Dziś musimy zrozumieć na nowo coś, co kiedyś było oczywiste, czyli to, że świat przyrody jest podstawą, na której opiera się cała nasza działalność ekonomiczna i społeczna. Zapomnieliśmy o tym w procesie rozwoju cywilizacji – powiedział w rozmowie z 300Gospodarką z prof. dr hab. Szymon Malinowski.

Prof. dr hab. Szymon Malinowski jest fizykiem atmosfery na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, specjalistą z zakresu fizyki chmur i opadów oraz modelowania numerycznego procesów atmosferycznych. Jest jednym z autorów książki oraz portalu internetowego “Nauka o Klimacie”.

Czym zajmuje się fizyka atmosfery i co może nam powiedzieć o zmianach klimatu?

Fizyka atmosfery od ponad stu lat dostarcza nam wiedzy o mechanizmach klimatycznych. Znajomość transferu energii za pomocą promieniowania przechodzącego przez atmosferę pozwala nam zrozumieć, że wzrost koncentracji gazów cieplarnianych prowadzi do wzrostu temperatury powierzchni Ziemi. Mamy precyzyjne i szczegółowe informacje na ten temat.

Mnóstwo ludzi nie jest świadomych tego, że cała meteorologia satelitarna, wszystkie nasze możliwości telekomunikacyjne są dostępne, bo nauka zrozumiała zasady przepływu fal elektromagnetycznych przez atmosferę. Wiedzę o transferze promieniowania i przepływach energii w atmosferze wykorzystujemy do tysięcy praktycznych zastosowań. Nie jest ona oderwana od całości wiedzy fizycznej, dzięki niej rozumiemy, jak działają mechanizmy klimatyczne i mamy na to przeróżne dowody.

Czyli ta sama wiedza naukowa, która pozwala nam prognozować pogodę lub oglądać kablówkę jest źródłem wiedzy o zmianach klimatu?

Tak – wiedza o działaniu efektu cieplarnianego jest oparta na tych samych informacjach, więc jest bardzo głęboka. Wszystkie zaawansowane technologie satelitarne, także wojskowe, korzystają z tych odkryć i wyników badań, co wiedza o globalnym ociepleniu. Ogromna jej część pochodzi z badań finansowanych na potrzeby wojska, a konkretniej marynarki i lotnictwa, sięgających wstecz nawet lat 30 XX wieku.

Od jak dawna w takim razie nauka ma jasne stanowisko w sprawie kryzysu klimatycznego i jego przyczyn?

Konsensus naukowy na temat tego, że obecne globalne ocieplenie może grozić katastrofą klimatyczną jest stosunkowo nowy. To dlatego, że wcześniej rzadko stawiano pytanie o skalę tego zagrożenia.

Natomiast głęboka wiedza o tym, że emisje gazów cieplarnianych mogą doprowadzić do poważnych konsekwencji i raporty naukowe dla polityków na ten temat mają już trochę lat. Taki najstarszy raport datuje się chyba na rok 1965 – to był raport amerykańskich badaczy Ziemi do prezydenta Johnsona.

Czytaj: 11 tysięcy naukowców przemówiło jednym głosem: oto sześć zmian, które musimy wdrożyć, aby uniknąć katastrofy klimatycznej

Wiemy więc na pewno, że kryzys klimatyczny nabiera tempa. Czym są granice planetarne, krytyczne punkty dla klimatu, o których dużo dziś mówią badacze? Co się stanie, jak je przekroczymy?

My i cała przyroda wokół nas wyewoluowaliśmy w pewnych wolnozmiennych warunkach. Wszelkie zmiany szybsze niż zdolność ekosystemów do dostosowania do tych zmian prowadzą do wymierania i dalekosiężnych skutków na całej powierzchni planety.

