Firma Nightingale Health (nie mylić z Project Nightingale Google’a) oferuje zaawansowaną ocenę stanu zdrowia z jednego pobrania krwi. Brzmi jak PR-owy zawrót głowy, ale może fińskiej firmie medycznej wyjdzie to na zdrowie?

Nie ukrywam, że sama dałam się trochę nabrać. Bo o Nightingale Health, firmie z Helsinek oferującej badanie krwi z wykorzystaniem magnetycznego rezonansu jądrowego wcześniej nie słyszałam. O Project Nightingale, PR-owej wtopie Google’a, już tak (więcej o tym pisaliśmy tutaj).

Nightingale Health właśnie rozpoczęło sprzedaż swojej rewolucyjnie brzmiącej usługi. Z jednej próbki krwi będzie w stanie dostarczyć wyniki dotyczące 23 różnych parametrów związanych ze zdrowiem i podpowiedzieć, co zrobić, żeby uniknąć niebezpiecznych chorób.

Jeśli to też coś wam przypomina, to nic dziwnego – światem startupowym w ostatnich latach zatrzęsła historia Theranos – firmy, która obiecywała wykonanie pełnego zakresu testów laboratoryjnych z zaledwie jednej kropli krwi i to w ciągu kilku godzin.

Wartość firmy była liczona w miliardach dolarów, ale okazało się, że to właściwie nie do końca działa, a badania nad tą technologią zostały sfałszowane.

Jednak Nightingale Health, która działa już od dekady w Helsinkach, ma swoją światową ekspansję oprzeć na trochę innym pomyśle.

Nowy produkt nazywa się My Nightingale. Ma działać następująco: w specjalnym punkcie pobiera się próbkę krwi. Ta zostaje poddana analizie i po kilku dniach dostajemy “diagnozę” – liczbowy indeks zdrowia w aplikacji mobilnej, podzielony na sześć kategorii (m. in. “wiek” serca, cholesterol, stan zapalny, bilans kwasów tłuszczowych), a także zalecenia zmian w życiu, które mogą go poprawić.

Wszystko po to, aby zapobiec chorobom, na które ma wpływ styl życia i które mogą je skrócić. Przede wszystkim chodzi o największych współczesnych winowajców – choroby serca i cukrzycę typu drugiego, ale nie tylko.

– Możemy przewidzieć te choroby na dziesięć lat przed ich wystąpieniem – mówił podczas premiery produktu na konferencji startupowej Slush 2019 w Helsinkach CEO firmy Teemu Suna. – Więc w momencie, kiedy wykonujemy prognozę, jesteś jeszcze zdrowy, a jeśli zmienisz swój styl życia, będziemy śledzić i ponawiać wyniki, żeby sprawdzać, czy przynosi to efekty.

– Możesz więc zoptymalizować swoje życie. Zmienić swoje przeznaczenie – dodał.

Suna zapewniał, że stosowana przez nich technologia jest sprawdzona i używana w świecie medycznym jako najnowocześniejsza metoda badania krwi.

Obecnie krew do badania można pobrać tylko w specjalnym punkcie w Helsinkach, ale od przyszłego roku takie “gniazda” (Nightingale Nest) mają się pojawić w różnych krajach. Suna zasugerował też, że w przygotowaniu jest rozwiązanie do samodzielnego pobierania próbki krwi w domu.

W tej chwili usługę można kupić za 79 euro, a w cenie są dwa pobrania krwi w przyszłym roku i przesłanie wyników do aplikacji, ale tak jak wspomniałam, na razie pobranie krwi jest możliwe tylko w stolicy Finlandii.

Na stronie internetowej można też znaleźć niedostępne jeszcze opcje corocznych subskrypcji zaczynających się od 89 euro za dwa pobrania w roku. Za 109 euro rocznie będzie można zrobić trzy badania, a za 129 euro – cztery.

Podczas sesji Q&A z Teemu Suną padły też oczywiście pytania o bezpieczeństwo danych o zdrowiu użytkowników. Suna zapewnił przede wszystkim, że nigdy nie zostaną sprzedane, bo nie na tym opiera się ich model biznesowy.

Jednak swoje dane będzie można udostępnić do globalnej bazy, która ma służyć rozwijaniu wiedzy o zdrowiu oraz informowaniu innych użytkowników o statystykach dotyczących osób podobnych do nich – nie zostało to powiedziane wprost, ale zakładam, że chodzi o zanonimizowane dane statystyczne.

Decyzja ma należeć do użytkownika. Z punktu widzenia technologicznego Suna zapewnił, że stosują zaawansowane szyfrowanie danych.

Podczas Slush zainteresowanie było spore, a firma miała bardzo eksponowane stanowisko (na którym zamiast kawą częstowała zdrową kombuchą).

Jak na popularność usługi wpłyną skojarzenia ze skandalem Google’a i porażką Theranos? Ja na pewno muszę przyznać, że poświęciłam im z tego powodu więcej uwagi.

>>> Czytaj też: Dolina Smoków. W Krakowie trwa renesans branży technologicznych startupów