Zakup za kilkadziesiąt złotych z płatnością przesuniętą na później może być pierwszym krokiem na rynku kredytowym. W 2025 roku Polacy wykonali 78 mln transakcji BNPL, a ponad 4 na 10 osób debiutujących w ten sposób miało najwyżej 24 lata. Ponad połowa z nich później sięga po inne formy finansowania.
78 mln odroczonych płatności w rok
Płatności odroczone w schemacie „kup teraz, zapłać później” (BNPL) w ciągu trzech lat wyewoluowały w ugruntowany, rosnący w dwucyfrowym tempie segment rynku kredytowego – wynika z raportu BIK. W 2025 r. nowa sprzedaż w tym kanale wzrosła rok do roku o 32,3 proc., a podczas dwunastu miesięcy polscy konsumenci dokonali 78 mln takich transakcji.
Na koniec 2025 r. 1,7 mln klientów posiadało czynne umowy BNPL o łącznym zadłużeniu z tego tytułu w wysokości 1,08 mld zł. W ujęciu historycznym, od początku pomiaru tego rozwiązania przez BIK w 2023 r., z odroczonych płatności skorzystało już 3,3 mln Polaków, generując łącznie 176 mln transakcji.
Instrumenty BNPL pełnią specyficzną funkcję na rynku finansowym, służąc niemal wyłącznie do krótkoterminowego odkładania wydatków konsumenckich o niskiej wartości. Aż 98,2 proc. udzielonych w ten sposób płatności opiewało w ostatnim roku na kwoty do 1000 zł. Przy tym ponad połowa z nich (52,3 proc.) nie przekraczała wartości 100 zł.
Ten model różni się od tradycyjnych kredytów ratalnych, w których finansowanie poniżej 1000 zł ma zaledwie 8,6 proc. udziału w wartości sprzedaży. Z punktu widzenia budżetów domowych, Polacy deklarują wykorzystanie tego mechanizmu najczęściej przy zakupach odzieży (22 proc. badanych) oraz elektroniki i sprzętu RTV (po 20 proc.), ceniąc przede wszystkim możliwość opóźnienia terminu płatności za zakupy.
BNPL wprowadza młodych na rynek kredytowy
Odroczone płatności stały się kanałem pozyskania konsumentów do oficjalnego systemu kredytowego w Polsce. Baza klientów indywidualnych, którzy aktywnie korzystają z tradycyjnych kredytów, stale maleje. Osoby debiutujące za pomocą BNPL stanowiły w 2025 r. aż 20,5 proc. wszystkich nowych klientów. Ustępowały wielkością jedynie grupie sięgającej po zwykłe raty.
Co kluczowe z perspektywy demografii, aż 41,5 proc. tej grupy stanowią osoby do 24. roku życia. Dla nich BNPL był pierwszym kontaktem z długiem. Taki debiut często otwiera drogę do szerszej obecności na rynku finansowym. 54 proc. klientów zaczynających od BNPL sięga później po inne formy kredytowania, wybierając najczęściej klasyczne kredyty ratalne (75,1 proc.) lub pożyczki ratalne (61,1 proc.).
Większość spłaca bez odsetek
Klienci korzystający z odroczonych płatności charakteryzują się wysoką dyscypliną płatniczą, co w dłuższej perspektywie ułatwia im budowanie pozytywnej historii kredytowej. Aż 75,6 proc. transakcji w 2025 r. zostało spłaconych w okresie bezodsetkowym. Z analiz wynika, że niespełna 1 proc. użytkowników BNPL notuje opóźnienia w spłacie przekraczające 30 dni, co stanowi wynik zauważalnie lepszy niż w przypadku jakiegokolwiek innego produktu kredytowego czy pożyczkowego.
Terminowe regulowanie tych drobnych, ale licznych zobowiązań jest odnotowywane w bazach informacji kredytowej. W efekcie osoby z krótkim stażem na rynku kredytowym mogą stopniowo udowadniać swoją rzetelność przed instytucjami finansowymi.
Wygoda BNPL ma też drugą stronę
Rosnący udział transakcji BNPL w cyfrowej gospodarce modyfikuje relacje konsumentów z długiem i oszczędnościami. Traktowanie odroczonych płatności jedynie jako zintegrowanej funkcji koszyka zakupowego może zniekształcać postrzeganie realnego obciążenia finansowego.
Instrument ten pozwala wprawdzie chronić bieżące oszczędności przed nagłymi wydatkami oraz optymalizować płatności za zakupy online. Trzeba jednak pamiętać, że brak kontroli nad wieloma drobnymi limitami łatwo prowadzi do kumulacji zobowiązań. Ostateczny wpływ BNPL na stabilność budżetów domowych zależy od zdolności konsumentów do utrzymania dyscypliny w spłatach.
Polecamy również:
- Co trzeci Polak boi się kradzieży tożsamości, a niemal połowa zna cyberbezpieczeństwo tylko powierzchownie
- Wolnego wciąż za mało. Niektórzy pracownicy sięgają po ryzykowne sposoby
- 4 na 10 lekarzy ma co najmniej 55 lat. Luka kadrowa niby maleje, ale nadal jest ogromnym problemem