Strona główna TYLKO W 300GOSPODARCE Polskie transfery socjalne są kuriozalne, wsteczne i niczego nie rozwiązują. Wywiad z prof. Joanną Tyrowicz

Polskie transfery socjalne są kuriozalne, wsteczne i niczego nie rozwiązują. Wywiad z prof. Joanną Tyrowicz

przez Katarzyna Mokrzycka

Główny efekt 500 plus? Kolosalnie negatywny: spadek podaży pracy kobiet o 2-3 punkty procentowe. Do 2016 roku wielkim wysiłkiem i nakładem środków publicznych udało się osiągnąć wzrost aktywności zawodowej kobiet o 5 pkt proc., a potem wydajemy 2 proc. PKB rocznie, by zniweczyć połowę tego wzrostu. Gdzie tu sens? – mówi w wywiadzie prof. Joanna Tyrowicz, ekonomistka GRAPE, konsultantka Banku Światowego i wykładowczyni UW. 

Prof. dr hab. Joanna Tyrowicz jest polską ekonomistką związaną z Katedrą Metod Ilościowych Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Jest członkinią ośrodka badawczego GRAPE (Group for Research in Applied Economics), czyli forum dla ekonomistów z różnych ośrodków akademickich w Polsce i poza jej granicami, będąc forum współpracy nad projektami naukowymi. Jest także Research Fellow w niemieckim Institute of Labor Economics w Bonn.

Katarzyna Mokrzycka, 300Gospodarka: Rząd ogłosił, że w 2022 r. zacznie działać nowy program socjalny – rodzinny kapitał opiekuńczy, w ramach którego rodziny dostaną przez 2 lata dodatkowo po 12 tys. zł na dzieci 2- i 3-letnie. Czy to będą dobrze wydane pieniądze publiczne?

Prof. Joanna Tyrowicz: No wręcz zajefajnie. Naprawdę brakuje nam w Polsce ogólnych, bezcelowych, bezsensownych transferów fiskalnych, ten kolejny jest wręcz niezbędny. A na poważnie, każdy wprowadzany instrument powinien służyć jakiemuś konkretnemu celowi społecznemu. Po co jest ten?

Wsparcie dla rodzin oczywiście.

Ale wsparcie w czym?

Żeby dzieciom się żyło lepiej, żeby było mniej ubóstwa, żeby mogły jeździć na wakacje – wakacje to często przywoływany w mediach publicznych argument: „po raz pierwszy mogliśmy pojechać na wakacje”.

Jeśli chcemy rozwiązywać problem ubóstwa to trzeba program skierować do ubogich, a nie tworzyć uniwersalny transfer dla wszystkich. I jakie wakacje kosztują 12 tysięcy?! Ja na takie wakacje nie jeżdżę.

Gdyby chociaż 12 tysięcy było kierowane i starczało na zapewnienie opieki nad dzieckiem, opłacenie żłobka, by ułatwić rodzicom godzenie funkcji opiekunów z aspiracjami zawodowymi, to jeszcze można byłoby rozważać jego sens. Tylko opieki żłobkowej w Polsce, jak na lekarstwo, a 12 tysięcy rocznie na nią nie wystarczy, nawet gdyby pojawiło się teraz wiele placówek prywatnych. Poza tym, co mają zrobić rodzice dzieci między 3 a 6 rokiem życia? Bo przedszkoli brakuje.

Dane mówią, że po wprowadzeniu programu 500 plus zmniejszył się poziom ubóstwa w Polsce.

Dane mówią jedynie, że ubóstwo dziś jest niższe niż było w 2016 roku, ale zmieniło się w tym czasie mnóstwo elementów, nie tylko wprowadzono 500 plus. W praktyce, twierdzenia, że to „na skutek” są znacznie mniej imponujące, ograniczają się wyłącznie do rodzin wielodzietnych.

W mniejszych gospodarstwach domowych, gdzie także występuje ubóstwo, korzystnych efektów 500 plus nie da się wykazać w sensie przyczynowo – skutkowym.

Anegdotycznie – wiadomo natomiast, że napływ tych środków kolejno przekładał się na: spłacenie długów i rachunków, zakup ubrań i butów, a potem samochody i remonty mieszkań. Niewiele w tym inwestycji w możliwości rozwojowe dzieci.

Owszem, potrafię sobie wyobrazić że np. w niektórych gospodarstwach domowych, w których tego typu środki nie były dotąd dostępne, pojawi się szansa na sfinansowanie np. studiów czy innej formy wykształcenia. Ale czy to będzie statystycznie częste?

