Zmiany klimatyczne są najdotkliwiej odczuwane przez rolnictwo, dlatego to właśnie rolnikom powinno zależeć najbardziej na ochronie klimatu – mówi w wywiadzie z 300Gospodarką dr hab. inż. Zbigniew Karaczun.

Zbigniew Karaczun pracuje w Katedrze Ochrony Środowiska SGGW w Warszawie. Prowadzi badania w zakresie zarządzania środowiskowego, polityki zrównoważonego rozwoju terenów wiejskich, zarządzania ochroną klimatu i adaptacji do zmian klimatu, oddziaływania przemysłu na środowisko, ze szczególnym uwzględnieniem agrosystemów. Jest ekspertem Koalicji Klimatycznej – polskiego zrzeszenia stowarzyszeń klimatycznych.

Barbara Rogala, 300Gospodarka: Dużo się mówi o transformacji energetycznej, podczas gdy transformacja rolnictwa jest traktowana po macoszemu – czy ona jest mniej ważna?

Zbigniew Karaczun: Rolnictwo jest bardzo ważne z punktu widzenia zmiany klimatu dlatego, że jest prawdopodobnie najbardziej wrażliwym na jego skutki sektorem. Czynniki decydujące o powodzeniu produkcji rolnej – długość okresu wegetacyjnego, temperatura, rozkład i ilość opadów, ekstremalne zdarzenia pogodowe – to właśnie czynniki klimatyczne modyfikowane przez skutki zmiany klimatu. Rolnictwo będzie się zmieniało dlatego, że zmienia się klimat.

Poza tym rolnictwo jest bardzo istotnym źródłem emisji gazów cieplarnianych. W zależności od badań, odpowiada ono za 12-14 proc. ich emisji. To wszystko przez metan, którego głównym źródłem emisji jest fermentacja jelitowa przeżuwaczy i emisja z gospodarki odchodami zwierzęcymi, a także drugi pod względem emisji z rolnictwa podtlenek azotu – emitowany w wyniku nawożenia azotem gleb. Problem jest taki, że podtlenek azotu ma 290 razy większy potencjał ocieplenia niż dwutlenek węgla, a metan około 25 razy większy. W związku z tym nawet ich mniejsza emisja powoduje znaczące skutki.

Jaka jest w takim razie pełna skala emisji z rolnictwa?

W Polsce rolnictwo jest odpowiedzialne mniej więcej za 10 proc. emisji krajowej, to jest około 30-33 milionów ton CO2 ekwiwalentnego rocznie.

Przy tym emisji nie można rozpatrywać tylko w kontekście produkcji rolnej, ale całego łańcucha produkcji żywności. Trzeba to liczyć razem z marnowaniem żywności, jej przetwarzaniem, magazynowaniem, transportem – to są wszystko procesy potrzebne, aby ta żywność trafiła na stół, a później żebyśmy albo ją zjedli albo wyrzucili. Przy czym – także z punktu widzenia ochrony klimatu – marnowanie jest ogromnym problemem.

Tak naprawdę sektor wytwarzania i sprzedaży żywności emituje więcej niż każdy inny sektor. Tu też są różne szacunki, ale to jest od 25 do 35 procent emisji globalnych.

Czy tym emisjom gazów cieplarnianych w rolnictwie można jakoś zapobiec lub je zredukować?

Częściowo da się zredukować te emisje, choć to rzeczywiście jest bardzo trudne. Z punktu widzenia ochrony klimatu rolnictwo jest takim trudnym sektorem, bo to są emisje procesowe. One są immanentnie związane z procesem hodowli czy uprawy gleby i nie jest możliwe całkowite ich wyeliminowanie. 

Rolnictwo oferuje jednak wiele metod, które mogą służyć ochronie klimatu. To przede wszystkim zwiększanie pochłaniania i magazynowania węgla w glebie. Gleba jest drugim co do wielkości magazynem węgla i nawet niewielkie zwiększenie związania węgla organicznego byłoby bardzo efektywnym sposobem ochrony klimatu i wycofywania węgla z atmosferycznego obiegu. 

