Strona główna NEWS WIBOR jest OK? UOKiK: Nie widzimy podstaw by kwestionować wskaźnik w sądach [WYWIAD]

WIBOR jest OK? UOKiK: Nie widzimy podstaw by kwestionować wskaźnik w sądach [WYWIAD]

przez Katarzyna Mokrzycka

Sytuacja kredytobiorców złotowych i frankowych jest diametralnie inna ze względu na zapisy umów. Nie widzimy podstaw do tego, aby WIBOR mógł być kwestionowany w polskich sądach – mówi w wywiadzie dla 300Gospodarki prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny. Innych spraw o naruszenia prawa konsumentów jest coraz więcej. Na nieuczciwe firmy w tym roku UOKiK nałożył już 260 mln zł kar. 

Katarzyna Mokrzycka, 300Gospodarka: Jeszcze na dobre nie skończyły się sprawy frankowiczów, a do sądów trafiają sprawy od kredytobiorców złotówkowych, w których próbują podważać WIBOR. Czy ich sytuacja jest analogiczna do sprawy kredytów frankowych? Jakie jest stanowisko UOKiK w tej sprawie?

Tomasz Chróstny, prezes UOKiK: Sytuacja kredytobiorców złotowych i frankowych jest diametralnie inna ze względu na zapisy umów. W przypadku WIBOR-u mówimy o wskaźniku referencyjnym, który jest wyznaczany w oparciu o europejskie rozporządzenie BMR. Jest to wskaźnik regulowany, nad którym nadzór sprawuje Komisja Nadzoru Finansowego. Jest on operacyjnie prowadzony poprzez spółkę GPW Benchmark, która wyznacza go w oparciu o ścisłą metodologię wskaźnika. Komisja Nadzoru Finansowego nie stwierdziła nieprawidłowości w zakresie jego ustalania. A zatem nie widzimy podstaw do tego, aby WIBOR jako wskaźnik referencyjny mógł być kwestionowany w polskich sądach.

Kilka sądów w Polsce wydało wyroki korzystne dla banków, które domagają się waloryzacji kapitału kredytów frankowych. Czy w pana opinii to zasadne?

Nasze stanowisko w tym zakresie jest jednoznaczne. Uznajemy, zgodnie z orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, że banki nie mają prawa do wynagrodzenia czy innych świadczeń ekonomicznych, z wyjątkiem zwrotu kapitału, który został wypłacony.

W naszej opinii, uwzględniającej czerwcowe orzeczenie TSUE, banki nie mają zatem podstaw do domagania się waloryzacji kapitału wypłaconego kredytobiorcom. Wkrótce przedstawimy nasze szczegółowe stanowisko prawne odnoszące się do tej kwestii.

Bankowcy szukają obecnie sposobu, aby ograniczyć finansowe skutki poważnych błędów, które oni i ich poprzednicy popełnili. Te działania, w naszej opinii, są nieetyczne i bezpodstawne. W sytuacji, gdy w polskich sądach zapadają wyroki niekorzystne dla konsumentów, pełnomocnicy konsumentów mają prawo zażądać uzasadnienia i mogą się odwołać do sądu wyższej instancji. Konsumenci mogą również wystąpić o indywidualny pogląd w sprawie do prezesa UOKiK – jesteśmy w stanie wówczas wesprzeć konsumentów naszą opinią prawną.

Na razie jednak w zakresie waloryzacji kapitału mamy do czynienia z indywidualnymi orzeczeniami sądów pierwszej instancji. Szanujemy autonomię i niezależność sądów, które dotychczas orzekały w kwestiach waloryzacji kapitału, zakładamy jednak, że sądy drugiej instancji mogą dokonać szerszej analizy orzeczenia TSUE i dokonać zmiany tych pojedynczych wyroków sądów pierwszej instancji. Ostateczny głos w kwestii waloryzacji kapitału będzie należał do TSUE. Zakładam, że po pytaniach prejudycjalnych Trybunał Sprawiedliwości UE potwierdzi, iż waloryzacja kapitału nie powinna mieć miejsca.


300Sekund od września w nowej odsłonie. Zapisz się już dziś na nasz codzienny newsletter. Obserwuj nas również w Wiadomościach Google.