Ja potrafię sobie wyobrazić sytuację, że remont mieszkania też poprawia standard i jakość życia dzieci.

Jasne! Ale to się rozwiązuje prostym instrumentem finansowania ogrzewania i modernizacji mieszkań czy domów, a nie bajkami o tym, jak to wzrośnie liczba małych Polaków.

Statystyki mówią, że dzietność nie wzrosła. Nowy program już nie mówi wprost o takim celu. Co się więc stało dzięki 500 plus z ekonomicznego punktu widzenia? O jakich efektach możemy dziś powiedzieć?

Jeszcze nim przyjęto ten program, demografowie ostrzegali, że dzietność się co najwyżej przesunie (o rok lub dwa wcześniej), ale nie wzrośnie. Mówiła o tym m.in. profesor Kotowska i wielu innych. Cała literatura empiryczna świata pokazuje, że nie podnosi się dzietności za pomocą transferu finansowego, nawet, gdy jest dużo większy niż 500 plus. Więcej można zdziałać dbając o zdrowie prokreacyjne współobywateli i to znacznie taniej niż kosztem 2 proc. PKB.

Główny skutek 500 plus? Kolosalnie negatywny efekt dla rynku pracy w okresie dwóch, trzech lat: spadek o 2-3 punkty procentowe na podaży pracy kobiet, co pokazują najnowsze badania Filipa Premika.

Dla kobiet najtrudniejszy jest powrót na rynek pracy po urodzeniu dziecka, szczególnie dla tych, których praca wymaga dyspozycyjności w sensie bycia w danym miejscu o danym czasie. Jeszcze trudniejsza jest sytuacja kobiet, które przed urodzeniem dziecka miały z rynkiem pracy luźną relację – znalezienie nowej pracy jest po prostu trudniejsze. Z powodu sytuacji w domu, jak i z powodu ewentualnych uprzedzeń po stronie pracodawców.

500 plus spowodowało zaś, że ludzie, którzy stracili pracę z mniejszą werwą szukali nowej. Nikt z nas, ekonomistów pracy, nie uważał, że ludzie rzucą robotę, bo dostali 500 złotych na miesiąc. Ostrzegaliśmy natomiast, że jeśli już kobieta straciła pracę – z jakiegokolwiek powodu – to z mniejszym zaangażowaniem będzie szukała nowej. A im mniejszy zapał w jej poszukiwaniu, tym mniejsze szanse na sukces. Kilka lat później możemy potwierdzić, że to jest ten główny kanał, który skutkuje trwałym obniżeniem podaży.

Te 2-3 punkty procentowe, to jest naprawdę duży efekt. Od 2006 do 2016 roku wielkim wysiłkiem i wielkim nakładem środków publicznych, w tym europejskich, zmieniając instrumentarium rynku pracy na wiele sposobów, udało się osiągnąć wzrost aktywności zawodowej kobiet o 5 punktów procentowych. A potem wydajemy 2 proc. PKB rocznie, by zniweczyć połowę tego wzrostu. Gdzie tu sens?


Czytaj też: Polska wśród państw o najniższej dzietności w Europie. Wszyscy w regionie radzą sobie lepiej


Czy to znaczy, że 500 plus nie ma żadnego wpływu na pozycję mężczyzn na rynku pracy?

Spadek aktywności zawodowej kobiet jest zły także dla mężczyzn! Ich pozycja zawodowa również się nie miała jak poprawić. Patrząc przez pryzmat teorii ekonomii, złożyły się dwa główne mechanizmy.

Pierwszym z nich jest tzw. specjalizacja w gospodarstwie domowym: gdy jest dwoje dorosłych, mogą się specjalizować w pracy w domu i na rynku. Pojawia się tzw. „drugi zarobkujący”, czyli osoba, która może pewnie pracować na rynku, ale ktoś musi ogarnąć ognisko domowe. Z różnych względów – w tym też kulturowych – w Polsce statystycznie częstsze jest to, że mężczyzna zarobkuje na rynku, a kobieta tworzy wartość w domu.

Drugi mechanizm to efekt tzw. transferów nieekwiwalentnych. Lubimy konsumować i mieć czas wolny, ale na konsumpcję trzeba zarobić, a doba ma tylko 24 godziny. Każdy z nas znajduje jakieś indywidualne optimum pomiędzy potrzebami konsumpcyjnymi i czasem wolnym, znając warunki na rynku pracy, licząc, ile dostanie za godzinę pracy.

