Strona główna NEWS Zmiany na rynku pracy są trudne do przewidzenia. Tylko jedna kompetencja daje przewagę [WYWIAD]

Zmiany na rynku pracy są trudne do przewidzenia. Tylko jedna kompetencja daje przewagę [WYWIAD]

przez Dorota Mariańska
edukacja zawodowa, fot. shutterstock

Czytanie ze zrozumieniem, rozumowanie matematyczne i wiedza o świecie oraz nauczenie się schematów myślenia łącznie dają jedną kompetencję, która na rynku pracy jest najważniejsza: umiejętność szybkiego uczenia się nowych rzeczy. Takiego zdania jest dr Tomasz Gajderowicz* z Instytutu Badań Edukacyjnych.

Dorota Mariańska, 300Gospodarka: Mówi się o tym, że edukacja w Polsce nie jest dostosowana do rynku pracy, szczególnie regionalnego rynku pracy. Czy w ogóle edukacja jest w stanie nadążyć za rynkiem pracy?

Dr Tomasz Gajderowicz, Instytut Badań Edukacyjnych: Edukacja zawodowa z zasady nie nadąża za rynkiem pracy, bo zmiany na rynku pracy są trudne do przewidzenia. Wiadomo jednak, jakie kompetencje dają nam przewagę. Niezależnie od zmieniających się okoliczności. One bardzo często nie są związane z konkretnym zawodem. Są uniwersalne. Wśród nich warto wyróżnić trzy podstawowe, generatywne, czyli umiejętność czytania ze zrozumieniem, rozumowania matematycznego i wiedzy o świecie. To minimum.

Wbrew pozorom tego się nie oszuka. Twarda wiedza w tych obszarach i nauczenie się schematów myślenia, które później powodują, że jesteśmy w stanie rozwiązywać problemy, dają nam jedną kompetencję, która jest najważniejsza – umiejętność szybkiego uczenia się nowych rzeczy. To jest jedyna kompetencja, co do której możemy być pewni, że ona na rynku pracy nam się przyda.

Czy są jakieś badania, które by pokazywały, jak, jako społeczeństwo, adaptujemy się do zmian? A może jednak nie za bardzo nam to wychodzi?

W Polsce na przestrzeni ostatnich 30 lat mamy rekordowo szybki rozwój gospodarczy. Jego olbrzymia część, kluczowa część, pochodzi ze znacznego poprawienia się jakości kapitału ludzkiego. Czyli tego, jak bardzo Polacy są produktywni na rynku pracy. Staliśmy się dzięki relatywnie niedrogiej, a bardzo dobrze wykształconej sile roboczej, hubem dla wielu biznesów. I to już nie są tylko i wyłącznie biznesy zatrudniające osoby z umiejętnościami podstawowymi, ale też centra, m.in. informatyczne, które zatrudniają specjalistów.

Czy tę dobrą passę uda się utrzymać?

W ostatnich 3-4 latach znacząco spadliśmy w rankingach edukacyjnych, prawdopodobnie na skutek zamknięcia szkół w pandemii, reformy oświaty, strajku nauczycieli. To z pewnością przełoży się na jakość kapitału ludzkiego, który wypuszczamy na rynek pracy.


Polecamy też: AI rozpycha się w edukacji. Częściej niż uczniowie korzystają z niej nauczyciele


To, co jeszcze jest niepokojące dla przyszłości wzrostu gospodarczego, to piramida demograficzna. Jak spojrzymy na statystyki urodzeń, to za 5-6 lat w klasach 1-3 będzie kilkaset tysięcy uczniów mniej. To minimalne kohorty w porównaniu z tymi, które są teraz na rynku pracy. Liczebność siły roboczej będzie znacząco ograniczona. Pytanie, jaka będzie jej jakość i co się wydarzy z reformowaniem oświaty, co się wydarzy z umiejętnościami uczniów.

Co z punktu widzenia relacji edukacja-rynek pracy powinno znaleźć się w podstawie programowej?

Podstawa programowa musi być skonstruowana w oparciu o wieloletnią wizję. Zmiany podstawy odbędą się w dwóch krokach. To, co teraz resort robi i konsultuje, to jest wyłącznie kosmetyczne przycięcie aktualnie istniejących podstaw. To jest zupełnie inny proces niż reforma podstawy programowej. To jest urealnienie podstawy do tego, co dzisiaj jest wymagane na egzaminie.

Równocześnie resort edukacji przygotowuje się do porządnej reformy podstawy programowej, która nie wyjdzie tym razem od dyskusji, czy “Chłopi” powinni być lekturą czy może co innego, tylko wyjdzie od zdefiniowania, kogo chcemy na wyjściu systemu kształcenia. Zdefiniowania profilu absolwenta, którego chcemy mieć za 15 lat. Bo o tej osobie trzeba dzisiaj myśleć, reformując edukację. Co ona powinna umieć, jak to podzielić na dziedziny, przedmioty. Jak to połączyć w szkole, żeby było jak najbardziej efektywne.