W ilu firmach podejrzewanych o naruszanie praw konsumentów lub wolnej konkurencji UOKiK zainicjował działania w tym roku? Czy lista takich spraw wydłuża się z roku na rok?

Bardzo trudno jest odpowiedzieć jednoznacznie na tak postawione pytanie, bo zależy o jakich zarzutach i jakiego rodzaju sprawdzeniach firm mówimy. Działań są tysiące rocznie i te sprawy charakteryzuje bardzo duża złożoność. W 2022 roku wydaliśmy ponad 950 decyzji. W przypadku praktyk ograniczających konkurencję, naruszenia zbiorowych interesów konsumentów i klauzul abuzywnych prowadzimy 221 postępowań, zaś najaktywniejszy okres wydawania decyzji jest przed nami.

Posłużę się przykładem z konkretnego obszaru – przeszukań w firmach. Przeszukania to nasze szczególne uprawnienie do niezapowiedzianej kontroli w siedzibie przedsiębiorcy. Od początku roku do końca sierpnia przeprowadziliśmy siedem przeszukań w siedzibach 33 przedsiębiorstw. W całym zeszłym roku mieliśmy natomiast dziewięć przeszukań, które dotyczyły 30 przedsiębiorców. Widzimy więc, że spraw jest więcej, ale również są one bardziej złożone, dotyczą większej liczby przedsiębiorców.

Czy widzi pan większą pokusę po stronie firm, by naruszać zasady, zarówno jeśli chodzi o naruszanie prawa konkurencji, jak i praw konsumentów?

Tak, z pewnością widzimy dużo większą pokusę firm do tego, aby działać na rynku z naruszeniem praw – czy to uczciwych przedsiębiorców, a zatem prawa konkurencji, czy też zbiorowych interesów konsumentów. Jesteśmy na to przygotowani, dlatego wzrasta również liczba prowadzonych przez nas spraw, krótszy jest również czas reakcji.

Na ile na działania firm niezgodnie z konkurencją czy naruszające dobra konsumentów wpływ mają warunki gospodarcze? Czy wysoka inflacja, niestałe warunki handlowe, skutki wojny i pandemii zwiększają pokusę do oszukiwania?

Rzeczywiście, niektórzy przedsiębiorcy nie zawsze uczciwie próbują nadrobić czas stracony w pandemii, przez wojnę w Ukrainie i inne niekorzystne czynniki gospodarcze.

To wynika wyłącznie z bieżącej chwili, czy jest to jednak standardowe zachowanie, które jako zjawisko występuje w gospodarce zawsze?

Uważam, że występuje zawsze, ale z różną intensywnością. Bez wątpienia inflacja czy zaburzenia w handlu i gospodarce potrafią dać się we znaki, bo stawiają przed biznesem dodatkowe wyzwania. Nie brakuje ich przecież także w regularnej działalności gospodarczej, w spokojnych czasach – tym bardziej obecnie. Widzimy, że transformacja energetyczna, klimatyczna, a przede wszystkim cyfrowa daje firmom nowe możliwości, ale także nowe narzędzia i możliwości do naruszania prawa konkurencji, nieuczciwego zwiększenia marży czy realizacji zysków kosztem pozostałych uczestników rynku. Niektóre naruszenia wynikają z pewnego niedostosowania przedsiębiorców do szybko postępujących zmian.

Ile z tegorocznych działań UOKiK już zakończyło się nałożeniem kar? A może częściej to tylko pouczenie, ostrzeżenie prewencyjne?

Jak już mówiłem, najbardziej miarodajnymi danymi będziemy dysponować po zakończeniu roku, ponieważ zwyczajowo w ostatnim kwartale jest najwięcej rozstrzygnięć.

W tym roku nałożyliśmy już prawie 260 mln zł kar. Warto przy tym podkreślić, że nasza działalność to nie tylko kary. Można wskazać zakres aktywności od tych najmocniej ingerujących, gdzie wchodzimy do firm z zespołem specjalistów IT, którzy bezpośrednio pozyskują dowody o możliwych przekroczeniach prawa w toku przeszukania, aż do miękkich wystąpień do przedsiębiorcy, gdzie zwracamy mu uwagę na nieprawidłowości, apelując o ich usunięcie. Te działania miękkie wykazują coraz większą skuteczność – prawdopodobnie przedsiębiorcy widząc siłę bardziej radykalnych działań UOKiK nie chcą ryzykować, że znajdą się w takiej sytuacji i sprawnie eliminują nieprawidłowości.