Chodzi na przykład o wykorzystanie resztek roślinnych – nie wywozimy ich z pola, tylko je zostawiamy jako materię organiczną, która tam się rozkłada i wchodzi do próchnicy. Wtedy zwiększamy zawartość węgla organicznego w glebie. Jest szereg metod uprawowych, które mogą przyczynić się do zwiększenia jego zawartości w glebie, wśród nich ochrona gleb organicznych – na przykład torfowych. Niewykorzystywanie, nieosuszanie torfowisk to także bardzo skuteczna metoda ochrony klimatu. 

Czym właściwie zmiany klimatu grożą rolnictwu?

Głównym zagrożeniem w Polsce jest susza. Drugie to to, co teraz obserwujemy – brak zimy, brak przemrożenia ozimin, co powoduje, że plony ozimin będą mniejsze. Przy tym oziminy to przede wszystkim zboża wysiewane jesienią po to, żeby wcześnie je zebrać. Kolejne zagrożenie to nowe choroby oraz większa ilość chorób i szkodników, bo one nie będą przemrożone zimą. To także większe narażenie plonów na późnowiosenne przymrozki, bo rośliny będą wchodziły wcześniej w fazę wzrostu i wystąpienie przymrozków w maju będzie narażało rośliny na stres zimna. 

Z tym wszystkim związana będzie niestabilność produkcji. Proszę spojrzeć – dwa lata temu mieliśmy ogromną nadprodukcję w sadownictwie, w związku z czym nie opłacało się zbieranie owoców. W sadach zmarnował się wtedy mniej więcej milion ton owoców. 

Natomiast trzy lata temu podobnie wcześnie rozpoczął się okres wegetacyjny, ale przyszedł przymrozek i plony były trzykrotnie niższe niż średnie wieloletnie. To zagraża i cenom produktów rolnych, i producentom, bo oni nie odzyskują zainwestowanych pieniędzy na przykład wtedy, gdy wystąpi susza, a przy nadprodukcji nie będą mogli sprzedać plonów. 

Jaki jeszcze wpływ rolnictwo wywiera na środowisko? 

Dwa inne kierunki wpływu rolnictwa to degradacja gleb, a także zanieczyszczenie wód. Rolnictwo jest w zasadzie największym źródłem związków biogennych, które wpływają do wód. To są związki fosforu i azotu, które dostają się do wód przez tak zwany spływ powierzchniowy. W przypadku Polski on jest mniej więcej dziesięciokrotnie większy niż ze źródeł punktowych. To istotne źródło zanieczyszczeń. 

A warto o tym mówić szczególnie dlatego, że są skuteczne metody, które można wdrażać w rolnictwie i w planowaniu przestrzennym, które będą zmniejszały ten negatywny wpływ rolnictwa na wody. To przede wszystkim utrzymywanie pasów zadrzewień i zakrzewień wzdłuż cieków wodnych, wzdłuż linii brzegowych jezior. To jest bardzo skuteczna bariera geochemiczna, która zmniejsza zawartość biogenów, oczyszczając spływającą wodę. 

Skoro są na to sposoby – czemu obecnie w rolnictwie nie stosuje się masowo tych rozwiązań? 

Wymaga to zmiany polityki rolnej zarówno w Unii Europejskiej, jak i w Polsce. Bardzo silna degradacja gleb jest jednym ze skutków dotychczasowej polityki. Presja ekonomiczna wywierana na rolników sprawia, że oni produkują w sposób nie do końca właściwy. 

Na przykład skrajnie upraszczają lub rezygnują z płodozmianu, co powoduje, że gleba nie odpoczywa, nie regeneruje się i traci swoje właściwości. Zwłaszcza jeśli nie jest nawożona naturalnie, czyli nawozami organicznymi lub kompostem. Poza tym presja na rozłączenie produkcji rolnej – roślinnej i zwierzęcej – także bardzo negatywnie wpływa na glebę, bo tracimy naturalny nawóz, jakim jest obornik. 

W ramach Europejskiego Zielonego Ładu Unia wdraża całą strategię dla rolnictwa – “od pola do stołu”:  na czym ona będzie polegała? 

Mam nadzieje, że będzie to początek zmian w podejściu do polityki rolnej Unii Europejskiej. Dziś okazuje się, że dotychczasowe narzędzia wspólnej polityki rolnej UE nie były skuteczne w rozwiązywaniu większości problemów europejskiej wsi i europejskiego rolnictwa. 

