350 mln zł to łączna kwota budżetów obywatelskich 18 wojewódzkich miast w Polsce, o której zagospodarowaniu we wrześniu i październiku decydują mieszkańcy. Problem w tym, że z roku na rok i pomysłów coraz mniej, i głosowania już nie takie popularne.

W wakacje wszystkie miasta, gdzie działają programy budżetów obywatelskich (BO), zakończyły zbieranie pomysłów, które będą realizowane w 2020 r.

Budżet obywatelski, jako narzędzie współdecydowania o małej ojczyźnie, udostępnia dziś mieszkańcom około setka miast i wsi, w tym na pewno 66 miast powiatowych. W samych tylko 18 stolicach 16 polskich województw (sic) w ramach BO w tym roku jest do rozdysponowania na miejskie inwestycje ponad 350 mln zł.

Według nowych przepisów część pieniędzy musi zostać przeznaczona na inwestycje ogólnomiejskie, część zaś na dzielnicowe.

Mieszkańcy głosują na wybrane pomysły zwykle we wrześniu lub październiku (np. w Warszawie głosowanie trwa do 23 września) – jeśli tylko będą chcieli głosować. Poprzedni rok pokazał niestety wyraźny spadek zainteresowania takimi wyborami (patrz tytułowa grafika).

Czy uda się je przywrócić większymi pieniędzmi? Obligatoryjny próg min. 0,5 proc. poprzedniego budżetu danej miejscowości zwiększa pulę – w niektórych miastach bardzo istotnie.

Zdaniem Filipa Kowalika, dziennikarza i społecznika, autora raportu o BO 2018 [PDF], popularność i frekwencja rzeczywiście są skorelowane ze skalą budżetu obywatelskiego, co widać było wyraźnie przed rokiem na przykładach Łodzi i Krakowa.

Łódź – BO ustępujący wysokością tylko Warszawie, najwyższa w kraju frekwencja w głosowaniu. Kraków – w 2018 r. najniższy BO wśród dużych miast, najsłabsza frekwencja.

W tym roku oba miasta, chociaż w skrajnie różnym stylu (pierwotnie Kraków chciał w ogóle zrezygnować z BO) powiększyły swoje budżety obywatelskie. W obu miastach mieszkańcy złożyli także znacznie więcej pomysłów na inwestycje: w Krakowie: 949 (vs 678 przed rokiem), a w Łodzi 1412 pomysły (w porównaniu do 1285 rok wcześniej).

Więcej pomysłów do przedyskutowania wpadło też do puli w Gdańsku, Bydgoszczy, Katowicach.

Nie we wszystkich miastach dominuje ten trend. Niestety po początkowym euforycznym przyjęciu idei BO spadła ochota Polaków do decydowania o tym, jak będzie zorganizowane ich otoczenie do życia.

Wciąż trwa liczenie złożonych wniosków, ale Warszawa, Poznań, Wrocław czy Lublin raportują w lokalnych mediach znaczny spadek liczby zgłoszeń.

Czy wyczerpała się formuła? Czy może miasta zostały już nasycone siłowniami na powietrzu, placami zabaw, miejskimi górkami, małymi skwerami i ławkami na tych skwerach?

Na pewno nie chodzi o nasycenie przestrzeni dzielnicowej, bo ta w Polsce jeszcze wiele lat będzie wymagała zmian i poprawek” – mówi Ewa Stokłuska z Laboratorium Innowacji Społecznych w Gdyni.

„Może to efekt utraty świeżości…A może mieszkańcy są czasem rozczarowani projektami?” – zastanawia się Katarzyna Pliszczyńska z Pracowni Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”.

Tam, gdzie ławek jest już dosyć, pomysłowość mieszkańców wspina się na wyżyny kreatywności. W Gdyni-Orłowie mieszkańcy chcą zjeżdżalni prowadzącej z wysokiej skarpy prosto na plażę i śmieciomatów zachęcających do recyklingu.

Butelkomatów do zbierania plastikowych opakowań chcą także Łodzianie. W Krakowie padła propozycja budowy sieci schowków dla rowerów i innych małych pojazdów – duża skrzynia montowana przy słupach oświetleniowych, z których czerpałaby prąd do ładowania np. elektrycznej hulajnogi.

Za to warszawiacy widzieliby u siebie pływające po Wiśle całoroczne sauny czy skocznię narciarską na Bródnie.

Wiele projektów mieszkańców sygnalizuje też nieśmiertelne problemy brudnych chodników i podrzucania śmieci w niedozwolone do tego miejsca. Nigdzie nie dość też jeszcze ścieżek rowerowych i placów zabaw – zwłaszcza przystosowanych dla dzieci z niepełnosprawnościami.

Wiele miast zaczyna sięgać po nowe metody uzgadniania projektów. Zanim dojdzie do głosowania zgłaszający projekty biorą udział w spotkaniach i warsztatach, na których ustala się szczegóły i potrzeby. Chodzi m.in. o to, żeby wyeliminować projekty, które się dublują – w Gdańsku w poprzednim BO zatwierdzono aż pięć różnych dzielnicowych projektów dokarmiania i sterylizacji kotów.

Po dużych miastach przyszła kolej na mniejsze społeczności. Warto przytoczyć przykład Szklarskiej Poręby, która debiutuje w tym roku z BO i to od razu podwójnie.

„Nie jesteśmy miastem powiatowym, ustawa nas nie obliguje, ale chcieliśmy włączyć mieszkańców w proces decydowania o miejskiej przestrzeni” – mówi Karolina Szalewska-Wrona odpowiedzialna w mieście za BO.

Zaraz na początku roku wybrano pięć projektów, które będą zrealizowane do końca grudnia. A jesienią przeprowadzony zostanie nabór i głosowanie na inwestycje, które będą prowadzone już w roku 2020.

„W mieście powstanie wreszcie górka saneczkowa, z której będzie można korzystać już w najbliższym sezonie zimowym. Wybudujemy także plenerową siłownię, plac zabaw, strefę kibica przy „Orliku” i rodzinny park zabaw” – wymienia Karolina Szalewska-Wrona.

>>> Polecamy także: Programy Koalicji Obywatelskiej i PiS 2019: jakich słów obie partie używają najczęściej?