Prowadząc szczegółowe badania planety możemy stwierdzić, że obecny wzrost ocieplenia doprowadzi do pewnych zdarzeń, które możemy jasno zidentyfikować. Raz rozpoczęte nieodwracalne procesy nie będą potem możliwe do odwrócenia. Jeśli przekroczymy punkty krytyczne uruchamiające te procesy, to niezależnie jak ograniczylibyśmy dalsze emisje gazów cieplarnianych, nie będziemy już w stanie zapanować nad procesami wytrącającymi Ziemię ze stabilnego położenia względnie powolnych zmian klimatu.

Te zmiany to nie tylko wzrost temperatury, ale też inne procesy o ekologicznym charakterze, które grożą nam przekroczeniem tych punktów przełomowych. Co to za zjawiska i czemu są niebezpieczne?

Wszyscy słyszeli na przykład o wiecznej zmarzlinie. Przez czasy epok lodowcowych podczas inrterglacjałów w tundrze latem rozwijała się roślinność, która obumierała zimą i zamarzała. Wieczną zmarzlinę możemy sobie wyobrazić jako ogromny zamrażalnik, do którego przez miliony lat dokładaliśmy porcje materii organicznej.

Jeżeli teraz zacznie się intensywne rozmarzanie, to, co mamy w naszej lodówce zacznie się rozkładać. Przez miliony lat zmarzliny odłożyło się bardzo dużo i ona zacznie się gwałtownie psuć. Podczas rozkładu wydzielą się gazy cieplarniane, które przyspieszą ogrzewanie i dalsze rozmarzanie. Wtedy – niezależnie od tego, czy my będziemy na przykład spalać paliwa kopalne, czy nie – nie będziemy panować już nad zawartością gazów cieplarnianych w atmosferze, a zamrożenie tej materii z powrotem będzie niemożliwe.

Innym punktem przełomowym jest układ lasów tropikalnych. Jest on bardzo ważny dla obiegu wody w przyrodzie i ogólnej cyrkulacji atmosfery. Lasy są wilgotne, zatrzymują wodę opadową powstałą z parowania oceanu. Ta zatrzymana woda znowu paruje i tworzy kolejne opady już w innym miejscu. Zniknięcie lasu zaburzy ten łańcuch i związane z nim cyrkulacje atmosferyczne. Procesy opadowe zmienią się nie tylko tam, gdzie wycięliśmy lasy, ale na całej planecie.

Odnowienie lasów tropikalnych, gdy znikną opady, które zasilały je w wodę, będzie niemożliwe. Mamy przykłady takich procesów z niezbyt odległej historii. Rzymianie i Kartagińczycy wycięli lasy w północnej Afryce i na brzegach Morza Śródziemnego, co doprowadziło do intensywnego rozprzestrzenienia się Sahary. Wielu z nas jeździ do Chorwacji na wakacje, ale rzadko zdajemy sobie sprawę, że te chorwackie wyspy kilka tysięcy lat temu były pokryte gęstym lasem. Jego wycięcie zmieniło stosunki wodne i opady na tyle, że on w tym miejscu już nie wyrośnie.

Jak widać, doświadczyliśmy już podobnych zjawisk na mniejszą skalę, natomiast obecne zmiany klimatu niosą globalne skutki.

Czy są jeszcze tacy, których trzeba przekonywać, że zmiany klimatu mają miejsce i człowiek wywiera na nie wpływ – czy może po pożarach w Australii czy suszach w Polsce ten fakt został powszechnie zaakceptowany?

Na powierzchownym poziomie ludzka świadomość się zmienia. Powoli przyjmujemy do wiadomości, że zachodzą zmiany klimatu i że to nasze dzieło. Jest to jednak szalenie płytkie, ponieważ nie próbujemy wyciągnąć z tego praktycznych wniosków. Te, które wyciągamy są powierzchowne i nie prowadzą do rzeczywistego zatrzymania zmian na wielką skalę. To, co teraz proponujemy, to działania kosmetyczne, które nie dotykają sedna problemu. W dyskusji politycznej brakuje rozmowy o tym, jak powinniśmy zmienić funkcjonowanie społeczeństwa i gospodarki.

