Policja w Hongkongu użyła armatek wodnych i wystrzeliła gaz łzawiący w protestujących. Kryzys polityczny, o którym pisaliśmy tutaj, nasila się. 

W niedzielne popołudnie protestujący blokowali drogi i rzucali bombami benzynowymi w policję w reakcji na jej agresywne zachowanie.

Carrie Lam, która zarządza autonomicznym miastem, została wezwana do znalezienia politycznego rozwiązania, zamiast wysługiwać się policjantami do tłumienia demokratycznych protestów.

Sobotni wiec również zakończył się starciami z policją, podczas których zostało aresztowanych 29 osób pod zarzutem rzucania pociskami i wzniecania pożarów.

Lam chciała wykorzystać weekend na konsultacje z przedstawicielami władzy w swojej rezydencji w celu wypracowania metod na nawiązanie dialogu z protestującymi.

Ostatni tydzień był trochę spokojniejszy i chcieliśmy skorzystać z okazji, aby rozpocząć dialog” – tłumaczyła.

Przez długi czas Lam nie chciała jednak pójść na żadne ustępstwa i uchylała się od dyskutowania o jakimkolwiek planie na uporanie się z kryzysem.

Głównym problemem Hongkongu jest ustalenie, na ile Pekin może mieć wpływ na politykę tego autonomicznego miasta.

Politycy pokazują, że z ich punktu widzenia może mieć duży. Mieszkańcy Hongkongu protestami pokazują, że są innego zdania. (Financial Times)

>>> Czytaj też: Protesty w Hongkongu. Dlaczego dwa miliony mieszkańców wyszły na ulice miasta? [EXPLAINER]