Nie chcą jej ani ekolodzy, ani obywatele, ani rząd w Berlinie, ani kontraktor, ani nawet właściciel. Jedynie Polacy zdają się wyczekiwać tylko jej włączenia do sieci, aby usprawiedliwić wszystkie swoje klimatyczne grzechy. 

Elektrownia na węgiel kamienny Datteln 4, należąca do niemieckiego koncernu energetycznego Uniper, ma zostać podłączona do sieci latem 2020 r. Tak przynajmniej ogłosił jej właściciel. Czy rzeczywiście jednak ktokolwiek tego chce i czy zostanie to zrealizowane?

Wpływowi wrogowie

Pod hasztagiem #datteln4 kryje się niekończąca się liczba tweetów, których autorzy wygłaszają negatywną opinię o pomyśle przyłączenia nowej elektrowni węglowej pod Münster.

Najbardziej widoczni są aktywiści z Fridays for Future z różnych niemieckich miast: Hamburg, Düsseldorf, Stuttgart, Berlin, Darmstadt, Recklinghausen (gdziekolwiek to jest)… do tego zwykli twitterowicze, dziennikarze i oczywiście politycy partii Zielonych. W dramatycznych w wyrazie postach przypominają o zobowiązaniu Niemiec do wyjścia z energetyki węglowej do 2038 r.

W Niemczech presja “klimatyczna” ze strony obywateli jest ogromna. Mają oni w tej materii nie tylko dosyć jednoznaczne poglądy polityczne, ale również dużo do powiedzenia w sprawie nowych projektów infrastrukturalnych.

Obywatele dysponują narzędziami do skutecznego blokowania powstawania inwestycji, takich jak lądowe farmy wiatrowe, drogi, nowe pasy startowe na lotniskach, czy właśnie elektrownie.

W Datteln działa organizacja IG Meistersiedlung – ekscentryczna grupa od lat tocząca boje z E.Onem (poprzednim właścicielem elektrowni węglowych w miasteczku), a teraz z Uniperem. W tej sprawie mają po swojej stronie stowarzyszenie ochrony środowiska BUND.

Dr Thomas Krämerkämper, zastępca przewodniczącego BUND w Nadrenii-Północnej Westfalii, uważa, że byłoby fatalnym sygnałem, gdyby droga dla nowego zabójcy klimatu została utorowana politycznie.

„Nielegalnie wybudowany Datteln 4 emitowałby do 8,4 mln ton CO2 rocznie. Jeśli sam rząd federalny nie zablokuje takich projektów, trudno będzie przekonać właścicieli domów i kierowców samochodów do zmniejszania emisji dwutlenku węgla w przyszłości.” 

BUND apeluje do przedstawicieli rządu federalnego i Unipera o wynegocjowanie rozwiązania. 

Wrogość ze strony lokalnej społeczności jest wpisana w DNA inwestycji. E.On rozpoczął budowę czwartego bloku elektrowni węglowej w Datteln o mocy 1,1 GW w 2007 r.

W 2009 r. budowa została przerwana ze względu na wyrok sądu, do którego zwrócił się przedstawiciel lokalnej społeczności oskarżając inwestora o naruszenie miejscowych planów zagospodarowania przestrzeni oraz działanie na szkodę środowiska i tym samym społeczności lokalnej.

Dopiero w 2016 r. robotnicy wrócili na plac budowy nowego bloku w Datteln. Wtedy zmienił się plan zagospodarowania i Uniper (już wtedy nie E.On) mógł dokończyć projekt. Nie poszło im to jednak szczególnie sprawnie, ponieważ elektrownia nadal nie jest gotowa. 

Obecnie Uniper ogłasza, że latem przyszłego roku blok zostanie włączony do sieci.

To jednak stoi pod znakiem zapytania, bo 20 listopada zostanie wprowadzona w życie ustawa o wyjściu z węgla. Sekcja 38 tego dokumentu głosi: „Zabronione jest uruchamianie nowych elektrowni na węgiel kamienny, chyba że taka została w pełni zbudowana do czasu wejścia w życie tej ustawy”

Według organizacji IG Meistersiedlung to pogrzebie Datteln na zawsze, ponieważ elektrownia nie jest jeszcze ukończona i nie stanie się taką do 20 listopada. 

