W przyszłym roku minie 20 lat od wprowadzenia w Estonii systemu podatkowego, który do dziś uważany jest przez wielu za jeden z najlepszych na świecie. Jak z podatkami radzą sobie Estończycy i czemu my nie możemy być równie skuteczni?

Estonia i Polska na dwóch krańcach rankingów

Rozliczanie podatków w Estonii jest dziecinnie proste: rozliczenie podatku CIT trwa tam zaledwie 5 godzin, podczas gdy proces rozliczania wszystkich podatków – zaledwie 50 godzin. To piąty najlepszy wynik na świecie według danych Banku Światowego.

Dla porównania w Polsce rozliczenie samego CITu trwa 59 godzin, a wszystkich podatków ogółem – całe 334 godziny.

Nic zatem dziwnego, że w rankingu Paying Taxes 2019 Estonia zajęła 19. miejsce pod względem przyjazności systemu podatkowego, podczas gdy Polskę sklasyfikowano dopiero na miejscu 69.

To jednak nie koniec rankingowych sukcesów Estończyków. W rankingu International Tax Competitiveness Index 2019 kraj ten zajął pierwsze miejsce wśród wszystkich państw OECD, czyli klubu kilkudziesięciu najbogatszych krajów świata. Dodajmy, że Estonia okupuje pierwsze miejsce tego rankingu szósty rok z rzędu.

Z kolei Łotwa, która estoński system podatkowy wdrożyła w 2018 roku, była trzecia. Tymczasem Polska zajęła miejsce 35. – przedostatnie.

Estonia wyprzedza Polskę (m.in. dzięki swojemu prawu podatkowemu) także w najnowszym rankingu Doing Business – zajmuje w nim 18. miejsce, a Polska – dopiero 40.

Główne zalety systemu estońskiego

Za tak wysokie wyniki w rankingach estońskiego systemu odpowiada nie tylko niewielka ilość czasu potrzebnego na wypełnienie dokumentacji.

Wśród najważniejszych jego zalet wymieniane jest przede wszystkim obłożenie 20-procentowym podatkiem CIT jedynie dochodu dystrybuowanego przedsiębiorstwa – nie obejmuje ono kapitału przeznaczonego na reinwestowanie.

To zwiększa potencjał firm do samoinwestowania i częściowo uniezależnia je od dostępności m.in. kredytów.

Zdaniem Helen Pahapill, doradczyni w Departamencie Polityki Podatkowej Ministerstwa Finansów Republiki Estońskiej, firmy w Estonii dzięki temu rozwiązaniu miały odpowiednio dużo zaoszczędzonego własnego kapitału, co pozwoliło im na przetrwanie w stosunkowo dobrej kondycji kryzysu finansowego.

Estończycy chwaleni są także za 20-procentową stawkę podatku od dochodów indywidualnych, którą nie są objęte dochody z tytułu dywidend, a także za to, że podatek od nieruchomości dotyczy w istocie wartości samej ziemi, a nie nieruchomości, która na niej stoi lub wartości kapitału.

Wreszcie w Estonii obowiązuje terytorialny system podatkowy, który zwalnia w 100 proc. z opodatkowania przychody rodzimych firm uzyskane z działalności poza granicami państwa.

Efekty dla estońskiej gospodarki

Polityka Estończyków miała nie tylko wpływ na pozycje zajmowane przez nich w różnych rankingach, ale także na realną gospodarkę.

Według United States Agency for International Development (USAID) wprowadzenie zmian w Estonii spowodowało wzrost kapitału własnego firm o 10,2 proc., oraz przyspieszenie wzrostu PKB o 4 proc.

W roku wejścia w życie reformy podatkowej PKB Estonii wzrosło o ponad 10 proc. i rosło dalej w tempie 6-7 proc. aż do roku 2007.

W kolejnych latach wzrost został stanowczo ograniczony wskutek szalejącego kryzysu gospodarczego i prowadzonej przez państwo polityki zaciskania pasa (austerity), której celem było umożliwienie przyjęcia waluty euro (do czego doszło ostatecznie w 2011 roku).

Podejście oszczędnościowe ostatecznie porzucono dopiero w 2015 roku, lecz pomimo tego Estonia pozostała jednym z najszybciej rozwijających się państw strefy euro.

Dlaczego taki system (lub podobny) nie obowiązuje w Polsce?

Śladem Estonii podążyły niektóre państwa – systemy oparte na estońskim wprowadzono już w Gruzji i na wspomnianej już Łotwie.

Niektóre rozwiązania podobne do obowiązujących w estońskim prawie zaadaptowano też w systemach niemieckim oraz szwedzkim.

Czemu jednak większa liczba państw, w tym Polska, nie próbuje na szerszą skalę naśladować Estończyków?

Według Helen Pahapill większe państwa przede wszystkim obawiają się znaczącego spadku wpływów budżetowych w okresie transformacji między jednym a drugim systemem. Z takimi konsekwencjami zmian systemowych musieli się zmierzyć zarówno Estończycy, jak i Łotysze.

Oprócz niepewności dotyczącej wielkości wpływów budżetowych po przejściu na „system estoński” inne państwa zdają się być zwyczajnie niechętne zmianom w sprawdzonym i przewidywalnym systemie zbudowanym w każdym z tych państw w ciągu wielu lat.

Estończycy tworzyli swoje prawo podatkowe w późnych latach 90. – zaledwie kilka lat po odzyskaniu niepodległości i transformacji do gospodarki rynkowej. W tamtym okresie nie było tam zatem właściwie żadnego systemu o ugruntowanej pozycji, który mógłby znaleźć jakichkolwiek zwolenników chętnych do jego obrony.

Dziś, w kraju takim jak Polska, tak rewolucyjne zmiany z pewnością spotkałyby się przynajmniej z częściowym oporem nie tylko wśród polityków, ale także wśród specjalistów podatkowych – którzy nie mają interesu w tym, aby system podatkowy był bardziej czytelny dla przeciętnego obywatela.

Co więcej, trudno wyobrazić sobie także w tej chwili rząd na tyle odważny, by zdecydować się na tak duże ryzyko w sferze wpływów podatkowych.

Dlatego rankingowe sukcesy Estończyków najprawdopodobniej przyjdzie nam w przyszłości oglądać z pewnej odległości.

Co oczywiście nie znaczy, że nie powinniśmy dążyć do uproszczenia i zwiększenia efektywności naszego systemu.

>>> Czytaj też: Holandia nie chce już być przedsionkiem rajów podatkowych. Jak nim została?