Od jakiś trzydziestu lat przedstawiciele przemysłu paliw kopalnych, lobbyści polityczni, medialni potentaci i osobistości telewizyjne zgłaszają nam swoje wątpliwości dotyczące globalnego ocieplenia – chociaż wątpliwości w tej kwestii nie ma najmniejszych – pisze Mark Maslin, profesor nauki o systemach Ziemi na University College London.

Według najnowszych danych pięć największych na świecie spółek naftowych i gazowych wydaje co roku około 200 milionów USD na lobbing mający na celu kontrolowanie, opóźnianie lub blokowanie skutecznej polityki klimatycznej.

Mimo to, wpływ lobbystów na opinię publiczną słabnie: dwa niedawne sondaże sugerują, że ponad 75 proc. Amerykanów jest zdania, że to ​​ludzie wywołują globalne ocieplenie. Przyczyniły się do tego w dużym stopniu szkolne strajki klimatyczne, protesty Extinction Rebellion, deklaracje rządów ogłaszających stan kryzysowy, coraz wyższa jakość doniesień medialnych poświęconych zmianom klimatu oraz rosnąca liczba ekstremalnych zdarzeń pogodowych.

Zauważalny jest też powiew optymizmu i wiary, że z kryzysem klimatycznym możemy sobie poradzić.

Oznacza to jednak, że ​​lobbing również ewoluuje i wybiera coraz bardziej subtelne i podstępne techniki – określane już mianem „sadyzmu klimatycznego”. Polegają one na przykład na wyśmiewaniu młodych ludzi uczestniczących w protestach klimatycznych  albo wyszydzaniu Grety Thunberg, 16-letniej kobiety z zespołem Aspergera, która po prostu przekazuje naukowo stwierdzone fakty.

W obliczu tego rodzaju działań dobrze jest znać fałszywe źródła stosowanej argumentacji. Poniższe kategorie będą pomocne w identyfikacji strategii mających nas przekonać, że przeciwdziałanie zmianom klimatycznym wcale nie jest konieczne.

1. Podważanie dowodów naukowych

Tę strategię negowania globalnego ocieplenia wszyscy dobrze znamy: dowody na postępującą zmianę klimatu nie są, rzekomo, niezbite. Oponenci sugerują, że zaobserwowane zmiany są jedynie częścią naturalnego cyklu życia naszej planety albo że wykorzystywane modele klimatyczne są zawodne i zbyt wrażliwe na dwutlenek węgla.

Niektórzy twierdzą nawet, że CO2 stanowi tak niewielką część atmosfery, że nie może wywierać istotnego wpływu na globalną temperaturę. Albo że klimatolodzy fałszują dane, aby udowodnić tezę o zmianie klimatu (innymi słowy, został w tym celu zawiązany globalny spisek zrzeszający tysiące naukowców w ponad 100 krajach).

Wszystkie te argumenty są fałszywe, a naukowcy pozostają zgodni co do przyczyn postępujących zmian klimatycznych. Przez ostatnich 30 lat modele przewidujące globalne wzrosty temperatur właściwie się nie zmieniły, pomimo ogromnego wzrostu złożoności, cementując wiarygodność rozpoznań naukowych.

Wspomniana już zmiana nastawienia opinii publicznej wskazuje, że ​​podważanie doniesień naukowych będzie w przyszłości odnosiło coraz mniejszy lub wręcz żaden skutek. Dlatego lobbyści negujący zmiany klimatu zmieniają taktykę. Obecnie jeden z czołowych brytyjskich „sceptyków” i były kanclerz skarbu Wielkiej Brytanii, Nigel Lawson, zgadza się, że to ludzie wywołują zmiany klimatu, chociaż w 2009 roku założył zaprzeczającą temu fundację Global Warming Policy Foundation.

Dzisiaj, fundacja ta deklaruje otwartość „na sporne tezy o globalnym ociepleniu, [ale] zarazem wyraża głębokie zaniepokojenie kosztami i pozostałymi konsekwencjami wielu obecnie zalecanych rozwiązań”. Innymi słowy, argumentacja lobbystów przenosi się z obszaru nauki na obszar gospodarki.