Jeżeli zmiany na rynku pracy są trudne do przewidzenia, to czy doradztwo zawodowe ma w ogóle sens?

Doradztwo zawodowe wymaga silnego wsparcia. Ponieważ prognozowanie popytu na pracę jest bardzo trudne, to ani w szkołach, ani wśród dzieci i rodziców nie ma świadomości, w którą stronę rynek pracy naprawdę podąża. System doradztwa zawodowego powinien opierać się o bardzo dobre narzędzia diagnostyczne mówiące o predyspozycjach. I przede wszystkim skłaniające do twórczej refleksji nad różnymi ścieżkami zawodowymi.

To znaczy?

Badania pokazują, że prawie każdego da się nauczyć prawie wszystkiego. Na przykład uczniowi z 7 klasy może wydawać się, że jest “noga” z matematyki. A być może miał po prostu słabego nauczyciela. Taki uczeń jest przekonany, że ma furtki zamknięte, podczas gdy wcale tak nie jest. Chodzi o to, żeby doradztwo zawodowe otwierało głowy a nie kanalizowało uczniów w ślepe uliczki.

Jak w praktyce powinno wyglądać to otwieranie głowy?

Pierwszym krokiem powinny być formatywne badania preferencji, które nie tylko diagnozują, ale przede wszystkim dają uczniom wyobrazić sobie i hipotetycznie wybierać, jak wyglądałaby ich kariera w różnych scenariuszach. Ścieżki edukacyjne prowadzące do różnych karier powinny być dobrze zdefiniowane. Dobre doradztwo zawodowe to porządne narzędzia diagnostyczne. To przede wszystkim dostarczenie prostej i precyzyjnej informacji.

Wracając do podstawy programowej. Jeżeli mamy nadpodaż humanistów, to czy w podstawie programowej powinno być jednak więcej nauk przyrodniczo-matematycznych niż humanistycznych?

To powinno wynikać z sylwetki absolwenta. Na pewno powinniśmy dobrze przemyśleć to, jak przedmioty są nauczane, czy metody uczenia się bazują na dzisiejszej wiedzy naukowej. Niestety tak nie jest, szczególnie w obszarze przedmiotów humanistycznych. Okazuje się, że dobrze nauczany język polski opiera się na zapamiętywaniu schematów myślenia w obszarze np. interpretacji wiersza czy lektury. Są to podobne schematy myślenia, jakich w matematyce używa się do rozwiązania zadania.

Czyli, nie trzeba rozważać czy dać więcej godzin biologii czy więcej godzin j. polskiego, jak to się często dzieje?

My powinniśmy uczyć w określony sposób, wzmacniając te schematy myślenia i łącząc przedmioty oraz dziedziny wiedzy, tak by wzmacniać skuteczność zapamiętywania. Uczenie na pamięć jest bardzo skuteczne, wbrew powszechnej opinii miłośników uczenia wyłącznie przez zabawę.

Może jednak chodzi im o to, że pamięciówka bez zrozumienia danego materiału jest zła?

Należy powiedzieć dokładnie odwrotnie: nie da się zrozumieć nowych zagadnień bez zapamiętania schematów myślenia, na których bazuje dana dyscyplina.

Jeżeli trudno jest przewidzieć zapotrzebowanie na konkretne zawody, to może powinniśmy postawić na jakiś praktyczny przedmiot, który sprawi, że dzieci będą potrafiły coś samodzielnie zrobić i przyda im się to w dorosłym życiu, jeżeli nie na gruncie zawodowym, to na gruncie prywatnym. Może dzieci np. powinny nauczyć się podstaw gotowania? Mam na myśli podstawówkę.

Nie mam nic przeciwko temu. Uważam, patrząc na najnowsze trendy, że wiele z tradycyjnych, analogowych umiejętności powróci do szkół. Szwecja i Dania zdecydowały, że odchodzą od cyfrowych narzędzi w szkole. Wracają do drukowanych podręczników, pisania w białym zeszycie. Zauważyły, że zbytnia ekspozycja na treści mediów społecznościowych sprawiły, że dzieci potrafią się skupić na znacznie krótszy czas niż przed erą tabletów.


Chcesz być na bieżąco? Subskrybuj 300Sekund, nasz codzienny newsletter!


Więc jeśli pyta pani o moją prywatną opinię, to bym powiedział, że warto wiedzę o podstawach gotowania wprowadzić do szkół. Zwracam jednak uwagę, że nie o moją opinię tu chodzi. W końcu zacznijmy opierać edukację o to, co uważamy za model docelowy, w oparciu o badania.

Czy w Polsce w wystarczającym stopniu bada się edukację jako taką? Czy pozostaje nam jedynie czerpanie z doświadczeń innych państw?

IBE prowadzi badania uczniów, zarówno porównywalne międzynarodowo, jak i badania krajowe. Były one jednak dotychczas niewystarczająco wykorzystane do podejmowania decyzji. W Polsce brakowało natomiast badań eksperymentalnych w edukacji. Ambicją IBE jest wypełnienie tej luki. Zamierzamy dołączyć w tym obszarze do światowej czołówki – z tą misją przyszedłem do IBE.

W relacji edukacja-rynek pracy ważną rolę powinny odgrywać szkoły zawodowe. Tymczasem one mają jednak sporo problemów.

Problemy szkół zawodowych ciągną się od wielu lat, kiedy szkolnictwo zawodowe zaczęło być stygmatyzowane. Wielu uczniom i rodzicom droga szkolnictwa zawodowego wydaje się, często niesłusznie, nie najlepszą drogą ich rozwoju.

Tymczasem jest to wybór czysto ekonomiczny. Jeśli ktoś wybierze szkolnictwo zawodowe, będzie w niedalekiej przyszłości nieźle zarabiał. Ktoś kto, bez skłonności akademickich, pójdzie na słabe studia, będzie przez najbliższe kilka lat jeszcze się uczył i nie będzie zarabiał pieniędzy, a sukces na rynku pracy będzie wątpliwy. Pytanie, co wybieramy. Mądre doradztwo zawodowe mogłoby pomóc w tych dylematach.

Jak odczarować szkoły zawodowe i branżowe?

Bardzo ciężko jest to odczarować. Jak już stygmatyzacja “zawodówki” nastąpiła, to bardzo ciężko zdjąć to piętno ze szkół branżowych pomimo, że wiele z nich się znacząco poprawiło w ostatnich latach.

Innym problemem jest negatywna selekcja do zawodu nauczyciela szkół branżowych. Przecież na przykład informatycy topowego formatu, którzy powinni uczyć w szkołach uczących w tym obszarze, rzadko decydują się na zarabianie wiele razy mniejszych pieniędzy pozostając wyłącznie w zawodzie nauczyciela.

Jeżeli nie uda się zatrudnić profesjonalnej kadry, to co innego można zrobić? 

Pewnym rozwiązaniem być może byłoby powołanie nowego typu szkoły po szkole średniej, ale nie będącej studiami wyższymi. Takiej ponad średniej szkoły technicznej zawodowej. Taka szkoła miałaby czystą kartę. Jeżeli mądrze przeprowadzono by kampanię informacyjną i PR takich szkół, może to być strzał w dziesiątkę.

Byłaby to szkoła współpracująca z pracodawcami, która w danym obszarze kompetencyjnym dawałaby bardzo praktyczną wiedzę. Np. chcąc nauczyć się bycia analitykiem, których dzisiaj potrzeba bardzo wielu, wcale nie trzeba iść na studia ekonomiczne, uczyć się mikroekonomii, makroekonomii. Być może można zrobić 2-letnią szkołę policealną, w której taki przyszły analityk opanowałby do perfekcji posługiwanie się excelem, nauczył się statystyki i analizowania danych.

A może wystarczyłoby zreformowanie istniejących szkół policealnych, z wprowadzeniem większego nadzoru nad nimi?

Myślę, że potrzeba jest tu nowego, dobrze przemyślanego formatu, który dobrze rezonowałby ze szkolnictwem wyższym. Być może nawet byłby tworzony z jego udziałem.

Czy wprowadzenie nowego typu szkoły jest z punktu widzenia dzisiejszego systemu trudnym zadaniem? Wystarczy sobie przypomnieć, ile było zamieszania przy likwidowaniu gimnazjów.

Likwidacja gimnazjów wywróciła cały system. Tu chodzi o znacznie subtelniejszą zmianę, która wychodzi na przeciw uzupełnieniu luki w istniejącym systemie.

Dziękuję za rozmowę.

*Dr Tomasz Gajderowicz, zastępca dyrektora Instytutu Badań Edukacyjnych. W swoich badaniach zajmuje się m.in. rozwiązaniami metodologicznymi łączącymi sektor edukacji z rynkiem pracy. Analizował dane z międzynarodowych badań (PISA, TIMSS, PIRLS) oraz doradzał w obszarze polityki edukacyjnej rządom i instytucjom międzynarodowym, w tym m.in. Bankowi Światowemu, UNESCO, ETEC oraz Komisji Europejskiej.

To też może Cię zaiteresować:

 

 

Powiązane artykuły