Jeśli polskie firmy odzieżowe dziś wypadną z rynku długo nie zdołają odbudować swojej pozycji. Nasze marki odzieżowe, obuwnicze, jubilerskie itd. zostaną wyparte przez zachodnie – mówi w wywiadzie z 300Gospodarką Tomasz Ciapała, właściciel Lancerto.

Lancerto działa od 12 lat, to średniego rozmiaru firma odzieżowa ze 100-proc. polskim kapitałem. Prowadzi 48 sklepów – wyłącznie na terenie centrów handlowych.

Katarzyna Mokrzycka, 300Gospodarka: Prowadzi pan firmę, której działalność po raz pierwszy od 12 lat została całkowicie zatrzymana na co najmniej 14 dni. Proszę opisać pierwszych 48 godzin kryzysu. Co, na ten moment jest dla pana największym problemem?

Tomasz Ciapała, właściciel Lancerto: Każdego dnia śledzimy sprzedaż, branża detaliczna jest najbardziej czułym barometrem nastrojów konsumenckich i nastrojów w gospodarce. Już w poprzednim tygodniu, od soboty 7 marca, obserwowaliśmy kilkudziesięcioprocentowy spadek odwiedzin i sprzedaży w naszych sklepach, mimo że nie było jeszcze oficjalnego zakazu działania centów handlowych. Niemal do zera. To wzbudzało niepokój wśród naszych pracowników.

Niemal natychmiast po piątkowym wystąpieniu premiera przekazałem wiadomość, że zamykamy sklepy. Przyznam, że z ulgą. Zatrudniam 230 osób, głównie kobiety, to także matki – czuję się odpowiedzialny za swoich ludzi.

Od soboty pracujemy w naszym sztabie kryzysowym nad opracowaniem rozwiązań na najbliższą i dalszą przyszłość. Bez wahania powiem, że ta sytuacja rodzi komplikacje biznesowe, ale także prawne i społeczne. Znaleźliśmy się w kleszczach kłopotów – musimy i chcemy pracownikom płacić pensje, mam towar z nowej kolekcji, który nie rotuje, a trzeba zapłacić dostawcy (gdy ja mu nie płacę on nie może zapłacić swoim pracownikom).

Nasi dostawcy w Polsce zatrudniają ponad 1 500 osób. Na opłaty czekają także centra handlowe, a ja nie mam absolutnie żadnego wpływu pieniędzy. To oznacza, że mi, jako odbiorcy towaru, normalnie są wystawiane faktury – podwykonawcy czekają na swoje płatności. Moi logistycy czekają, co mają robić, dział marketingu czeka na dyspozycje, księgowość podobnie.

W jednej chwili została zahibernowana cała firma. Sytuacja bez precedensu.

Zatrudnia pan pracowników na umowach o pracę czy w ramach umów cywilno-prawnych?

Mam 230 etatów, w większości to umowy na czas nieokreślony, plus dodatkowo ponad 1500 osób pracuje u dostawców.

Zatrzymane zostały przecież także inne sklepy – mówimy tu to setkach tysięcy zagrożonych miejsc pracy. Formalnie rząd żadnym przepisem centrów handlowych nie zamknął – to najemcom nie wolno otworzyć sklepów.

Teraz ważna dla nas będzie postawa właścicieli galerii handlowych. Jest dla mnie oczywiste, że musimy im wstrzymać płacenie należności. Proszę pamiętać, że największy koszt rodzajowy naszej firmy to zobowiązania wobec galerii handlowych – w zależności od lokalizacji to od 20 do ponad 40 proc. kosztów.

Partycypujemy też w kosztach utrzymania każdej galerii płacąc opłaty eksploatacyjne czy marketingowe.

Z iloma galeriami Pan współpracuje?

Z 48. Nasze sklepy działają wyłącznie w centrach handlowych.

Kontaktował się Pan już z nimi?

Mam zamiar z nimi rozmawiać, zbieram myśli. Dotąd najważniejsza była komunikacja z moimi pracownikami – boją się o swoje zdrowie i pensje. Galerie zaczynam formalnie informować, że wstrzymuję płatności czynszu. Nie mam gotówki.

