Kto by pomyślał, nie Rumuni, Bułgarzy czy Polacy, ale Duńczycy produkują najwięcej śmieci w Unii na jednego mieszkańca. Ale i tak są dla Polski niedoścignionym wzorem. Bo działają świadomie.

Statystyczny Duńczyk zużywa w ciągu roku tylko cztery foliowe torby, ale jednocześnie „wytwarza” 780 kg śmieci rocznie – najwięcej w Unii Europejskiej per capita. Te dane Eurostatu uwzględniają wyłącznie odpady komunalne, czyli powstające w domach i urzędach (bez przemysłowych).

W Danii, kraju, gdzie ekologia jest pojęciem wdrażanym do codziennego życia od żłobka, taka ilość śmieci mocno zaskakuje i zadziwia. Zwłaszcza że to aż o 150 kg więcej niż generuje następny obywatel Europy na liście największych śmieciarzy – Cypryjczyk (637 kg).

Na kolejnych pozycjach: Niemcy (633 kg), Luksemburczycy (607 kg) i Maltańczycy (604 kg). Wysoko – powyżej pół tony śmieci rocznie na głowę – Irlandczycy, Austriacy, Francuzi, Holendrzy, Finowie i Grecy.

Paradoksalnie, najmniej śmiecą zaś tam, gdzie ekologia i dbałość o klimat są dziedzinami stosunkowo młodymi, zwykle poważnie traktowanymi nie dłużej niż wynosi okres wymuszenia regulacjami unijnymi. Liderem są Rumuni – 272 kg/os. a zaraz za nimi Polacy – 315 kg/os. w ciągu roku.

Polska rzadko trafia do unijnej czołówki, cieszmy się więc i tym, mając jednocześnie świadomość, że tyle w tym naszej indywidualnej zasługi, co w czynnikach makroekonomicznych.

Dochody, turyści i owoce morza

Poszperajmy przez chwilę w śmietnikach. Dlaczego ekologiczne społeczeństwa są większymi śmieciarzami niż pozostałe? Naczelny powód: dlatego, że z reguły są one bardziej zamożne. A obywatel bogatszy więcej konsumuje, co w świecie jednorazowych opakowań tworzy więcej odpadów.

Pod względem wysokości PKB na mieszkańca Dania jest zaś w Unii krajem zdecydowanie jednym z najbogatszych – 51,5 tys. euro per capita (w cenach bieżących), wobec 12,9 tys. euro w Polsce, przy średniej UE-28 na poziomie 30,9 tys. euro.

Sześć z 10 krajów UE, gdzie obywatele wytwarzają najwięcej śmieci znajduje się jednocześnie w dziesiątce państw najbogatszych (patrz: infografika w dalszej części tekstu).

Na szybsze zapełnianie się śmietników ma także wpływ struktura zaludnienia kraju. Według Banku Światowego, przez ostatnie dekady mieszkańcy miast na świecie wytwarzali około dwa razy więcej stałych odpadów komunalnych niż mieszkańcy z terenów wiejskich.

Miasto oznacza wyższy poziom dochodów i większą siłę nabywczą, co przekłada się na więcej zakupów i więcej śmieci. Kraje, które wytwarzają najmniej odpadów mają gęściej zaludnione tereny wiejskie, jak Polska czy Rumunia, która ma jedną z największych populacji wiejskich w Europie (>51 proc.).

W Dani ok. 85 proc. mieszkańców żyje w miastach. W Polsce w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców żyje tylko 28 proc. mieszkańców.

W raporcie Globalny obraz gospodarki odpadami stałymi do 2050 r. z 2018 r. Bank Światowy podkreśla jednak, że w wielu krajach regionu Europy i Azji Centralnej, poziom wytwarzania odpadów w przeliczeniu na mieszkańca prawie już się niemal nie różni między miastem a wsią.

Przynajmniej dwa dodatkowe czynniki mają też znaczenie regionalnie: zwyczaje zakupowe oraz turyści. Mieszkańcy krajów południa Europy częściej niż pozostali robią zakupy na bazarach kupując na wagę, do własnych toreb (nie tylko owoce i warzywa, ale także mięso i owoce morza). Według Banku Światowego, także miasta popularne wśród turystów muszą stawiać czoła dużej nadprodukcji śmieci.

Duńskie miasta – mimo, że z północy, a nie południa Europy – spełniają wszystkie wymienione wyżej warunki (bo ich mieszkańcy niemal nie używają plastikowych toreb), jednak to wciąż nie tłumaczy, dlaczego Duńczyk wytwarza w ciągu roku przeszło 70 proc. więcej śmieci niż niemal tak samo zamożny i ekologiczny Szwed.

Mowa – trawa

Przyznajemy, że znalezienie odpowiedzi, dlaczego to w Danii powstaje najwięcej domowych śmieci nie było łatwe.

