W zeszłym roku pozwolenie na pracę w Polsce dostało 20 tys. Nepalczyków, 8 tys. osób z bangladeskim paszportem i 8 tys. Hindusów – pisze Financial Times.

Czy to dużo? Zważywszy na to, że Polska bardzo potrzebuje pracowników, to nie. W ciągu ostatnich pięciu lat odnotowaliśmy bezprecedensowy wzrost gospodarczy, ale 1,7 mln Polaków wyjechało do Europy Zachodniej od czasu przystąpienia do Unii Europejskiej w 2004 r.

Pracowników nie mamy już skąd brać – pula czekających na pracę się wyczerpała; bezrobocie wynosi 5,3 proc.

Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego obecnie mamy 140 tys. nieobsadzonych miejsc pracy, a jeśli nic się nie zmieni, to ta liczba wzrośnie do miliona w 2030 roku.

Co więc robić? Migranci są jedyną nadzieją. Po tych jednak musimy sięgać dalej niż za wschodnią miedzę.

Ukraińcy często traktują Polskę jako miejsce tymczasowego pobytu w drodze na Zachód. Z kolei mieszkańcy krajów bardziej odległych póki co ochoczo przyjeżdżają do Polski. Nie są jednak już tak przyjaźnie witani.

Monokulturowa Polska nie jest zbyt przyjazna migrantom, a więc i retoryka polityczna nie zachęca przyjezdnych.

Niemniej w obliczu spowolnienia gospodarczego – które nastąpi, jeśli nie znajdziemy dodatkowych rąk do pracy – ta monokultura niebawem będzie musiała się zmienić.

Ta informacja pojawiła się dziś rano w skrzynkach odbiorczych subskrybentów naszego codziennego newslettera 300SEKUND. Jeśli chcesz się na niego zapisać, kliknij tutaj.

Czytaj też:

>>> OECD: Polska jest nieatrakcyjna dla utalentowanych imigrantów. I dużo na tym traci

>>> 16 wykresów pokazujących, kim jest i czego chce przeciętny pracownik z Ukrainy w Polsce