Częste, powtarzające się i nieprzewidywalne zwolnienia lekarskie (L4) mogą być uzasadnioną przyczyną wypowiedzenia umowy o pracę – przypomina Państwowa Inspekcja Pracy. Według Conperio, firmy analizującej absencje chorobowe, zdarzają się przypadki nawet 28 zwolnień lekarskich w ciągu dziewięciu miesięcy. Problemem nie jest sama choroba, lecz sytuacja, w której nieobecności dezorganizują pracę firmy i generują dodatkowe koszty.
Zwolnienie lekarskie, potocznie nazywane L4, ma chronić pracownika w czasie choroby. Nie oznacza jednak pełnej ochrony przed wypowiedzeniem w każdej sytuacji. Jeśli absencje są częste, długotrwałe, nieprzewidywalne i wpływają na działanie przedsiębiorstwa, pracodawca może mieć podstawy do rozwiązania umowy.
Dotyczy to zwłaszcza firm, w których nieobecność jednej osoby szybko wymusza zmiany w grafiku, nadgodziny innych pracowników albo zatrudnienie zastępstwa. W małych i średnich przedsiębiorstwach taki problem może być szczególnie dotkliwy.
PIP: L4 to prawo pracownika, ale ochrona nie jest bezwzględna
Państwowa Inspekcja Pracy tłumaczy, że pracownik korzystający ze zwolnienia lekarskiego jest chroniony, ale ta ochrona nie jest bezwzględna.
– L4 i leczenie to święte prawo pracownika, jednak częste nieobecności w pracy mogą stanowić podstawę do wypowiedzenia umowy o pracę – mówi Marcin Stanecki, Główny Inspektor Pracy.
PIP zwraca uwagę przede wszystkim na te przypadki, w których absencje są powtarzalne i trudne do przewidzenia. Co więcej, znaczenie ma także ich wpływ na firmę. Jeżeli nieobecności dezorganizują pracę przedsiębiorstwa, wymuszają zatrudnianie zastępstw albo powodują konieczność pracy w nadgodzinach, pracodawca może reagować.
Nie każde zwolnienie lekarskie może prowadzić do utraty pracy. Pojedyncza choroba lub nawet dłuższa nieobecność nie powinny być automatycznie traktowane jako powód do wypowiedzenia. Kluczowe są skala, powtarzalność i skutki dla organizacji pracy.
28 zwolnień w dziewięć miesięcy
Conperio wyjaśnia, że w analizach absencji zdarzają się bardzo wysokie liczby zwolnień lekarskich. W jednym z opisanych przypadków pracownica była nieobecna w pracy aż 28 razy w ciągu dziewięciu miesięcy.
– Przy takiej skali absencji trudno mówić o realnej możliwości planowania pracy czy przewidywalności. Problemem nie jest sama choroba, bo ta może dotknąć każdego z nas, ale sytuacje, w których nieobecności stają się permanentne i wpływają na funkcjonowanie całego zespołu, a nawet przedsiębiorstwa – mówi Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy i prezes Conperio.
Taki przypadek pokazuje, dlaczego temat absencji jest coraz częściej analizowany nie tylko przez działy HR, ale też przez osoby odpowiedzialne za koszty i ciągłość działania firmy. Pracodawca musi zapewnić wykonanie pracy mimo nieobecności pracownika – zatem obowiązki nieobecnej osoby przesuwają się na innych członków zespołu. Firmy muszą szukać zastępstw lub organizować nadgodziny, a każde z tych rozwiązań ma koszt finansowy i organizacyjny.
Nieobecność jednej osoby może uderzyć w cały zespół
Częste L4 i problemy nim spowodowane są szczególnie trudne w małych i średnich firmach. Tam jedna nieobecność może oznaczać konieczność zmiany harmonogramu całego zespołu. Jeśli taka sytuacja powtarza się wiele razy, firma traci przewidywalność: pojawiają się trudności z realizacją zamówień, obsługą klientów lub utrzymaniem ciągłości produkcji i usług. Obecni pracownicy mogą dostać więcej obowiązków, nadgodziny albo czuć większą presję.
