Jeżeli wojna w Zatoce Perskiej nie skończy się w ciągu najbliższych dwóch-trzech tygodni, będzie to miało znaczące przełożenie na wzrosty cen paliw i energii elektrycznej. Tak ocenia sytuację wiceprezes Enei ds. handlowych Bartosz Krysta.
– Na razie jest za wcześnie na prognozy [związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie], sytuacja powinna być jaśniejsza w ciągu kilku tygodni. Jeżeli konflikt zostanie zażegnany w perspektywie 2-3 tygodni, to nie będzie to miało dużego wpływu na rynek, ale jeśli sytuacja będzie się komplikować i kryzys potrwa kilka miesięcy, to możemy mieć bardzo duże wzrosty cen paliw i energii – powiedział Krysta podczas konferencji prasowej.
Na razie dość gwałtownie zareagowały ceny gazu ziemnego. Jak dodaje przedstawiciel koncernu, nie ma znaczenia, skąd sprowadzamy gaz, bo rynek działa globalnie.
– Cena jest czynnikiem wtórnym, a najważniejsze jest, by dostawa dotarła na czas. Jeśli trzy czwarte odbiorców LNG z Azji ma zakłócone dostawy, to mamy do czynienia ze zjawiskiem super contango. To oznacza, że statki mogą być „podkupywane” i przekierowywane do innych odbiorców nawet w trakcie rejsu – dodał.
Jego zdaniem dziś rynek energii jest „w miarę stabilny”. Wiceprezes Enei dodał też, że w kontekście tego, jak rozwinie się sytuacja, najważniejsze będą najbliższe 2-3 tygodnie.
Podstawą działania grupy kapitałowej Enea jest wydobycie węgla kamiennego oraz wytwarzanie, dystrybucja i handel energią elektryczną. Sieć dystrybucyjna grupy, zlokalizowana w zachodniej i południowo-zachodniej Polsce, obejmuje 20 proc. powierzchni kraju. Spółka jest notowana na GPW od 2008 r. Miała 31,24 mld zł przychodów w 2024 r.
Polecamy również:
- Ceny ładowania elektryków znów się zmieniają. Operatorzy aktualizują cenniki
- Co szósty dorosły Polak jest w strachu przed zwolnieniem z pracy
- Ceny surowców reagują na napięcia. Ropa od początku roku zdrożała o 50%