A czy więcej jest skarg od samych konsumentów? Tak zwany zwykły obywatel ma dziś większą świadomość tego, że może się poskarżyć, odwołać, domagać?

Skarg jest zdecydowanie więcej i coraz częściej rzeczywiście są zasadne. Jeżeli spojrzymy, przykładowo, na branżę turystyczną, to w pierwszym półroczu tego roku liczba skarg była dwukrotnie większa niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.

Sygnały często wynikają z sytuacji bieżącej na rynku. Ostatnio dostaliśmy ponad setkę skarg na linie lotnicze Wizzair, a w zimie wiele sygnałów dotyczyło sprzedaży węgla. Każda informacja jest przez nas analizowana, sprawdzamy czy w danym sektorze może dochodzić do naruszenia prawa. W zależności od sytuacji możemy wszcząć postępowanie, a następnie postawić zarzuty. Jednocześnie przedsiębiorca zawsze może podjąć dobrowolne działania, aby wyeliminować nieprawidłowości.

Sieć Biedronka regularnie wraca w komunikatach UOKiK informujących o kolejnych postepowaniach naruszających czyjeś interesy. Wielu macie takich recydywistów? Widzi pan poprawę sprawowania karanych firm?

Coraz częściej firmy, które dopuszczają się naruszeń, mają świadomość, że będą ponosić nie tylko karę finansową, ale także reputacyjną. Dlatego częściej spotykamy się z aktywną postawą po stronie przedsiębiorców, którzy chcą wyeliminować naganną praktykę – raz, by uniknąć w ten sposób kary, ale też by nie stracić reputacji i zaufania klientów.

Po dotychczasowych działaniach, w tym decyzjach z karami, odnotowujemy sporadyczne skargi na różnicę cen miedzy półką a kasą. Podobnie jest z nieprawidłowościami w oznakowaniu kraju pochodzenia warzyw i owoców. Po tym, jak wydaliśmy decyzję w sprawie systemu nieuczciwych retrorabatów i nałożyliśmy ponad 720 mln zł kary na Jeronimo Martins Polska, pozostałe sieci handlowe dokonały przeglądu własnych systemów rabatowych w umowach ze swoimi dostawcami. Część całkowicie zmieniła formułę współpracy właśnie po to, aby uniknąć ryzyka kwestionowania ich praktyk – czy to przez prezesa UOKiK w postępowaniu administracyjnym, czy to przez samych dostawców w postępowaniu cywilnym dochodzenia roszczeń.

Sam fakt, że do takiej recydywy dochodzi może świadczyć o tym, że na złamaniu przepisów nadal zarabia się lepiej niż je respektując, a ryzyko kary nie odstrasza.

Nasze interwencje na rynku są coraz szybsze i skuteczniejsze, w niektórych przypadkach efekt widoczny jest natychmiast, w innych dopiero w dłuższej perspektywie. To wynika również z dostępu do ograniczonych narzędzi identyfikowania praktyk czy dyscyplinowania nieuczciwych przedsiębiorców do ich zaprzestania. Przykładowo, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nie ma narzędzia w postaci natychmiastowej wymagalności kar, czym dysponują takie organy w innych krajach, np. Belgii, Francji, Portugalii czy Rumunii.

Co by zmienił taki mechanizm?

Przedsiębiorca jeszcze przed wszczęciem postępowania lub na jego początkowym etapie byłby bardziej zmobilizowany do zaprzestania praktyki, a także do pełnej współpracy, aby skorzystać z programu łagodzenia kar leniency. Obecnie nakładając kary mamy świadomość, że pomimo mocnych materiałów dowodowych zebranych w toku postępowań, sprawy odwoławcze potrwają wiele lat. Przykładowo, decyzje z karami na banki dotyczące opłaty interchange za transakcje kartami płatniczymi nałożono w 2006 roku, a do dziś trwa sprawa odwoławcza w sądzie. Podobnie jest ze zmową firm cementowych z 2011 roku.