Do piątku, do godziny zamknięcia galerii, mimo że obroty gwałtownie nam spadały, pokazywaliśmy dobrą wolę i płaciliśmy wszystkie zobowiązania zgodnie z terminem płatności. Czynsze za marzec zostały już przez nas zapłacone. Byliśmy znani z tego, że zawsze płacimy w terminie. Dziś liczymy na to, że one wykażą się dobrą wolą w najbliższej przyszłości.

Komunikujemy się z innymi najemcami, zwłaszcza firmami odzieżowymi, które są w podobnej do naszej sytuacji – w momencie zagrożenia i strachu nikt nie kupuje ubrań. W kraju działa około 400 centrów, w każdym z nich przestały działać wszystkie sklepy i punkty usługowe poza aptekami i sklepami z żywnością. To setki firm, w tym polskich, bez wsparcia wielkich zagranicznych korporacji, i tysiące ich pracowników – średnio 2-3 tys. osób w każdym centrum handlowym. W skali kraju to jest setki tysięcy pracowników tych firm i ich podwykonawców.

Centra handlowe także prowadzą biznes.

Oczywiście, ale pojedyncze centrum handlowe zatrudnia niewielu pracowników, bo opiera swoją działalność przede wszystkim na podwykonawcach – zewnętrzna firma ochroniarska, zewnętrzna firma sprzątająca itp. Nawet jeśli nie dostaną czynszu od najemców przez miesiąc, dwa czy trzy, to budynki nadal są ich własnością – najwyżej bank zroluje im zadłużenie.

Już słyszę, że banki tak zamierzają robić. Nasze umowy najmu nie regulują zaś sytuacji tego typu. Czekamy więc na ich reakcję i odpowiedzialną postawę.

A jakie są reakcje banków na sytuację, w której znalazła się firma?

Komunikujemy się z bankami, żeby uświadomić im, w jakiej sytuacji się znaleźliśmy – odcięcie od gotówki – i na razie oba banki, z którymi współpracujemy są spokojne; włączyły tryb analizy. Nie spodziewam się strzałów z ich strony.

Tu już nie chodzi o to, czy rząd „wyłączy” sklepy za 14 czy za 20 dni, tylko o to, że czas wyłączenia spowoduje ogromne nagromadzenie się zapasów. To oznacza konieczność wyprzedaży towaru za bezcen – żeby tylko odzyskać płynność. To także osłabienie popytu. Z tym zaś wiąże się spadek marży.

To dotyczy też zamkniętych sklepów meblarskich czy budowlanych. Myślę, że wchodzimy w globalną recesję, to nieuniknione. Ważne jest, czy wejdziemy w nią z pomysłem.

A jak widziałby Pan ten pomysł? Czy ma pan w tej chwili własne rozwiązania, które spróbuje pan zastosować?

Problem nie dotyczy tylko nas, ale wszystkich firm handlowych. W najgorszej sytuacji są polscy pracodawcy, gdyż my tutaj mamy swoje centrale, fabryki czy centra logistyczne. Nasze straty będą najbardziej bolesne dla gospodarki.

Wraz z największymi polskimi markami wysłaliśmy wczoraj list do Minister Emilewicz. Trudne czasy wymagają szybkich decyzji – zorganizowaliśmy się i powołaliśmy organ pod nazwą Polscy Pracodawcy Handlu Detalicznego. To ponad 20 polskich firm, takich jak LPP, Kazar, Lancerto, Ochnik, Tatuum, CCC itd.

Polskie detaliczne firmy odzieżowe mają szczególne znaczenie dla gospodarki – tu mamy swoje centrale, zarządy, projektantów, działy zakupów, w łańcuchu działania dajemy tu pracę kilkudziesięciu tysiącom osób i tu płacimy podatki. Trudno nam się na co dzień konkuruje z gigantami ze świata, a co dopiero teraz.

W znalezienie wyjścia z tej sytuacji, w jakiej jest nasza branża musi być zaangażowanych wiele stron: banki, właściciele centrów handlowych, rząd, najemcy, ZUS, US, pracownicy i cały łańcuch dostawców. Każdy będzie musiał wziąć współodpowiedzialność.

Jako priorytet musimy poszukać z galeriami handlowymi nieszablonowych rozwiązań. Nikt przecież nie zawinił. Epidemia ma charakter globalny. Umowy najmu nie były przygotowane na ten scenariusz. Centra handlowe muszą nam umorzyć czynsze na najbliższe pół roku. To jest taki pierwszy pomysł.