Gdy dostaniemy transfer niezależny od tego, czy i ile pracujemy zwiększamy i konsumpcję i czas wolny. Już nie musimy tyle pracować, by sfinansować potrzeby.

Nałożenie tych dwóch mechanizmów daje w rezultacie obserwowane efekty: 500 plus podnosi konsumpcję i zmniejsza podaż pracy drugiego zarobkującego, którym w Polsce w przeważającej większości są kobiety.

Czy spodziewa się Pani, że trend ograniczenia podaży kobiet na rynku pracy będzie postępował w stronę negatywną wraz z kolejnymi transferami? Czy to się nakłada na zmiany na rynku pracy wywołane pandemią?

Kontekst pandemii będzie ważny. Nie wiadomo jeszcze, ile potrwa i jakie dokładnie będą jej skutki dla rynku pracy, ale wiemy, że ryzyko bezrobocia częściej dotyka kobiet niż mężczyzn. Wcześniejsze doświadczenia z 500 plus pokazują zaś, że kluczowe jest nieszukanie nowej pracy po tym, gdy ktoś stracił poprzednią. Znaczyłoby to, że „rodzinny kapitał opiekuńczy” wzmocni negatywne mechanizmy dla kobiet z małymi dziećmi.

Problem z tymi, kuriozalnymi w mojej opinii pomysłami nie polega na tym, że mi się nie podobają, tylko że są stare, wsteczne i na koniec dnia niczego nie rozwiązują. W Holandii na przykład w każdym miesiącu dostajesz zwrot podatku za każdą opłaconą godzinę za pobyt dziecka w żłobku czy przedszkolu.

Po pierwsze, jest to oferta dla pracujących, bo dostajesz kilkaset euro zwrotu z podatku, zachęca do pracowania i realizacji własnych aspiracji. Po drugie, dostajesz zwrot w każdym miesiącu za faktyczną liczbę godzin, więc podatnik płaci za konkret, za usługi publiczne, a nie za jakieś wydumane transfery okrągłej kwoty, która nikomu do niczego nie pasuje, ale dobrze się powtarza w mediach.

Czy transfery socjalne utwardzają jeszcze normy społeczne, które w efekcie zmniejszają podaż kobiet na rynku pracy?

Według badań zachowania społeczne utrwalające rolę mężczyzny jako utrzymującego rodzinę i kobiety, jako tej, która nie pracuje, a przede wszystkim ma strzec domu i dzieci nie wydają się być silnie powiązane z motywami finansowymi. Jest nawet seria badań, w tym w Skandynawii, gdzie da się wykazać, że z powodu tych norm społecznych, rodzice dzieci tracą mnóstwo pieniędzy.

Analizowano m. in. kto zostaje w domu z dzieckiem, gdy zachoruje. Okazało się, że gospodarstwa tracą dużo pieniędzy (nawet 1000 euro rocznie!) na bezrefleksyjnym powielaniu wzorca, że tylko mama umie podać aspirynę i opatulić kocykiem.

Normy nierównościowe w Polsce utrwalamy od wielu dekad na tyle sposobów, że ani 6 tys. rocznie z 500 plus ani 12 tys. z nowego dziwnego tworu nie zmienią za dużo.


Czytaj też: Firmy powinny publikować informacje o różnicach w pensjach kobiet i mężczyzn [WYWIAD]


Skoro problemem są przeszkody w powrocie do pracy po urodzeniu dziecka to czy praca zdalna może to zmienić? Czy kobiety chętniej będą wracać do pracy, wiedząc, że mogą ją wykonywać z domu, przy dziecku?

Wielu optymistycznie mówiło, że z pracą zdalną wreszcie będzie można szukać pracy jakiejkolwiek i gdziekolwiek, bo nie będzie ograniczeń wynikających z miejsca zamieszkania itd. W badaniu „Diagnoza.plus” zrobiliśmy cały moduł dotyczący poszukiwania pracy w nowoczesnych, niestandardowych formach, jak praca poza miejscem zamieszkania.

Okazało się, że pomimo rewolucji, jaką jest pandemia, nadal żyjemy w tych samych schematach.

Naprawdę bardzo niewielki odsetek zarówno pracodawców, jak i pracowników jest otwartych na takie rozwiązania. Ze strony pracodawców płynie sygnał, że „na razie” praca jest zdalna, ale docelowo taką nie zostanie. Pracownicy zaś nie rozglądają się za miejscami pracy, do których nie będą mogli dojeżdżać.

Powiązane artykuły

Zostaw komentarz