Zdaniem Süddeutsche Zeitung rząd w Berlinie robi zbyt mało, aby ukrócić pranie brudnych pieniędzy. Minister finansów Olaf Scholz nie widzi np. problemu z zezwalaniem na milionowe zakupy za gotówkę.

„Niemcy potrzebują bardziej rygorystycznych przepisów. Nawet Unia już naciska” – pisze gazeta.

Niemcy kochają gotówkę

Dalej autor opowiada historię: Rodzina chciałaby sprzedać swój dom w zabudowie szeregowej na obrzeżach niemieckiego miasta. Wart jest 600 tys. euro. Wkrótce potencjalny nabywca stoi przed drzwiami. Umawiają się na spotkanie z notariuszem. Kupujący kładzie na stole walizkę wypełnioną banknotami. Chce zapłacić za dom gotówką.

Takie rzeczy często zdarzają się w Niemczech i są legalne, chociaż w tej sytuacji istnieje natychmiastowe podejrzenie o pranie brudnych pieniędzy.

Uczciwi obywatele przelaliby 600 tys. euro do banku, bo kto chce chodzić po mieście z taką ilością gotówki? A praworządny sprzedawca nieruchomości nie zaakceptowałby gotówki jako środka płatniczego.

No cóż, przeciętny Niemiec, aby wykonać przelew, musi się udać do filii swojej Sparkasse, gdzie wypełnia druczek, a następnie bankier (najczęściej pracujący w tej filii od 40 lat) wklepuje to, co na druczku wyczyta do komputera i już tydzień później jest realizowany przelew.

To tylko częściowo nieprawda: np. dopiero jakiś czas temu w Niemczech weszły przepisy mówiące, że przelewy mają 24 godziny na znalezienie się na koncie adresata.

Niemniej i tak wyciągnięcie pieniędzy z bankomatu potrafi kosztować jednorazowo nawet 10 euro. O ile oczywiście znajdziecie jakiś bankomat, bo to dosyć rzadki widok.

Zdarza się, że Niemcy blokują swoje karty bankomatowe, żeby nie móc nimi płacić w sklepach, a jedynie wyciągać przy ich pomocy pieniądze z bankomatu. No i bankowość online nie jest niczym oczywistym. Jak ktoś ma, uchodzi za nowoczesnego.

Raj dla mafiosów

A przy okazji – a może raczej wynikiem tego – Niemcy są popularnym krajem docelowym dla osób zajmujących się praniem brudnych pieniędzy. Roberto Scarpinato, łowca mafii z Palermo, mówi: „Gdybym był mafioso, zainwestowałbym w Niemczech”.

Jakkolwiek dziwacznie to brzmi, gangi przestępcze doceniają funkcjonowanie rządów prawa w Niemczech. Życie gospodarcze toczy się według zasad, naruszenia są karane przez niezależne sądy.

Kto kupuje domy lub restauracje w Niemczech, nie musi obawiać się, że skorumpowana administracja będzie kwestionować jego własność.

Jednocześnie niemieckie władze mają trudności z konfiskatą majątku przestępców. We Włoszech na przykład, konfiskaty się zdarzają – prawo na nie pozwala. Właśnie dlatego klany mafii przenoszą swoje pieniądze na drugą stronę Alp, żeby tu je wyczyścić. Tym sposobem przenoszą swoje interesy do Niemiec.

Według wyników badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Martina Luthera w Halle-Wittenbergu w Niemczech co roku pierze się około 100 mld euro. Przez sam rynek nieruchomości przechodzi ok. 20 mld euro.

Czytaj też:

>> Kryształowy tygrys, głośniki od Bang & Olufsen, wyjazd do Las Vegas – m. in. takie łapówki Deutsche Bank wręczał w Chinach

>> Nad Renem ponuro. Liczba zamówień niemieckich przedsiębiorstw spada 20 miesiąc z rzędu