Eksperci podkreślają jednak, że reakcje pracodawcy nie powinny opierać się na emocjach. Znaczenie mają konkretne dane: jak często pojawiają się absencje, jak długo trwają, czy są przewidywalne i jaki mają wpływ na działanie firmy.
– Stanowisko Państwowej Inspekcji Pracy pokazuje, że przedsiębiorcy mają prawo reagować, jeśli absencje zaczynają realnie wpływać na organizację pracy. Kluczowe jest jednak to, aby decyzje nie były podejmowane pod wpływem emocji czy pojedynczych zdarzeń, ale na podstawie danych pokazujących dynamikę absencji i jej rzeczywisty wpływ na organizację pracy – mówi Mikołaj Zając.
Polecamy również: Karta kredytowa jak droższa pożyczka? UOKiK zarzuca firmom obchodzenie przepisów
Coraz więcej firm analizuje wzorce nieobecności. Chodzi nie tylko o liczbę dni na L4, ale także o powtarzalność zwolnień, ich rozkład w czasie i wpływ na konkretne działy lub zespoły.
Conperio stworzyło pierwszą tego typu w Polsce aplikację webową Pulpit Absencji, która automatycznie oblicza wskaźniki absencji chorobowej. Jednym z narzędzi używanych przy analizie absencji jest wskaźnik Bradford. To metoda, która bierze pod uwagę nie tylko łączną liczbę dni nieobecności, ale też częstotliwość zwolnień. W uproszczeniu: kilka krótkich, powtarzających się absencji może być dla firmy bardziej dezorganizujące niż jedna dłuższa nieobecność.
Takie podejście ma pomóc odróżniać pojedyncze przypadki choroby od wzorców, które mogą wskazywać na problem organizacyjny lub ryzyko nadużyć. Dane mogą też pokazać, czy absencje koncentrują się w konkretnych zespołach, dniach tygodnia albo okresach roku.
Granica między chorobą a dezorganizacją pracy
Temat jest wrażliwy, bo dotyczy jednocześnie prawa pracownika do leczenia i prawa pracodawcy do organizacji pracy. Choroba może dotknąć każdego, a zwolnienie lekarskie jest elementem ochrony pracownika. Z drugiej strony firma musi działać także wtedy, gdy część osób jest nieobecna.
Dlatego najważniejsza jest proporcja i dokumentowanie skutków absencji. Pracodawca, który chce powołać się na częste nieobecności, powinien być w stanie wykazać, że rzeczywiście dezorganizowały one pracę. Sama liczba zwolnień nie zawsze wystarczy, jeśli nie widać ich rzeczywistego wpływu na przedsiębiorstwo.
Wypowiedzenie umowy w takim przypadku nie powinno być więc automatyczną reakcją na chorobę. Może być rozważane dopiero wtedy, gdy nieobecności są powtarzalne, nieprzewidywalne i powodują konkretne problemy organizacyjne.
Dane o absencjach mogą pomóc firmom reagować wcześniej. Mogą też pokazać, czy problem wynika z pojedynczych przypadków, złej organizacji pracy, warunków w zespole czy szerszych zjawisk w przedsiębiorstwie.
Dla pracowników oznacza to, że częste L4 może być analizowane w szerszym kontekście. Dla pracodawców – że decyzje kadrowe muszą być oparte na faktach, a nie na frustracji związanej z jedną nieobecnością. Chodzi o granicę, po której powtarzalna i nieprzewidywalna absencja zaczyna wpływać na działanie firmy. Według PIP w takich sytuacjach wypowiedzenie umowy może być dopuszczalne, ale wymaga konkretnych podstaw i oceny skutków dla przedsiębiorstwa.
Przeczytaj także:
- Medyczne miliony z publicznych pieniędzy. Jest petycja o ustanowienie limitów zarobków dla lekarzy
- Co trzeci użytkownik AI ominąłby firmową blokadę. To problem nie tylko dla działów IT
- Koszty chorób są większe, niż to, co płaci NFZ. Rachunek idzie w miliardy