Ujemne zyski z obligacji nie dziwią dziś już światowych inwestorów. Dlaczego do tego doszło i czy sytuacja ma szansę się niedługo zmienić tłumaczy dr John Hawkins, profesor pracujący na University of Canberra w Australii.

W 1960 roku w uniwersum DC Comics pojawiła się przedziwna planeta zamieszkiwana wyłącznie przez nieudane kopie Supermana i Louis Lane.

Mieszkańcy Htrae robią wszystko na odwrót. Kładą się spać, kiedy zadzwoni budzik, zjadają skórki od bananów i kończą studia oblewając egzaminy. A oszczędności inwestują w bizarro bonds, obligacje „gwarantujące utratę pieniędzy.”

Ale bizarro bonds przestały być elementem świata komiksowego.

Rządy Austrii, Danii, Finlandii, Niemiec, Holandii, Szwecji czy Szwajcarii emitują dziś 10-letnie obligacje o ujemnych stopach procentowych.

Zwykle atut obligacji polega na tym, że w zamian za zapłatę z góry emitent zobowiązuje się zwrócić nam większą kwotę, na przykład wypłacając odsetki przez określoną liczbę lat, a kapitał po tym okresie.

Obligacje skarbowe, główny sposób finansowania deficytu budżetowego, są przy tym szczególnie atrakcyjne dla inwestorów pragnących zminimalizować ryzyko, bowiem spłata długu zaciąganego przez państwo jest właściwie gwarantowana.

Obligacje z negatywnym oprocentowaniem oznaczają jednak, że nabywca w istocie płaci państwu za przechowywanie oszczędności.

Już samo istnienie bizarro bonds oraz fakt, że ktokolwiek w ogóle chce je kupować, jest dowodem na to, w jak dziwnym stanie znajduje się dziś gospodarka światowa i jak niskie są nadzieje, że cokolwiek się tu w najbliższym czasie zmieni.

Ujemne plusy

Po co w ogóle kupować takie obligacje? Główny powód pozostaje ten sam. Obligacje skarbowe są bezpieczne. Tyle, że dzisiaj gwarantują nie minimalny zysk, a minimalną stratę.

Weźmy na szwajcarską obligację skarbową, za którą dzisiaj trzeba zapłacić 103,15 CHF przy zerowym oprocentowaniu i za którą w momencie wykupu w czerwcu 2029 dostaniemy 100 CHF.

Jej posiadacz ma pewność, że w ciągu dekady straci nieco ponad 0,3 proc., ale nie więcej. Depozyt w szwajcarskim banku wcale nie wygląda dużo lepiej z oprocentowaniem na poziomie -0,3 i niższym stopniem bezpieczeństwa. Z kolei kupno akcji czy złota może przynieść większy zysk, ale wiąże się z dużo większym ryzykiem.

Inwestorzy zagraniczni mogą dodatkowo zakładać, że frank szwajcarski umocni się względem ich waluty narodowej, jednak Szwajcarzy chcą przede wszystkim bezpiecznie lokować pieniądze.

Stopy krótkoterminowe

Na rentowność obligacji składa się wiele czynników, ale najważniejszym są oczekiwania wobec krótkoterminowych stóp procentowych oraz inflacji.

Obecnie na całym świecie stopy procentowe osiągnęły historycznie niski poziom i w najbliższym czasie nikt raczej nie spodziewa się ich wzrostu.

To ważne, bo inwestorzy mogą oszacować wartość 10-letniej obligacji w porównaniu z innego rodzaju inwestycjami, szczególnie rocznymi obligacjami skarbowymi nabywanymi i wykupywanymi po upływie tego czasu przez kolejne lata.

Załóżmy, że stopy procentowe wynoszą około 1 proc., ale nabywcy spodziewają się ich wzrostu. W tym przypadku 10-letnia obligacja musiałaby oferować rentowność przekraczającą 1 proc., inaczej nie byłaby konkurencyjna wobec obligacji rocznych nabywanych w kolejnych emisjach (w oparciu o oczekiwanie, że kolejny rok przyniesie wyższą niż 1-procentową stopę zwrotu).

Obligacja 10-letnia musiałaby więc obiecywać zwrot porównywalny ze zwrotem z jednorocznych obligacji nabywanych przez kolejnych 10 lat.

Europejski i japoński rynek dziesięcioletnich obligacji skarbowych o ujemnym oprocentowaniu wskazuje więc, że większość inwestorów spodziewa się utrzymania przez banki centralne zerowych lub ujemnych stóp procentowych przez najbliższe lata.

Rentowność obligacji skarbowych z dodatnim oprocentowaniem wydaje się to potwierdzać. Na przykład w Australii, gdzie oprocentowanie obligacji 10-letnich osiągnęło w czerwcu historycznie najniższą wartość 1,3 proc., rynki najwyraźniej szacują, że australijski bank centralny przez dobrych kilka lat utrzyma OCR na poziomie obecnym lub poniżej obecnego, najniższego w historii poziomu 1 proc.

Wszystko to wskazuje, że rynki nie spodziewają się globalnego wzrostu gospodarczego (być może w wyniku obaw, jakie budzą amerykańskie cła). Podobnie wygląda kwestia stóp długoterminowych, w tym depozytów terminowych oferowanych przez banki.

Konsekwencje

Negatywne stopy procentowe są czymś niezwykle rzadkim. Nawet stopy o wysokości 1 proc. stanowią zjawisko historycznie nietypowe. W swojej imponującej analizie, „A History of Interest Rates” z 1963 roku, Sidney Homer wskazuje, że stopy niższe niż 3-procentowe były zjawiskiem właściwie nieznanym w starożytnej Mezopotamii, Grecji czy Rzymie, jak i w średniowiecznej oraz renesansowej Europie.

Z danych Banku Anglii wynika, że w latach 1935-2012 oprocentowanie 10-letnich obligacji skarbowych w Zjednoczonym Królestwie spadło poniżej 2 proc. jedynie na 3 miesiące. Tymczasem od 2015 roku nie wzrosło ono powyżej 2 proc., a obecnie wynosi 1 proc.

Dla rządów może to być niezwykła okazja. Nadszedł właśnie doskonały moment, żeby pożyczać pieniądze. W takiej sytuacji inwestycje w infrastrukturę są bardziej opłacalne z ekonomicznego punktu widzenia.

Do zwiększenia wydatków na infrastrukturę żarliwie namawiał w czerwcu szef Banku Rezerwy Australii, Philip Lowe: „Wydatki te nie tylko zwiększą popyt w gospodarce, zwiększą też zdolność produkcyjną gospodarki.”

Jednak retoryka „klęski zadłużenia i deficytu” oraz „wychodzenia z długów” może powstrzymać australijski rząd przed wykorzystaniem tej okazji.

Taki rząd, działający dokładnie wbrew poradom zaufanego szefa banku centralnego, pasowałby jak ulał do bizarro-planety Hreath.

Tłumaczenie: Anna Warso.

Artykuł w oryginale ukazał się na theconversation.com. Tekst w języku angielskim jest dostępny na licencji Creative Commons CC BY-ND 4.0. Tłumaczenie na język polski dla 300gospodarka.pl zostało wykonane za zgodą autora i podlega prawu autorskiemu. Lead i tytuł pochodzą od redakcji.

>>> Czytaj też: Czy powinniśmy przepuszczać osoby idące po schodach ruchomych? Ta analiza sugeruje, że wcale nie