Nowy projekt ustawy o kredycie konsumenckim ma wdrożyć do polskiego prawa unijną dyrektywę CCD 2. Ustawa może jednak wzmocnić pozycję Biura Informacji Kredytowej (BIK) i ograniczyć konkurencję na rynku informacji kredytowej. Zdaniem części ekspertów skutkiem mogą być droższe kredyty, trudniejszy dostęp do finansowania oraz większe ryzyko wykluczenia części konsumentów z rynku finansowego.
Nowe przepisy dotyczące danych kredytowych
Projekt ustawy reguluje m.in. sposób weryfikacji konsumenta przed udzieleniem kredytu oraz zasady przekazywania danych o zadłużeniu. Jednym z elementów jest obowiązek raportowania informacji o kupionych długach przez tzw. wierzycieli wtórnych, czyli podmioty nabywające portfele niespłacanych zobowiązań.
Zgodnie z projektem informacje o takich wierzytelnościach miałyby trafiać do Biura Informacji Kredytowej w ciągu 7 dni od zakupu portfela. Według przedstawicieli branży termin ten jest zbyt krótki, aby zweryfikować poprawność danych. W praktyce może to prowadzić do sytuacji, w której osoba starająca się o kredyt będzie figurować w bazie jako dłużnik mimo spłaconego zobowiązania.
Projektowane regulacje zwiększają także koszty obsługi niespłacanych wierzytelności. Wyższe koszty dla wierzycieli wtórnych mogą ograniczyć popyt na portfele niespłaconych kredytów oraz obniżyć ceny ich sprzedaży przez banki i firmy pożyczkowe.
Oznacza to mniejsze środki, które instytucje finansowe mogłyby przeznaczyć na akcję kredytową. Według ekspertów sektor może próbować zrekompensować te straty, podnosząc marże, prowizje i inne opłaty związane z kredytami.
Jednocześnie bardziej ryzykowna obsługa niespłacanych zobowiązań może skłonić banki do zaostrzenia kryteriów udzielania finansowania. W efekcie część osób z niższą zdolnością kredytową może częściej spotykać się z odmową udzielenia kredytu.
Są obawy o wykluczenie finansowe i rozrost szarej strefy
Z raportu Federacji Konsumentów wynika, że już dziś wysoki odsetek odrzucanych wniosków kredytowych kieruje część osób do szarej strefy. W styczniu 2026 r. niemal 80 proc. wniosków o pożyczkę było odrzucanych, co zwiększa ryzyko korzystania z nieformalnych i niebezpiecznych źródeł finansowania.
– Regulacje na rynku usług finansowych są niezbędne, wyczekiwane i potrzebne, ale niestety mogą one też działać wbrew intencji ustawodawcy. Tak się już zresztą stało w ostatnich dwóch latach. Najbardziej narażeni konsumenci powinni mieć dostęp do legalnych, bezpiecznych pożyczek, a nie być zmuszeni do korzystania z usług poza systemem finansowym, gdzie prawa konsumenta nie obowiązują. Niezwykle ważne jest, aby przy wprowadzaniu nowych przepisów rzetelnie ocenić ich wpływ na rynek i zapewnić, by konsument nie został pozbawiony prawnej ochrony – mówi Monika Kosińska-Pyter, prezeska Federacji Konsumentów.
Federacja Konsumentów zwraca uwagę, że nowe regulacje mogą dodatkowo podnieść wymagania dotyczące oceny zdolności kredytowej. W połączeniu z ograniczeniami kosztów kredytu może to sprawić, że część produktów finansowych będzie dostępna przede wszystkim dla klientów o bardzo dobrej historii kredytowej. W efekcie zwiększa się ryzyko wykluczenia osób na niestabilnych umowach czy z krótszą historią kredytową.
Tymczasem niewielkie finansowanie zewnętrzne bywa dla wielu gospodarstw domowych ważnym elementem stabilizacji budżetu. Pożyczki są często wykorzystywane w nagłych sytuacjach – gdy trzeba naprawić samochód, sprzęt domowy albo sfinansować pilne wydatki związane ze zdrowiem.
W ocenie branży bardziej restrykcyjne przepisy mogą także utrudnić zawieranie ugód między wierzycielami a dłużnikami. Jeżeli więcej spraw będzie trafiać bezpośrednio do komornika zamiast do negocjacji, może to prowadzić do wzrostu liczby egzekucji oraz upadłości konsumenckich.
