Kluczem do wznowienia działania gospodarki jest szybka identyfikacja pracowników zdrowych lub odpornych na COVID19 – przekonują czterej badacze z Brukseli.

Tylko jak takich pracowników rozpoznać? Zdaniem naukowców taką szansę daje łączne zastosowanie dwóch testów – tylko wtedy zminimalizujemy ryzyko powrotu wirusa po zniesieniu izolacji.

Czterej naukowcy, w tym dwaj profesorowie ekonomii – Mathias Dewatripont i Jean-Philippe Platteau, immunolog – prof. Michel Goldman, oraz badacz pasożytów i mikroorganizmów – Eric Muraille, stawiają tezę, że tylko szybka identyfikacja niezarażonych koronawirusem jest w stanie stworzyć odpowiedni klimat do podźwignięcia się światowej gospodarki z popandemicznych gruzów.

Swoje przemyślenia opisali na łamach portalu VoxEU należącego do amerykańskiego think-tanku CEPR.

„Po raz drugi w ciągu niespełna 15 lat gospodarka światowa stoi w obliczu ogromnego negatywnego szoku. W konsekwencji kryzysu finansowego z 2008 r. doświadczyliśmy najpoważniejszej recesji od II wojny światowej. Szybkie ponowne uruchomienie systemu gospodarczego po ustąpieniu epidemii jest zatem kluczowym zadaniem”, piszą.

Pieniądze na dobry początek

Pierwszy etap stawiania na nogi gospodarki po przejściu pandemii jest mocno zbliżony do działań podejmowanych przez różne rządy po załamaniu w latach 2007-2008: wsparcie finansowe zwalnianych pracowników i tanie kredyty dla firm dotkniętych dezorganizacją produkcji.

Autorzy nazywają go kosztownym dla budżetów, ale prostym do wykonania zagraniem. Tygodnik The Economist wylicza, że łączna wartość wsparcia publicznego krajów objętych pandemią osiągnęła poziom 2 proc. światowego PKB – to kwota większa niż środki uruchomione w odpowiedzi na światowy kryzys w latach 2007-2009.

Powrót do pracy

Drugi etap – jak najszybsze wznowienie działalności gospodarczej – jest według autorów publikacji naukowej znacznie trudniejszy i ma kluczowe znaczenie. Ponieważ zaś co najmniej przez rok nie może liczyć na szczepionkę czy sprawdzone leki podsuwają oni inne rozwiązanie.

Ich pomysł opiera się na błyskawicznym wyłapywaniu nie osób chorych, ale zdolnych do pracy, za pomocą krzyżowego badania dwoma testami wykrywającymi wirusa.

Ponowne uruchomienie produkcji w gospodarce wymaga wiarygodnej identyfikacji osób, które nie zarażą się wirusem lub nie przekażą go innym, niezależnie od tego, czy wcześniej wykazywały związane z nim objawy, czy też nie.

Badacze wskazują drogę weryfikowania pracowników: możliwość powrotu do pracy powinny mieć jedynie osoby, które uzyskały wynik dodatni za pomocą testu serologicznego, a ujemny za pomocą testu RT-PCR. Ten drugi jest potrzebny, by mieć pewność, że osoby, które „przechorowały” już wirusa nie są wciąż jego bezobjawowymi, ale wciąż zarażającymi nosicielami.

Mechanizm diagnostyki

Serologia, którą ELISA3 testuje na specyficzne przeciwciała SARS-Cov-2, pozwala na wykrycie chronionych osobników, które zostały zakażone wirusem i wyzdrowiały.

Natomiast testy RT-PCR4, które opierają się na diagnostyce RNA, wykrywają obecność wirusowego materiału genetycznego i są ważne tylko tuż przed zakażeniem i w jego trakcie.

Diagnostyka RNA to cała pula różnego rodzaju badań, m.in. PCR. Część wirusów nie ma DNA, tylko RNA i badania wykrywające RNA pozwalają zlokalizować wirusa we krwi czy np. w kale. Bardzo szeroko stosuje się badania PCR materiału RNA w diagnostyce zakażeń HCV, czyli wirusa WZW C.

Ich łączne zastosowanie pozwoliłoby pracownikom wrócić do swoich zajęć, a co za tym idzie – firmom wznowić działalność bez zwiększania ryzyka nowych fal epidemii.

To, czego obawiają się bowiem epidemiolodzy to ryzyko powrotu wirusa w ciągu kilku zaledwie tygodni od zniesienia nakazu izolacji i ograniczeń w życiu społecznym i gospodarczym.

Radykalne strategie ograniczania rozprzestrzeniania się choroby, stosowane przez wiele krajów europejskich, utrzymują stosunkowo niskie wskaźniki zakażenia, ale tym samym pozostawiają wiele osób podatnych na wirusa.

W naszym podejściu tylko osoby, które rzeczywiście miały wirusa i wyzdrowiały, będą badane na jego (trwałą) obecność.

Naukowcy mają świadomość, że największym problemem takiego podejścia – które w ich opinii powinno być globalne i odgórnie sterowane – jest „logistyka”.

„Logistyka” musi być masowo rozbudowywana, ale może być odgórnie zorganizowana przez państwo, jak to bywa w sytuacji wojny.

Ze względu na dostępność i ograniczone możliwości, w pierwszej kolejności przesiewowe testy powinny być skierowane do osób z sektora służby zdrowia i pracowników stanowisk uznawanych za niezbędne, jak kierowcy w transporcie publicznym, transport żywności, paliw itp., a następnie do osób, które nie mogą wykonywać swojego zawodu w ramach telepracy – sektor produkcji.

Losowe próbki powinny być badane natychmiast. Celem jest uzyskanie wyobrażenia o proporcji bezobjawowych osobników do reszty populacji.

Podczas gdy znamy licznik mierzący poziom śmiertelności wirusa (czyli liczbę ofiar śmiertelnych), nie znamy mianownika (liczby osób zakażonych).

Taka statystyka poinformuje władze o tym, jak jesteśmy blisko poziomu odporności stadnej (rozumianej jako sytuacja, w której pewna część populacji uodporniła się na wirusa).

Ocalić gospodarkę

Autorzy podkreślają, że ich pomysł zminimalizowałby zarówno liczbę ofiar śmiertelnych, jak i ryzyko poważnego kryzysu gospodarczego i finansowego, czemu zwykle towarzyszą napięcia społeczne.

W obecnej debacie skoncentrowano się na kompromisie między „strategią łagodzenia skutków”, koncentrującą się na dwutygodniowej kwarantannie zakażonych, a „strategią tłumienia”, która polega na pewnej formie uwięzienia niemal całej populacji.

Strategia tłumienia jest jednak niezrównoważona pod względem ekonomicznym – koszty ponoszone przez rządy w związku ze znacznymi zakłóceniami w gospodarce są ogromne i trudno będzie je utrzymać w dłuższym okresie.

>>> Czytaj też: Ten wykres pokazuje, jak Polska radzi sobie z ograniczaniem szybkości rozwoju epidemii na tle innych krajów