Do duńskiego śmietnika trzeba było zajrzeć naprawdę głęboko. Wprawdzie Eurostat raportuje zbiorcze dane wszystkich krajów Wspólnoty, ale liczby z nich napływające mogą skrywać odmienne ciekawostki. A jak się okazało, dane duńskie ewidentnie kryją w sobie wiele ton… trawy.

Dania jest tak skrupulatna, że jako jeden z niewielu członków – a być może jedyny – uwzględnia w swoich statystykach odpadów tzw. śmieci ogrodowe: ścinki trawy, żywopłotów, gałęzie, glebę, kwiaty itp.

A wypada tego całkiem pokaźna sterta. Wytwarzanie i skład odpadów ogrodowych zbadano w regionie Aarhus w Danii. Ilość wytwarzanych odpadów ogrodowych wahała się tam sezonowo od 2,5 kg/osobę miesięcznie w zimie do ponad 19 kg/osobę latem!

A teraz sprawa najważniejsza: lepiej nie mieć i nie śmiecić, czy śmiecić, ale z głową? Pytanie godne współczesnego Hamleta. Tu nasz wzrok pobiegnie na rajską wyspę Cypr.

Jak już napisaliśmy na starcie, statystyczny Cypryjczyk produkuje aż 637 kg śmieci rocznie i ustępuje tylko Duńczykowi. Z tym, że Dania przetwarza dziś prawie 46,5 proc. swoich odpadów, a jej ambicje zakładają wzrost tego wskaźnika do 70 proc. już w roku 2024, podczas gdy Cypr poddaje recyklingowi zaledwie 16 proc. śmieci i zajmuje pod tym względem trzecie miejsce od końca w całej Unii.

Cóż dobrego z tego, że Rumunia wytwarza najmniej odpadów komunalnych w przeliczeniu na jednego mieszkańca, skoro najmniej ich też przetwarza (13,9 proc.) pozwalając, by rosły składowiska?

Najmniej chlubnym przypadkiem jest jednak Malta, która przy PKB na głowę mieszkańca dwukrotnie wyższym niż w Polsce mnóstwo śmiecia produkuje (czy to wyłącznie wina turystów?) i bardzo mało recyklinguje.

 

Tylko w gminie Kopenhaga, w stolicy Danii, ocena systemu recyklingu odpadów spożywczych pokazała, że z około 530 tys. mieszkańców aż 72 proc. segreguje odpady, a wynik był lepszy niż oczekiwano.

Odpady biologiczne mogą być przetwarzane na biogaz czy nawóz, a Duńczycy bardzo uwierzyli w model gospodarki obiegu zamkniętego (GOZ). Prawie 15 proc. energii elektrycznej pochodzi tam z odpadów ulegających biodegradacji.

Marnotrawstwo jedzenia, zmorę miast XXI wieku, w Danii ograniczono o 25 proc. (to wartość 4,4 mld DKK, czyli 2,6 mld zł).

Duński magazyn Dansk Handelsblad napisał, że w Danii podjęto najwięcej z krajów UE inicjatyw przeciwko powstawaniu odpadów spożywczych. Od 1 stycznia 2020 roku w życie wejdzie też kolejny plan redukcji plastiku – 27 uszczelnionych zasad korzystania z tworzyw sztucznych w życiu codziennym, zakładających zwiększoną odpowiedzialność i po stronie producentów, i konsumentów.

Dlaczego w ogóle piszemy o duńskich śmieciach? Bo to idealny przykład, który pokazuje, że można być jednocześnie naczelnym śmieciarzem i ekologiem UE.

Im wyższy status majątkowy – do czego aspirują Polacy – tym większe obowiązki wobec środowiska i klimatu. Dla wielu krajów, w tym Polski, to wciąż jeszcze wzór daleki do osiągnięcia. Bo Polska, tradycyjnie w statystyce gdzieś tam wśród byłych demoludów, recyklinguje nieco więcej niż Słowacja, Łotwa, a nawet Hiszpania i Grecja, ale poniżej wyniku Bułgarii, Węgier, czy Czech.

Próbujemy nadgonić stracony czas, to prawda. Unia wymaga od nas, żebyśmy za rok recyklingowali już 50 proc. odpadów. Czy to realne? Mało. Nie dość, że nie radzimy sobie z własną „produkcją”, to w dodatku importujemy śmieci z połowy Europy.

Tylko Wielka Brytania wysłała do Polski w 2018 r. 12 tys. ton plastikowych odpadów. „Zieloni” mówią w Polsce o 80 tys. nielegalnych wysypisk.

Najlepiej jednak zacząć od siebie, małe kroki mają znaczenie. Polak w ciągu roku zużywa średnio 490 foliowych toreb. Jeśli zejdziemy do wyniku Duńczyka, który zużywa ich cztery, będziemy mogli uznać, że naprawdę się staramy.

>>> Czytaj też: Ranking najbrudniejszych państw świata: które kraje śmiecą najbardziej? [WYKRES DNIA]