Przedsiębiorcy dążą przede wszystkim do tego, żeby opóźnić moment zapłacenia kary lub obniżyć jej wysokość. Bardzo sporadycznie dochodzi do uchylenia decyzji prezesa urzędu. Trudno jednak nie dostrzec, że przedsiębiorcy odwołując się do sądów dążą przede wszystkim do tego, aby finansowe skutki decyzji były odłożone dla nich w czasie.

Jeżeli chcemy, aby rynek działał fair, to przedsiębiorcy, którzy naruszają przepisy, muszą mieć świadomość, że nie tylko nieuchronnie spotka ich sankcja ze strony organu ochrony konkurencji i konsumentów, ale również poszkodowani przedsiębiorcy czy konsumenci mogą pójść do sądu i w rozsądnym czasie uzyskać odszkodowanie, gdy ponieśli szkodę w wyniku działań ukaranego podmiotu. Porównując doświadczenia innych państw, obszar cywilnego dochodzenia roszczeń w oparciu o decyzję Prezesa Urzędu nie działa w Polsce skutecznie.

Wciąż jeszcze spotykamy się z postawami menedżerów, którzy aby zarobić wolą złamać zasady, bo wiedzą, że to zwykle nie oni będą ponosić konsekwencje swoich naruszeń. Nieuczciwa praktyka będzie bowiem problemem ich następcy bądź następcy ich następcy. To oznacza, że w wielu przypadkach wciąż czują się bezkarni. Koszty kancelarii prawnej w przypadku wykrycia przez nas naruszenia poniesie przecież firma, ale premie roczne w tym czasie oraz okresie odwołania do sądu zrealizuje indywidualnie kierownictwo. Z osiąganych zysków zarząd będzie zadowolony.

Macie jakieś narzędzie, by z tym walczyć? 

Mówimy jasno – to nie jest uczciwy model kariery. Dlatego cztery lata temu rozpoczęliśmy intensywne działania przeciwko takim zachowaniom – w każdym postępowaniu weryfikujemy czy jest podstawa do pociągnięcia do odpowiedzialności konkretnych osób. Jeśli tak – nakładamy na nie kary finansowe i podajemy do publicznej wiadomości nazwiska managerów odpowiedzialnych za wieloletnie zmowy cenowe czy podział rynku.

Chronimy tych menedżerów, którzy sami, jako sygnaliści, dostarczają dowody nieuczciwych praktyk, inicjując w ten sposób nasze działania. Warunki takiej współpracy ściśle określa ustawa, dopuszczając zwolnienie z kary finansowej. Menadżer może też uniknąć kary zaprzestając łamania prawa i współpracując podczas prowadzonego postępowania.

Jak ukarać konkretną osobę a nie firmę?

Żeby ukarać managera musimy udowodnić, że w sposób świadomy dopuścił się niedozwolonej praktyki, np. że wiedział o zmowie cenowej, był jej organizatorem czy współorganizatorem. Tego typu decyzje są najczęściej wydawane w sprawach, w których doszło do przeszukania. Wówczas mamy dostęp do pełnej korespondencji i komunikacji pomiędzy menedżerami czy pracownikami, gdzie możemy sprawnie zweryfikować bezpośrednie zaangażowanie danej osoby.

Biorąc pod uwagę przewlekłość prowadzenia w Polsce spraw w sądach, czy w ciągu ostatniej dekady z tytułu kar nałożonych przez UOKiK do budżetu państwa wpłynęła chociaż złotówka od ukaranych firm?

Kary, choć odłożone w czasie, są najczęściej nieuchronne. W tym roku do budżetu państwa z tytułu kar przez nas nałożonych, wpłacono ponad 186 milionów złotych, w tym między innymi 115 milionów złotych od właściciela sieci Biedronka. Nie chodzi jednak o to, by epatować wysokością kar, tylko żeby nieuchronność sankcji działała prewencyjnie na postepowanie przedsiębiorców. To jest nasz podstawowy cel – zmiana praktyk na rynku. Zwłaszcza, że decyzje rezonują i przynoszą pozytywne efekty w postaci zmiany zachowania kolejnych przedsiębiorców.

Polecamy także:

Powiązane artykuły