Ustawa może wzmocnić BIK
Część środowiska finansowego krytykuje projekt za rozwiązania, które – ich zdaniem – wzmacniają dominującą pozycję Biura Informacji Kredytowej. Chodzi przede wszystkim o dwa mechanizmy: asymetryczne obowiązki raportowania danych oraz obowiązek przekazywania informacji przez wierzycieli wtórnych wyłącznie do BIK.
Biuro Informacji Kredytowej jest prywatną spółką kontrolowaną przez największe banki komercyjne i Związek Banków Polskich. Jego pozycja na rynku wynika z przepisów prawa bankowego, które pozwalają bankom tworzyć instytucje gromadzące dane objęte tajemnicą bankową. Gdyby na rynku działało kilka podmiotów, to koszty usług mogłyby spaść nawet o 30 proc. Te oszczędności trafiłyby do konsumentów.
– Z perspektywy całego rynku finansowego ten projekt robi coś dokładnie odwrotnego, niż obiecywano. Zamiast stopniowo otwierać system informacji kredytowej na konkurencję, cementuje on dominującą rolę jednego prywatnego podmiotu, uprzywilejowanego konstrukcją prawa bankowego z końca lat 90. – komentuje Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.
Asymetryczne obowiązki raportowania
Projekt przewiduje obowiązek raportowania zaległości zarówno do BIK, jak i do biur informacji gospodarczej. W praktyce jednak przepisy różnicują te obowiązki.
Raportowanie do BIK ma być bezwarunkowe i nastąpić w ciągu 7 dni od powstania zaległości. W przypadku biur informacji gospodarczej obowiązek powstaje dopiero po spełnieniu kilku dodatkowych warunków.
Według części ekspertów taka konstrukcja przepisów sprawi, że baza BIK będzie stale zasilana nowymi danymi. Natomiast konkurencyjne biura informacji gospodarczej będą otrzymywać ich znacznie mniej.
Dane wierzycieli wtórnych tylko w BIK
Kontrowersje budzi również obowiązek raportowania przez nabywców wierzytelności bezpośrednio do BIK. Przez lata dane te trafiały do biur informacji gospodarczej. Instytucje finansowe wykorzystywały je przy ocenie ryzyka kredytowego.
Dyrektywa CCD II obejmuje obowiązkami raportowymi kredytodawców i pośredników kredytowych, natomiast nie odnosi się do nabywców wierzytelności. Część ekspertów ocenia więc, że proponowane rozwiązanie wykracza poza zakres wdrożenia unijnych przepisów.
– Działamy na wielu rynkach europejskich. Nigdzie nie spotkaliśmy się z pomysłem, aby wierzycieli wtórnych objęto krajowymi obowiązkami raportowania do baz kredytowych. W żadnym innym państwie UE nabywcy wierzytelności takich kosztów nie ponoszą. To rozwiązanie jest zbyteczne i dyskryminuje polskie firmy wobec konkurencji zagranicznej – mówi Tomasz Ignaczak, dyrektor generalny KRUK S.A.
Ryzyko koncentracji danych
Zdaniem części organizacji gospodarczych koncentracja informacji o zadłużeniu w jednej bazie może osłabić konkurencję na rynku danych kredytowych. Oznaczałoby to ograniczenie roli biur informacji gospodarczej, z których korzystają także przedsiębiorcy oceniający wiarygodność swoich kontrahentów.
– Przeniesienie obowiązku raportowania wierzycieli wtórnych do BIK uruchamia efekt domina: koncentrację danych w jednej bazie, stopniowe odchodzenie banków od korzystania z BIG-ów i osłabienie narzędzi, z których od lat korzystają przedsiębiorcy, zwłaszcza z sektora MŚP – mówi Piotr Rogowiecki, dyrektor Departamentu Analiz i Legislacji Pracodawców RP.
Eksperci podkreślają, że zmiany mogą ograniczyć dostęp przedsiębiorców do pełnych danych o zadłużeniu klientów. To z kolei może utrudnić ocenę ryzyka współpracy z nowymi kontrahentami.
– Jeżeli nowe przepisy skierują kluczowe dane o zadłużeniu przede wszystkim do BIK, a rola BIG-ów zostanie ograniczona, motywacja do terminowej spłaty zobowiązań spadnie. Do tego małym firmom będzie znacznie trudniej ocenić ryzyko współpracy z nowym klientem – dodaje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Polecamy również: