Polski przemysł cementowy mierzy się ze spadkiem produkcji, rosnącym importem i wysokimi kosztami energii oraz uprawnień do emisji CO2. W 2026 r. produkcja może spaść o 2 proc. rok do roku do 16,8 mln ton, a import przekroczyć 2 mln ton. A ten sektor jest kluczowy dla inwestycji infrastrukturalnych i obronnych planowanych w najbliższych latach – wynika z danych Stowarzyszenia Producentów Cementu i analiz branżowych.
Import rośnie szybciej niż krajowy rynek
W 2025 r. import cementu do Polski osiągnął rekordowe 1,73 mln ton, czyli ponad 10 proc. krajowej produkcji. W 2026 r. może wzrosnąć do ok. 2 mln ton.
Najbardziej dynamicznie rośnie napływ z Ukrainy. W 2021 r. wynosił 53 tys. ton, a w 2026 r. może przekroczyć 1 mln ton.
– W mojej ocenie, import cementu spoza Unii Europejskiej, w tym z Ukrainy, to nierówna i nieuczciwa konkurencja. Tamtejsze zakłady nie ponoszą kosztów polityki klimatycznej – ocenia Krzysztof Kieres, przewodniczący Stowarzyszenia Producentów Cementu.
Napływ tańszego cementu obniża krajową produkcję i wpływa na przychody budżetowe. Według wyliczeń branży każda tona importu oznacza utratę ok. 136 zł wpływów publicznych.
Produkcja spada, koszty rosną
W 2025 r. produkcja cementu wyniosła 17,1 mln ton i spadła o 3,2 proc. w skali roku. W 2026 r. trend ma się utrzymać.
To dlatego, że na sektor negatywnie wpływają wysokie ceny energii i paliw. W Polsce kontrakty terminowe na lata 2027-2028 sięgają ok. 100 euro/MWh, podczas gdy we Francji i Hiszpanii wynoszą 50-53 euro, a w Niemczech ok. 80 euro/MWh.
Energia stanowi ponad 35 proc. kosztów produkcji cementu. Dodatkowo rosną koszty uprawnień do emisji CO2 w ramach EU ETS, które w przeszłości przekraczały 100 euro za tonę i według prognoz mogą wzrosnąć do 123-150 euro do 2030 r.
ETS i CBAM pod lupą branży
Przedstawiciele sektora wskazują, że obecne regulacje klimatyczne obniżają konkurencyjność producentów w Unii Europejskiej. System ETS zakłada stopniowe wygaszanie bezpłatnych uprawnień do 2034 r.
Obecnie darmowe uprawnienia do emisji dla producentów cementu wyznaczają benchmarki niższe od rzeczywistych emisji, co obniża konkurencyjność. System ETS przewiduje też stopniowe wygaszanie tych uprawnień do 2034 r.
– Jako branża oczekiwalibyśmy wydłużenia okresu redukcji wolnych alokacji CO2. W 2030 roku zostaniemy pozbawieni około połowy alokacji, a w 2034 roku musimy być już praktycznie zeroemisyjni. Jeśli chodzi o benchmark, do którego się odnosimy w przypadku wolnych alokacji ETS, chcemy, żeby był on na poziomie 690 kg na tonę klinkieru – tłumaczy Mariusz Adamek, prezes Cementu Ożarów.
Przeczytaj również: Między dotacją a trudno dostępnym kredytem. Organizacje pozarządowe ratują się pożyczkami
– Aby podnieść konkurencyjność branży cementowej, potrzebujemy kilku mechanizmów. Wdrożenie przez Unię Europejską mechanizmu, który wyrównuje szanse między producentami w kraju oraz spoza UE, czyli podatku węglowego, zwanego również CBAM, to jest dobra inicjatywa – mówi Maciej Sypek, prezes Holcim Polska.
Mechanizm CBAM ma ograniczyć ucieczkę emisji do krajów o łagodniejszych regulacjach klimatycznych, gdzie produkcja jest tańsza. Obejmuje m.in. cement, stal, aluminium, nawozy, energię elektryczną i wodór.
Branża postuluje uszczelnienie CBAM, w tym kontrolę emisyjności importowanego cementu i weryfikację jego składu. Obecne przepisy nie uwzględniają w pełni zawartości klinkieru, co wpływa na poziom opłat.
Oprócz tego potrzebne jest m.in. zweryfikowanie ulg dla państw trzecich, uporządkowanie kwestii określenia kraju pochodzenia produktu czy weryfikacja podawanych przez producentów wartości emisji.
Firmy oczekują wsparcia
Przemysł cementowy należy do sektorów energochłonnych, dlatego szczególnie odczuwa wzrost kosztów energii. Branża postuluje wprowadzenie mechanizmów wsparcia, w tym rekompensat kosztów pośrednich oraz stabilizacji cen energii.
Jednym z rozwiązań może być wykorzystanie wytycznych CISAF (Clean Industrial State Aid Framework), które zakładają wsparcie dla przemysłu przy cenie energii na poziomie ok. 50 euro/MWh. Warunkiem jest reinwestowanie części środków w transformację energetyczną.
Cement kluczowy dla inwestycji i obronności
Znaczenie sektora jest ogromne w kontekście planowanych inwestycji. W ciągu najbliższych 10 lat na potrzeby projektów infrastrukturalnych i obronnych potrzebne będzie ok. 3 mln ton cementu. Dotyczy to m.in. budowy Tarczy Wschód, infrastruktury transportowej oraz elektrowni jądrowej, której realizacja ma rozpocząć się w 2028 r.
– Wobec tak szeroko zakrojonego programu inwestycyjnego rośnie rola cementu jako materiału o znaczeniu strategicznym – uważa Mariusz Adamek.
– Dostawa surowców strategicznych może być wykorzystywana jako groźna broń – tak jak w przypadku ropy i gazu. Inwestycje, zwłaszcza w sektorze obronnym, nie mogą być zależne od eksporterów z krajów ościennych – dodaje Krzysztof Kieres.
Skutki kryzysu naftowego ciążą nad rynkiem
Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest sytuacja geopolityczna. Konflikt na Bliskim Wschodzie może przełożyć się na wzrost cen paliw i kosztów transportu. Według symulacji PMR w scenariuszu „szoku naftowego” inflacja w Polsce może wzrosnąć do 4,9 proc. w 2026 r. i 6,2 proc. w 2027 r., a wzrost PKB spowolnić.
– Rok 2026 będzie wyjątkowy na rynku budowlanym. Będzie to okres kumulacji inwestycji infrastrukturalnych wspieranych w ramach KPO. Z drugiej strony mamy czarnego łabędzia w postaci rosnących cen nośników energii i kosztów działalności. To jest czynnik ryzyka, którego jeszcze kilka miesięcy temu rynek się nie spodziewał. W związku z tym będzie to na pewno czynnik negatywnie wpływający na szanse związane z rozwojem rynku budowlanego – uważa Szymon Jungiewicz, analityk PMR.
Bez zmian regulacyjnych i wsparcia kosztowego sektor może tracić konkurencyjność, co wpłynie na tempo realizacji polskich megainwestycji.
Polecamy także:
- Ceny w sklepach wciąż wyprzedzają poziom inflacji, ale dynamika hamuje
- Między dotacją a trudno dostępnym kredytem. Organizacje pozarządowe ratują się pożyczkami
- Pieniądze są, ale ludzi brakuje. Polskie inwestycje są na granicy wydolności