Obecnie głównym mechanizmem wsparcia rolników są płatności bezpośrednie – rolnicy dostają pieniądze tylko za to, że posiadają grunty rolne. Efekt jest taki, że 74 procent dopłat w Polsce otrzymuje 20 procent rolników. W UE ta rozbieżność jest jeszcze większa – 80 procent rolników otrzymuje poniżej 20 procent wszystkich dopłat. 

W całej Unii trwa proces porzucania produkcji rolnej przez niewielkie gospodarstwa. W Polsce od wejścia do Unii Europejskiej do dzisiaj zniknęło czy przestało działać około pół miliona gospodarstw rolnych – to bardzo dużo. W wyniku tego pustoszeją wsie, rozwija się coś, co trudno nazwać rolnictwem – produkcja przemysłowa zwierząt i roślin, gdzie bardzo silnie degradowane jest środowisko przyrodnicze.

Strategia “od pola do stołu” ma to zmienić. UE próbuje powrócić do bardziej naturalnego rolnictwa. Zaczyna też dostrzegać, że aby to osiągnąć płatności powinny być nie obszarowe, czyli za posiadanie ziemi, ale za świadczenie przez rolników tak zwanych usług ekosystemowych. Za to, że produkują w taki sposób, że chronią wody, gleby i klimat czy też produkują plony o bardzo wysokiej jakości. To jest położenie większego nacisku na prawidłowe praktyki rolnicze. 

>>> Czytaj więcej na ten temat: Susza w Europie: jak Unia Europejska pomoże rolnikom

Czy reformy będą też sprzyjać temu, żeby w rolnictwie zaczęło pracować więcej ludzi?

Pozwoli to zachować rolnictwo rodzinne, gdzie jednak główną siłą roboczą jest rolnik i  ewentualnie może kogoś zatrudniać lub korzystać z pracy członków rodziny – jego praca i produkowanie na rynek służy utrzymaniu jego rodziny. To taki model, gdzie rolnik i jego rodzina jest producentem, wytwórcą i sprzedawcą żywności dla rynku. 

W parlamencie europejskim w zeszłym tygodniu odbyła się – póki co tylko dyskusja – na temat opodatkowania mięsa. Czy polityka rolna zgodna ze strategią “od pola do stołu”  wpłynie również na wzrost cen mięsa?

Myślę, że pewnie wpłynie i byłoby dobrze, gdyby tak się stało. Tak naprawdę mięso jest po prostu za tanie. Jeżeli kilogram mięsa kosztuje mniej niż kilogram pomidorów, to chyba nie jest do końca w porządku. Te ceny gdzieś zostały zaburzone i to jest fałszywy sygnał rynkowy. Ceny żywności będą musiały wzrosnąć – zwłaszcza mięsa, które ma wysoki ślad węglowy i ekologiczny. 

Być może trzeba będzie wprowadzić podatek węglowy – do ceny produktu będzie trzeba doliczyć jego oddziaływanie na środowisko i na klimat. Dzisiaj energia jest obciążona taką opłatą, bo elektrownie i duże zakłady przemysłowe muszą kupować uprawnienia do emisji. Być może rolnictwo też będzie musiało wprowadzić taki rygor. To może sprawić, że pojawi się zainteresowane zwiększaniem efektywności klimatycznej produkcji. 

Temu powinien towarzyszyć jednak jakiś podatek czy cło na produkty z innych rynków, zwłaszcza z tych krajów, które nie wdrażają w sposób właściwy celów polityki klimatycznej. Nie może być tak, że my opodatkujemy produkcję mięsa, a w efekcie ona przeniesie się do krajów, które takich ograniczeń nie będą miały. 

Przeczytaj również: >>>Niemieccy rolnicy protestują przeciwko ekologicznej polityce rządu. Ale ciężko będzie im odwrócić trendy w kraju

Hodowle przemysłowe i wielkie plantacje nie tylko produkują dużo gazów cieplarnianych, ich istnienie wiąże się też z zanikiem bioróżnorodności. Czy jednak różnorodność biologiczna jest rzeczywiście potrzebna rolnictwu? Przykład tych wielkich gospodarstw mógłby sugerować, że wcale nie, bo generują większe zyski. 