To widać wszędzie: środowiska ekonomiczne są bardzo przywiązane do paradygmatu wzrostu, prezenterzy telewizyjni cieszą się, że będzie ciepło i słonecznie, prawie nikt z nas nie zna emisji własnego auta i nie przejmuje się tym. W ogóle nie patrzymy na zmianę klimatu z perspektywy konsekwencji, o których wiemy dzięki naukowej, fizycznej wiedzy. Nie pytamy, jakie nasze działania mają skutki, czyli jakie będą realne szkody dla środowiska, a w konsekwencji dla nas, zależnych od niego.

Skoro nasze rozumienie zmian klimatu jest powierzchowne, to może problem leży w tym, że brak nam edukacji w zakresie zmian klimatu? Czy taka edukacja jest obecna w szkołach i na uniwersytetach w Polsce?

Edukacji oczywiście nam brakuje, ale jako fizyk chcę zauważyć, że wszyscy w szkole podstawowej i średniej przeszliśmy kurs fizyki i niewiele dla nas z tego wynikło. Tak naprawdę do zrozumienia, co teraz dzieje się z klimatem wystarczyłoby zrozumienie tego, czego nauczyliśmy się na chemii, fizyce i biologii w szkole i zastosowanie tego w praktyce. To nie wyłącznie kwestia edukacji, ale tego, jak traktujemy to, co próbowano nam przekazać oraz przyrodę wokół nas.

Chodzi o to, że traktujemy tę wiedzę jako bezużyteczną abstrakcję?

Tak. W ogóle wiedza liczy się tylko o tyle, o ile pozwala uzyskać bezpośrednie, natychmiastowe efekty zadowolenia. Na tym bazuje sprzedaż, marketing, ale też sposób funkcjonowania naszej gospodarki i polityki. Nastawiamy się na szybkie efekty, ignorując wiedzę naukową o tym, że wszystko to dzieje się w określonym otoczeniu i niesie dla niego konsekwencje.

Czyli to abstrakcyjne myślenie o wiedzy naukowej jest jednym z przejawów naszego oderwania od rzeczywistości przyrodniczej, w której żyjemy, a w efekcie ignorancji klimatycznej?

Ignorancja klimatyczna bierze się też stąd, że wielu z nas nie ma innego kontaktu z przyrodą niż poprzez telewizję, okazjonalne wyjrzenie przez okno lub wakacje na plaży.

Lubię podawać taki przykład: gdy pytam ludzi, skąd dziś wieje wiatr, praktycznie nikt nie potrafi udzielić na to pytanie odpowiedzi. Tymczasem dla większości naszych przodków było to fundamentalne pytanie, które mówiło o tym, co może stać się z pogodą danego dnia oraz determinowało ich działania. To pokazuje, jak mocno oddaliliśmy się dziś od świata przyrody, w którym mimo wszystko żyjemy.

Jesteśmy oderwani od procesów przyrodniczych i ich rozumienia, a to warunkuje nasz sposób podejmowania decyzji w biznesie, ekonomii czy polityce. Dla nas liczą się tylko procesy społeczne i ekonomiczne. Przez to kompletnie zatraciliśmy poczucie, że to wszystkie procesy cywilizacyjne toczą się w rzeczywistości fizycznej i od niej zależą. Straciliśmy poczucie tego, jak działa świat.

Czy mamy w Polsce cenione w środowiskach naukowych instytucje badawcze zajmujące się zmianami klimatu i innymi zagrożeniami ekologicznymi, które byłyby instytucjonalną podporą dla szerzenia wiedzy o zmianach klimatu w kraju?

W tej kwestii sytuacja w Polsce jest dramatycznie zła. Działa nieco na tym polu Instytut Ochrony Środowiska, niedawno zaktywizowały się uczelnie, ale de facto nie ma w Polsce nawet programu studiów, który kształciłby specjalistów od procesów atmosferycznych. To są tylko fragmenty różnych kierunków studiów, specjalizacje obejmujące kilka wykładów.