Czego w tej sytuacji oczekuje pan od rządu i programów wsparcia kryzysowego, nad którym trwają prace?

Liczymy na odłożenie płatności publicznych. To trochę jak w działaniach przeciwko rozprzestrzenianiu się wirusa – minister zdrowia stara się aby nie doszło do kumulacji zarażeń, próbuje ten proces rozciągnąć w czasie. My w naszym stanie chcielibyśmy móc działać podobnie.

Na horyzoncie widać spowolnienie, a jeśli ludzie zaczną tracić pracę to konsumpcja zwolni. Chcemy do tego czasu wrócić na tory, odzyskać płynność.

W tej chwili mamy firmę wyhamowaną do zera. Jestem zupełnie wyłączony z ruchu. Potrzebujemy większej elastyczności jeśli chodzi o zatrudnianie i rozwiązywanie umów z pracownikami. Potrzebujemy przepisów pozwalających na skrócenie wymiaru czasu pracy i zmianę zasad rozliczania czasu pracy.

Myślę też, że jeśli mamy utrzymać pensje na obecnym poziomie to pewną część obniżonego wynagrodzenia może pokrywać Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Socjalnych. Ważne byłoby odroczenie płatności do ZUS i do urzędu skarbowego na jakiś czas.

I nie chodzi o to, żeby rząd rozdawał nam jakieś pieniądze – potrzebujących będzie teraz bardzo dużo – a raczej, by rząd, na przykład w porozumieniu z naszym ugrupowanie branżowym, zdiagnozował te miejsca w gospodarce, gdzie może podziałać swoimi decyzjami, np. uświadomić niektórym graczom, że nie są samotnymi wyspami i od ich decyzji zależy sytuacja, tak ich biznesowych partnerów, jak i ich samych. Musimy mieć możliwość renegocjacji warunków najmu.

Myślę, że także banki powinny dać jasny sygnał do centrów handlowych, żeby na kilka miesięcy znieść opłaty dla najemców. Banki muszą dać centrom handlowym płynność. My damy optymistyczny sygnał pracownikom i firmom, które dla nas wykonują usługi (produkcja, IT, logistyka, firmy marketingowe, dostawcy mediów itd).

Czy szybko rosnąca sprzedaż internetowa może odbudować część straconej sprzedaży w klasycznych sklepach?

Oczywiście, kanał internetowy został otwarty kilka lat temu i bardzo szybko się rozwijał, ale w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia sprzedaż internetowa momentalnie spadła – ludzie myślą o dzieciach, lekach, pensji, ale nie myślą o kupnie odzieży. Nawet gdy ten kryzys minie e-handel nie zdoła odrobić strat. Nie możemy polegać na tym, że internet nas uratuje i będziemy w stanie zapłacić wszystkie zobowiązania. Nie w naszej branży.

Dla galerii handlowych nie ma dziś alternatywy. Ulice handlowe dawno przestały istnieć.

Przepraszam, to brutalne pytanie, ale czy przeszło panu przez myśl, że będzie pan musiał zamknąć część sklepów?

Jeżeli wszystkie strony prowadzonego przeze mnie biznesu nie zachowają się odpowiedzialnie, to będę musiał zamknąć całą firmę, którą budowaliśmy kilkanaście lat.

Problem dotyczy wszystkich sklepów, nie części sklepów. Proszę pamiętać, że gros firm już w ciągu ostatniego roku notowała gorsze wyniki, zwiększyły się obciążenia podatkowe, straciliśmy handel w niedziele – to kumulacja niekorzystnych zdarzeń.

Przed nami prawdziwy test odpowiedzialności. Test odpowiedzialności centrów handlowych za najemców i test odpowiedzialności najemców za pracowników i dostawców. Jeśli polskie firmy handlowe dziś wypadną z rynku długo nie zdołają odbudować swojej pozycji. Nasze marki odzieżowe, obuwnicze, jubilerskie itd. zostaną wyparte przez zachodnie.

CZYTAJ TEŻ:

>>> Tarcza antykryzysowa: 11 najważniejszych punktów pakietu rządowego

>>> Prezes Polfy Tarchomin: Rynek na płyny dezynfekcyjne już nigdy nie spadnie do poziomu sprzed epidemii [Wywiad 300Gospodarki]