2. Argument ekonomiczny

Pomysł, że zmiana klimatu jest zbyt droga, by jej zaradzić, jest nieco subtelniejszą formą negowania zmian klimatycznych.

Ekonomiści twierdzą, że możemy dziś powstrzymać globalne ocieplenie poświęcając na to 1 proc. światowego PKB. Być może nawet mniej, jeśli uwzględnić oszczędności wynikające z poprawy zdrowia ludzkiego i światowego rozwoju zielonej gospodarki.

Jeśli jednak nie podejmiemy działań już teraz, do 2050 r. koszty rozwiązania problemu wzrosną do ponad 20 proc. światowego PKB.

Warto przy tym pamiętać, że w 2018 r. gospodarka światowa wygenerowała 86 000 000 000 000 dolarów, a światowe PKB rośnie co roku o 3,5 proc. Poświęcenie 1 proc. globalnego PKB na przeciwdziałanie zmianom klimatu byłoby tu ledwie odczuwalne, a jednocześnie przyniosło ogromne przyszłe oszczędności.

Grupy negujące zmiany klimatyczne nie wspominają również, że swoją działalnością chronią przemysł paliw kopalnych, który otrzymuje co roku 5,2 bln dolarów dotacji, również w formie subsydiów na koszty dostaw, kosztów środowiskowych oraz ulg podatkowych. Stanowi to 6 proc. światowego PKB.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje, że efektywna regulacja cen paliw kopalnych obniżyłaby globalną emisję dwutlenku węgla o 28 proc., a śmiertelność spowodowaną pochodnym zanieczyszczeniem powietrza o 46 proc., zwiększając zarazem dochód publiczny o 3,8 proc. PKB.

3. Argument niby-humanitarny

Lobbyści negujący zmiany klimatyczne argumentują, że globalne ocieplenie samo w sobie jest dla nas korzystne: dłuższe, cieplejsze lata w strefie umiarkowanej zwiększą wydajność rolnictwa. Zyski te są jednak zwykle niwelowane przez lata bardziej suche i częstsze fale upałów w tych samych regionach.

Na przykład fala upałów w Moskwie w 2010 r. zabiła 11 000 osób, zniszczyła rosyjskie zbiory pszenicy  i podniosła ceny żywności na całym świecie.

Jednocześnie ponad 40 proc. światowej populacji żyje w sferze tropikalnej, gdzie – biorąc pod uwagę zarówno ludzkie zdrowie, jak i postępujące pustynnienie – nikt nie chce, aby letnie temperatury wzrosły.

Lobbyści podkreślają również, że rośliny potrzebują dwutlenku węgla do wzrostu, dlatego jego większe stężenie działa jak nawóz. To prawda, biosfera lądowa pochłania rocznie około jednej czwartej emitowanego dwutlenku węgla.

Kolejna jedna czwarta naszych emisji jest pochłaniana przez oceany. Ale utrata ogromnych połaci naturalnej roślinności związana z wylesianiem i zmianami w sposobach użytkowaniu gruntów całkowicie niweluje ten niewielki pozytywny efekt.

Grupy negujące globalne ocieplenie utrzymują, że więcej ludzi umiera dziś z powodu zimna niż gorąca, więc cieplejsze zimy są zjawiskiem pozytywnym. To głęboko błędna teza. Osoby narażone na śmierć z zimna umierają z powodu złych warunków mieszkaniowych i braku możliwości ogrzewania swoich domów. Zabijają ich warunki społeczne, a nie klimat.

Co więcej, argument niby-humanitarny po prostu mija się z prawdą. Na przykład w Stanach Zjednoczonych liczba zgonów spowodowanych upałem czterokrotnie przewyższa liczbę zgonów z powodu zimna. Tych wywołanych wysoką temperaturą może być nawet więcej, ponieważ wiele zostaje uznanych za śmierć w wyniku na przykład niewydolności serca, udaru mózgu lub niewydolności oddechowej, a wszystkie te problemy nasilają się przy wysokiej temperaturze.

