wycenia się przyszłość. Stopa dyskontowa decyduje o tym, ile warte są szkody za 50 czy 100 lat w dzisiejszych pieniądzach. Niewielkie zmiany tego parametru mogą znacząco zmienić końcowe wyliczenia.
Stopa dyskontowa jest jednym z najważniejszych, a jednocześnie najbardziej niedocenianych elementów modeli klimatycznych. To ona w dużej mierze decyduje o tym, czy przyszłe straty, które wywołują zmiany klimatu, wyglądają jak marginalny problem, czy jak poważne zagrożenie dla współczesnej gospodarki.
Zgoda co do kierunku, nie co do skali
Mimo rozbieżności jedno pozostaje wspólne: zmiany klimatu negatywnie wpływają na gospodarkę. Spór dotyczy głównie skali i tempa tych strat.
– Aktualnie możemy powiedzieć, że prawda prawdopodobnie leży tam, gdzie wnioski przetrwały krytykę z wielu niezależnych kierunków naraz. To jednak nie są konkretne liczby, lecz pewne fundamentalne spostrzeżenia: 1) wpływ zmian klimatu na gospodarkę jest negatywny, 2) szkody rosną nieproporcjonalnie szybciej niż postępuje samo ocieplenie, 3) rozkład ryzyk jest przechylony w stronę negatywnych i 4) uderzają najmocniej w kraje już teraz biedne i już teraz gorące. Przepaść dzieląca szacunki pozostaje związana z uwzględnieniem ryzyko ogona rozkładu – scenariuszy katastroficznych, których wiele modeli nadal z założenia pomija – to też element, którego żaden pojedynczy szacunek prawdopodobnie nie łapie w pełni – mówi Dawid Sułkowski.
Najbardziej narażone są kraje biedniejsze i cieplejsze, które mają mniejsze możliwości adaptacji. Ekonomiści nie kwestionują więc samego problemu, lecz próbują go zmierzyć w warunkach ogromnej niepewności. W efekcie debata o ekonomii klimatu nie jest sporem o fakt, lecz o precyzję i metodologię.
Przeczytaj także:
- Chcieliśmy ujarzmić rzeki. Teraz skutki wracają podczas susz i powodzi
- KSeF wkrótce czeka najtrudniejszy test. Sklepy mogą utknąć przy zwrotach
- Nielegalne kasyna online kuszą Polaków, a budżet traci miliardy. WEI chce końca monopolu