Instytucjonalnie jest więc bardzo źle – dużo gorzej niż w wielu innych krajach. Zresztą w wielu państwach nauka stanowi zaplecze do podejmowania decyzji gospodarczych i ekonomicznych, a u nas po prostu tak nie jest. Brak w Polsce kompleksowego ośrodka, który z jednej strony transferowałby światową wiedzę w tej dziedzinie nauk atmosferycznych na nasz grunt, a z drugiej był zapleczem dla naukowego wsparcia dalekosiężnych projektów gospodarczych i politycznych.

Czytaj: Bez Polski świat nie zaszedłby tak daleko ws. klimatu. Ale wciąż mamy problem z określeniem własnej drogi – wywiad z Lidią Wojtal

Czy politycy proszą środowiska naukowe o radę w sprawie tego, co robić w obliczu zmian klimatu? Czy korzystają z nich, gdy je dostają?

Klimat ostatnio stał się modny, bo nie da się już zaprzeczać zmianom klimatu, a ich skutki zaczynają nas dotykać wprost. Ta moda jednak nie prowadzi do refleksji. Klimat stał się po prostu hasłem politycznym, rzucanym bez zrozumienia. Przykładowo, politycy często mieszają sprawy klimatu z kwestią jakości powietrza.

Są też bardzo daleko od tego, by budować zaplecze eksperckie i je wykorzystywać w działaniach. Ten brak wiedzy eksperckiej, instytucji naukowych i brak działań politycznych i gospodarczych są ze sobą bezpośrednio związane. Klimat trzęsie teraz podstawami naszego bytu i obnaża słabość naszej organizacji społeczno-politycznej, bo tego fundamentu nie uwzględniamy w swoich działaniach.

Jakich zmian musimy dokonać w myśleniu o świecie przyrody w skali indywidualnej i społecznej?

Dziś musimy zrozumieć na nowo coś, co kiedyś było oczywiste, czyli to, że świat przyrody jest podstawą, na której opiera się cała nasza działalność ekonomiczna i społeczna. Zapomnieliśmy o tym w procesie rozwoju cywilizacji. Tyle że dawniej „zapominanie” o podstawach miało pewne przyczyny – mieliśmy niewielkie możliwości, świat przyrody wydawał się ogromny i potężniejszy od nas, można było skoncentrować się na samym rozwoju. Takie myślenie kontynuowane w miarę wzrostu oddziaływania na środowisko prowadziło jednak do jego zniszczenia. Kultury, które taką zapaść wywołały, doprowadziły tym do swego upadku, ale to działo się lokalnie.

Jednak nasza współczesna kultura wyrosła w procesie globalizacji. Paradygmat wzrostu stanowiący podstawy naszej globalnej cywilizacji społeczno-gospodarczej się wyczerpał ze względu na ograniczoną pojemność środowiska całej planety. Dotarliśmy do granicy planetarnej, a próbujemy postępować tak, jakby ten paradygmat mógł zapewnić nam spokojną przyszłość. Niestety, ten kierunek rozwoju naszej cywilizacji nie tylko nie poprawi przyszłości, ale zagraża już wprost naszej teraźniejszości.

Wywiad powstał w ramach Tygodnika Klimatycznego 300KLIMAT. Na nasz nowy cotygodniowy newsletter, któremu partneruje IMPACT, możesz zapisać się tutaj.

Czytaj także:

>>>Potrzebujemy masowego, symbolicznego ataku na konsumpcjonizm i pogoń za wzrostem PKB za wszelką cenę – wywiad z filozofką Ewą Bińczyk

>>> To rolnikom powinno najbardziej zależeć na ochronie klimatu, bo najmocniej odczują zmiany – wywiad z dr Zbigniewem Karaczunem