4. Argument polityczny

Lobbyści negujący globalne ocieplenie twierdzą, że nie powinniśmy podejmować działań, jeśli inne kraje ich nie podejmują. Ale nie wszyscy ponoszą równą odpowiedzialność za obecne zmiany klimatu. Na przykład 25 proc. dwutlenku węgla wytwarzanego przez człowieka jest emitowane w USA, kolejne 22 proc. przez kraje Unii Europejskiej. Afryka wytwarza nieco poniżej 5 proc.

Jeśli więc wziąć pod uwagę historię zanieczyszczania atmosfery gazami cieplarnianymi, kraje rozwinięte mają dziś etyczny obowiązek przewodzić działaniom zmierzającym ku ograniczaniu ich emisji. Koniec końców wszyscy i tak będą musieli te działania podjąć: jeśli chcemy zminimalizować skutki zmian klimatycznych, świat musi osiągnąć zerowy poziom emisji dwutlenku węgla do 2050 r.

Lobbyści lubią też powtarzać, że najpierw należy rozwiązywać problemy na własnym podwórku, a dopiero potem zabierać się za naprawę świata. Wiele rozwiązań dotyczących klimatu przyniesie jednak korzyści na obu poziomach, krajowym i globalnym, a zarazem poprawi jakość życia obywateli. Na przykład przejście na energię odnawialną i pojazdy elektryczne zmniejszy zanieczyszczenie powietrza, co przełoży się stan zdrowia publicznego.

Rozwój zielonej gospodarki zapewnia korzyści gospodarcze i tworzy miejsca pracy. Poprawa stanu środowiska naturalnego i zwiększanie zalesienia zapewnią ochronę przed ekstremalnymi warunkami pogodowymi, a w wyniku tego może poprawić się także nasze bezpieczeństwo żywnościowe i wodne.

5. Wypieranie sytuacji kryzysowej

Ostateczny argument negujący globalne ocieplenie brzmi następująco: wobec szeregu wspomnianych już wątpliwości, nie należy podejmować pochopnych decyzji. Lobbyści sugerują, że obecna sytuacja nie może być aż tak groźna, jak próbują to przedstawiać naukowcy. Za jakiś czas wszyscy będziemy bogatsi, co pozwoli skuteczniej mierzyć się ze skutkami zmian klimatu.

W ten sposób grają na emocjach: większość z nas nie lubi zmian i wierzy, że żyjemy w najlepszych możliwych czasach, szczególnie jeśli niczego nam nie brakuje i nikt nas nie uciska.

Ale podobnie puste argumenty były w już przeszłości wykorzystywane, żeby opóźnić zniesienie niewolnictwa, przyznanie kobietom praw wyborczych, zakończenie rządów kolonialnych i segregacji rasowej, dekryminalizację homoseksualizmu, wprowadzenie praw pracowniczych i przepisów o ochronie środowiska, legalizację małżeństw osób tej samej płci i wprowadzenie zakazu palenia.

Należy więc zadać sobie pytanie, dlaczego pozwalamy ludziom dysponującym największym przywilejem i władzą przekonywać się do porzucenia prób ratowania naszej planety przed skutkami zmian klimatu?

Autor: Mark Maslin, profesor nauki o systemach Ziemi na University College London (UCL).

Tłumaczenie: Anna Warso.

Artykuł w oryginale ukazał się na theconversation.com. Tekst w języku angielskim jest dostępny na licencji Creative Commons CC BY-ND 4.0. Tłumaczenie na język polski dla 300gospodarka.pl zostało wykonane za zgodą autora i podlega prawu autorskiemu. Lead, tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji. 

Wywiad powstał w ramach Tygodnika Klimatycznego 300KLIMAT. Na nasz nowy cotygodniowy newsletter możesz zapisać się tutaj.