Ceny ropy naftowej są już tak niskie, że dalsze spadki są mało prawdopodobne – nawet mimo tego, że popyt wciąż słabnie – uważają analitycy. Analitycy dodają, że ropa naftowa jeszcze przez długi czas pozostanie podstawą energetyczną globalnej gospodarki.

Ostatnie tygodnie doprowadziły do znacznej przeceny surowca – w przypadku ropy WTI (produkowanej w Teksasie), na 20 ostatnich sesji aż 15 było spadkowych. W efekcie cena baryłki, która jeszcze na początku stycznia wynosiła 63 dolary, w środę spadła do około 51.

Podobnie w przypadku ropy Brent (wydobywanej na morzu Północnym), jej cena z 68 dolarów za baryłkę na początku stycznia spadła do 55 dolarów.

Na rynku ropy naftowej czeka nas kontynuacja dużej zmienności cen, która utrudnia prognozowanie notowań w krótkoterminowej perspektywie. W centrum uwagi pozostaje niepewność co do gospodarczych skutków koronawirusa” – powiedziała 300Gospodarce Dorota Sierakowska, analityczka Domu Maklerskiego BOŚ.

Wzmożonej zmienności cen ropy spodziewają się także analitycy Goldman Sachs, na których powołuje się paliwowy portal e-petrol. Uważają oni, że globalnym skutkiem epidemii koronawirusa będzie duży szok popytowy i podwyższona zmienność cen.

Ekspertka DM BOŚ zaznacza, że ceny ropy są na tyle niskie, że dalsze spadki nie powinny mieć miejsca.

Zważywszy jednak na fakt, że obecnie rynek ropy jest wyprzedany, potencjał do dalszych spadków jest coraz mniejszy” – powiedziała Sierakowska.

Styczniowe perturbacje cenowe na rynku ropy naftowej stanowią kontrast dla poprzedniego roku, który był dosyć spokojny.

Ceny ropy Brent poruszały się w relatywnie wąskim przedziale 55-75 dolarów za baryłkę, a średnia cena wyniosła 64 dolary (o 7 mniej niż w 2018 roku). Cena baryłki WTI poruszała się w zakresie 47-66 dolarów, ze średnią ceną  57 dolarów (również o 7 dolarów niższą niż w 2018).

Wszystko zależy od popytu, który może słabnąć

Brytyjski koncern BP (siódma największa spółka paliwowa na świecie) prognozuje, że w bieżącym roku globalny popyt na ropę może spaść o około 1/3, m.in. z powodu negatywnego wpływu koronawirusa na globalny przemysł i liczbę podróży, zwłaszcza samolotami.

Z kolei w Stanach Zjednoczonych rosną zapasy surowca, co zazwyczaj jest sygnałem zmniejszenia jego konsumpcji.

Ekspertka DM BOŚ podkreśla, że póki co zauważalny jest znaczny spadek popytu na paliwa, natomiast zapotrzebowanie na samą ropę nie powinno zmniejszać się w aż tak szybkim tempie.

Duża niepewność dotyczy skali osłabienia popytu na ropę naftową. Na razie koronawirus najmocniej uderza w rynki paliw – głównie paliwa lotniczego – ale na popyt na samą ropę przekłada się w nieco mniejszym stopniu, chociażby dlatego, że niższe ceny ropy mogą zachęcić Chiny do powiększania swoich rezerw ropy” – uważa Sierakowska.

Według danych Reutersa, Chiny importowały w 2019 roku około 10 milionów baryłek ropy dziennie (roczny import wzrósł o 9,5 proc. w stosunku do 2018 roku). Eksperci podkreślają, że trudno oszacować potencjalną wartość importu w roku bieżącym.

Jeszcze przez kilka dekad ropa pozostanie podstawą światowej energetyki

W perspektywie nadchodzących lat i stopniowego przechodzenia na produkcję energii ze źródeł odnawialnych, analityczka dostrzega kilka czynników, które powinny utrzymać zapotrzebowanie na ropę naftową.

Relatywnie niska cena, niesłabnący popyt ze strony azjatyckich gospodarek, wciąż widoczne uzależnienie rynku motoryzacyjnego od ropy naftowej będą powodowały, że przez najbliższe kilka dekad ropa pozostanie podstawą energetyczną światowej gospodarki” – wylicza Sierakowska.

Tymczasem, według Międzynarodowej Agencji Energetyki, zużycie ropy naftowej w Europie do 2040 roku spadnie o około 35 proc.

Więcej o transformacji energetycznej koncernów paliwowych piszemy tutaj.

>>> Czytaj także: Niemcy chcą być liderem technologii wodorowych. To nowa ropa naftowa