Polskie staniki mogłyby podbić świat. A przynajmniej taki wniosek można wyciągnąć z artykułu w dzienniku New York Times, z którego wynika, że kobiety w USA i na świecie zachwycają się polskim rynkiem biustonoszy.

Rozwinięty już od jakiegoś czasu w Polsce przemysł brafittingu, czyli bardzo dokładnego dopasowywania rozmiaru stanika do kształtów właścicielki, a także samo oferowanie tego elementu garderoby w bardzo szerokiej gamie rozmiarów, nie jest tak powszechny na Zachodzie.

Autorka tekstu, Amerykanka, żali się nad tym, że w większości dużych sieciówek w USA dostępne są 4 standardowe rozmiary, które nie dość, że nadają się tylko dla właścicielek nie za dużych piersi, to są skonstruowane nieudolnie i nieumiejętnie, powodując uczucia od zwykłej niewygody, po zażartą nienawiść.

Na forach internetowych dziennikarka odkryła jednak wzmianki o tym, co wydaje się Świętym Graalem użytkowniczek biustonoszy: Polish Bras.

Okazało się, że w Polsce są firmy, które produkują staniki świetnej jakości, w bardzo dużej gamie rozmiarów, a do tego pomagają ten rozmiar wybrać, co wcale nie jest takie proste.

Sam brafitting narodził się w Wielkiej Brytanii, ale to nie brytyjskie staniki robią międzynarodową karierę. W Polsce mamy magiczny składnik – rzemieślnicze zakłady produkcyjne z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem.

Marki takie jak Ewa Michalak czy Nessa wędrują więc za ocean, gdzie cenią je koneserki bielizny, uwolnione od jarzma masowej produkcji. Oby tak dalej. Polskie staniki mogłyby więc zostać kolejnym konsumenckim hitem eksportowym, podobnie jak gry komputerowe.

Ta informacja pojawiła się dziś rano w skrzynkach odbiorczych subskrybentów naszego codziennego newslettera 300SEKUND. Jeśli chcesz się na niego zapisać, kliknij tutaj.