Dalsze koleje elektrowni

Uniper jest spółką wydzieloną z największego dostawcy energii w Niemczech – spółki E.On. Zajmuje się obsługą “starej energetyki”. Jej największym właścicielem (49,9 proc.) jest fińska spółka Fortum. Firma zatrudnia 11 tys. pracowników, z czego jedna trzecia pracuje w Niemczech. 

Uniper, pomimo notowania na frankfurckiej giełdzie, jest więc graczem międzynarodowym i jego właściciele pilnują rozliczeń, nie sentymentów. Dlatego też będą starać się wyciągnąć jak najwięcej z problematycznej jednostki, której niekończąca się budowa trwa już 12 lat (sic!). W 2016 r. zapowiedzieli, że będą chcieli od rządu 1,5 mld euro rekompensaty za nieuzyskane zyski z projektu.

Obecnie firma mówi o tym, że wyobraża sobie koegzystencje Datteln 4 i wyjście Niemiec z węgla. Elektrownia działałaby od 2020 r. do 2038 r., na kiedy wyznaczony jest deadline odłączenia od sieci ostatniej węglówki.

W ciągu 18 lat może udałoby się coś z tego interesu wycisnąć. Tym bardziej, że mechanizm wychodzenia z węgla zakłada premię za odłączenie od sieci. Taka premia to rekompensata utraconych korzyści z przedwczesnej emerytury zakładu.

W dodatku Uniper ma przemysłowego kontraktora na energię elektryczną z Datteln 4. Jest nim Deutsche Bahn (DB), niemiecki przewoźnik kolejowy. To o tyle ciekawe, że filozofią tej spółki jest przechodzenie na zielone źródła energii i w ostatni czasie DB wycofywało się z kontraktów z producentami energii z węgla. 

Pieniądze albo psikus

Włączenie do sieci elektrowni Datteln 4 byłoby ogromnym problemem wizerunkowym dla rządu w Berlinie, zarówno ze względu na obietnice odejścia od węglówek, jak i reputację kolei.

Rząd dostaje (głównie od Zielonych) zapytania o ten kontrakt i unika jednoznacznej odpowiedzi. Piszą ogólnikowo, że spółka zależna DB Energie, w ramach możliwości prawnych, stara się „wycofać umowy na dostawy energii elektrycznej z różnymi elektrowniami węglowymi”.

Lokalna gazeta Waltroper Zeitung starała się dowiedzieć czegoś na temat kontraktu z Datteln w samym DB, jednak firma nie wyjaśniła tej kwestii.

O co więc chodzi? W kręgach branżowych krąży scenariusz, że spółka kolejowa interweniuje u rządu federalnego i wzywa go do zrekompensowania Uniper tyle, ile sobie winszuje, po to, by wydostać się z kontraktu.

Teoria ma o tyle ręce i nogi, że byłby to najbardziej komfortowy rozwój wypadków dla wszystkich stron: elektrownia nie weszłaby do sieci, wizerunek rządu i DB zostałby uratowany, a Uniper dostałby swoje odszkodowanie.

Należy pamiętać jednak, że to jedynie branżowa plotka.

Inna plotka głosi, że rząd pozwoli na działanie Datteln, bo jako najnowocześniejsza elektrownia węglowa w Niemczech ma ona stosunkowo niski poziom emisji CO2 do atmosfery.

Naszym zdaniem: Niezależnie od roli Deutsche Bahn w maskaradzie, naszym zdaniem nie dojdzie do włączenia do sieci elektrowni Datteln 4, zwłaszcza po tym, jak Niemcy obiegła wiadomość, że kraj swoje cele wyznaczone na 2020 r. zrealizuje dopiero w 2025 r.

Wizerunek klimatyczny rządu w Berlinie zawsze był kruchy, jednak teraz jest jednym z jego najwrażliwszych punktów. Dodatkowo, w środowisku wszyscy zdają się odbierać deklarację jako element „gry” pomiędzy rządem w Berlinie a Uniperem. BUND oficjalnie nawołuje do zawarcia ugody.

Kwestia tej elektrowni może jeszcze się w mediach przez jakiś czas przewijać. Zanim jednak wygłosi się tezę o wielkim powrocie Niemiec do węgla, warto pamiętać o tym, że Datteln 4 nikt nie chce.

>>> Polecamy także: Polska jedynym krajem UE na liście państw planujących nowe elektrownie węglowe