Polscy kredytobiorcy pożyczają na mieszkania kwoty, jakich banki jeszcze nie notowały. Tylko w lipcu wartość nowych kredytów sięgnęła 14,78 mld zł, a przez siedem miesięcy 2026 roku niemal zrównała się z wynikiem całego rekordowego 2021 roku. Jest jednak jeden ważny haczyk: coraz większa część tej wartości nie oznacza zakupu nowego mieszkania.
Lipiec przyniósł rekord na rynku kredytów mieszkaniowych – wynika z danych Biura Informacji Kredytowej (BIK). Łączna wartość udzielonych kredytów wyniosła 14,78 mld złotych. W porównaniu z lipcem poprzedniego roku, ich wartość wzrosła o 45,3 proc., natomiast liczba zawartych umów – o 33,1 proc.
Do nienotowanego wcześniej poziomu wzrosła średnia kwota kredytu mieszkaniowego – 487,53 tys. złotych. To o 9,1 proc. więcej niż w lipcu 2025 roku.
Dodatkowo eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt. W całym 2025 roku udzielono kredytów mieszkaniowych o wartości 105,9 mld złotych, pobijając rekord ustanowiony w 2021 roku – wtedy udzielono takich kredytów na kwotę 88,69 mld złotych. Podobną wartość – 88,78 mld złotych – mają kredyty mieszkaniowe udzielone zaledwie od stycznia do lipca 2026 roku. To oznacza, że banki przeciętnie pożyczają klientom 12,68 mld złotych miesięcznie, choć w zeszłym roku ten wskaźnik wynosił 8,83 mld zł.
Liczby wyglądają inaczej po korekcie
Nominalny rekord nie oznacza jednak równie dużego wzrostu w ujęciu realnym – zwraca uwagę PIE. Po uwzględnieniu inflacji wartość kredytów udzielonych w 2025 r., wyrażona w cenach stałych z 2021 r., wyniosła 77,42 mld złotych, a więc była niższa niż w 2021 r.
Przeciętna miesięczna wartość kredytów wyniosła odpowiednio 6,45 mld złotych w 2025 r. i 9,05 mld złotych w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 r., wobec 7,39 mld złotych w 2021 r.
Drugim czynnikiem zmieniającym obraz rynku jest rosnąca skala refinansowania. Lepsze warunki kredytowe sprzyjają wzrostowi zainteresowania hipotekami, co potwierdza również rosnąca liczba zawieranych umów. Część nowych kredytów służy jednak zastępowaniu wcześniejszych zobowiązań nowymi, zaciąganymi na korzystniejszych warunkach.
Refinansowaniu sprzyja m.in. niższy poziom stóp procentowych po cyklu obniżek. Udział refinansowań wynosił około 12-13 proc. w latach 2023-2024, wzrósł do 20 proc. w 2025 r., a w 2026 r. osiągnął przeciętnie 32 proc.
Rynek kredytowy nadal ma przestrzeń do wzrostu
Łączne uwzględnienie inflacji i refinansowań dodatkowo ogranicza skalę rzeczywistego wzrostu nowej akcji kredytowej. Po zastosowaniu obu korekt przeciętna miesięczna wartość udzielonych kredytów w 2026 r. wyniosła 6,13 mld złotych. To oznacza, że tempo wzrostu wartości nowych kredytów jest niższe niż obserwowane w 2024 r. względem 2023 r., czyli po zakończeniu programu Bezpieczny Kredyt 2 proc. Mimo to trend pozostaje wzrostowy, czemu sprzyja poprawa koniunktury i warunków finansowania.
Eksperci PIE uważają jednak, że akcja kredytowa będzie rosła. Zdaniem ekspertów sprzyjają temu dwa czynniki. Pierwszy to fakt, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej w ciągu zaledwie dwóch lat wzrosło o ponad 1200 złotych. W 2024 roku wyniosło 8182 złote, by rok później wzrosnąć do 8904 złotych. W pierwszym półroczu średnia wypłata brutto była na poziomie około 9398 złotych.
Drugim czynnikiem, który działa na korzyść kredytobiorców, jest wyraźnie słabnąca dynamika cen mieszkań. W części miast odnotowano nawet spadki! W Warszawie ceny mieszkań z drugiej ręki w pierwszym kwartale tego roku spadły o 1,7 proc. w ujęciu rocznym.
Kredytobiorcy uważniej liczą koszty
Zdaniem PIE rosnąca skala refinansowań w reakcji na korzystniejsze warunki kredytowe może świadczyć o bardziej aktywnym zarządzaniu finansami osobistymi przez Polaków. Hipoteka jest zazwyczaj największym i najdłużej spłacanym zobowiązaniem gospodarstwa domowego. Dlatego w tym przypadku nawet niewielka poprawa warunków może przynieść znaczne oszczędności w domowym budżecie.
Kredytobiorcy coraz częściej porównują dostępne oferty i są gotowi przenieść zobowiązanie do innego banku, jeżeli pozwala to zmniejszyć koszt jego obsługi. Zwiększa to konkurencję między bankami, które muszą zabiegać nie tylko o nowych klientów, lecz także o utrzymanie dotychczasowych.
Polecamy również:
- UOKiK kończy cztery postępowania. Banki ponownie zajmą się odrzuconymi reklamacjami
- Branża TSL tonie w długach. Tysiące firm mają problemy z płatnościami
- Kryptowaluty zostawiają ślad, ale brakuje ludzi, którzy wiedzą, co z nim zrobić