Dla rolnictwa różnorodność biologiczna też jest korzystna. Na przykład w latach 60-tych w Chinach uznano, że ptaki zjadają bardzo dużo ziarna i w związku z tym podjęto działania, by wybić wszystkie ptaki polne. Są takie filmy, gdzie widać, jak martwe ptaki wywożono z pola ciężarówkami. W następnym roku nadeszła tam taka gradacja szkodników i chorób, że nastąpiła klęska nieurodzaju. Stało się to, bo został zaburzony naturalny cykl troficzny – wrogowie szkodników, czyli ptaki, zostały wybite i szkodniki bardzo mocno się rozwinęły. 

Różnorodność biologiczna jest też bardzo ważna, dlatego że ona daje rolnictwu pewien potencjał genów, które czasami wykorzystywane są w produkcji rolnej. Na przykład podkładki mrozoodporne – dzięki nim Polska jest teraz potęgą w produkcji sadowniczej – zostały znalezione wśród dziko żyjących jabłoni i przeniesione do produkcji, a teraz są wykorzystywane w sadownictwie. Dzięki szczepieniu szlachetnych odmian jabłoni lub innych owoców na takich podkładkach, możemy je uprawiać w naszych warunkach klimatycznych. Bez nich uprawialibyśmy tylko kilka odmian, nieco bardziej odpornych na niskie temperatury. 

Podsumowując, z jednej strony to jest bank genów, które możemy wykorzystać wzbogacając i wzmacniając produkcję rolną. Ale co ważniejsze – różnorodność biologiczna jest także elementem gwarantującym stabilność systemu przyrodniczego i jego odporność na negatywne oddziaływania.

Dużo na przykład mówi się o zadrzewieniach śródpolnych – one zmniejszają siłę wiatru, stanowią miejsce schronienia dla pożytecznych organizmów, czyli płazów, gadów, ptaków, które między innymi mogą ograniczać ilość szkodników. Są także dużym zbiornikiem retencjonującym wodę, więc przynoszą ogromną korzyść dla całego systemu wokół tego zadrzewienia. Przynoszą więc korzyść także rolnikowi. 

Trzeba o tym mówić, bo w polskiej szkole – zarówno podstawowej jak i w średniej – nie uczy się o zmianie klimatu i o tym, jak ważna dla ludzi jest ochrona środowiska. Najważniejszego problemu cywilizacyjnego – zmiany klimatu – nie ma w polskiej podstawie nauczania. Moim zdaniem to skandal!

Czy polskie rolnictwo korzysta z tej wiedzy i jest przygotowane na zmiany klimatu?

Myślę, że nie. Częściowo winą jest ten brak edukacji, o którym mówiłem. My dopiero zaczynamy się tym martwić i o tym dyskutować. Polska ma teraz program adaptacji do zmian klimatu, ale bardziej szczegółowo jest on przygotowany tylko dla dużych miast, natomiast brakuje nam strategicznego planu adaptacji dla rolnictwa i terenów wiejskich. Brak nam też strategicznego planu jak wspierać i wpływać na rolnictwo, żeby ono redukowało swoją emisję i uczestniczyło w działaniu na rzecz ochrony klimatu. 

Jeśli chodzi o prawo – reforma wspólnej polityki rolnej jest konieczna, bo do tej pory w Unii słabo dostrzegano te problemy i nie rozwiązywano ich skutecznie. Jednocześnie świadomość ekologiczna rolników rośnie: oni wiedzą, że już dzisiaj są ofiarami skutków zmiany klimatu i już z tego powodu cierpią, a ich dochody spadają. 

Czy to nie powinien być w takim razie priorytet działań dla Polski?

Tak, to powinien być w tej chwili priorytet. Czasami mówi się o tym, że należy wprowadzić ubezpieczenia od suszy, ale przecież żadna firma ubezpieczeniowa nie udzieli ich wiedząc, że prawdopodobieństwo jej wystąpienia w tej chwili wynosi 75-90 procent. Rolnicy muszą domagać się, aby szukano innych rozwiązań.

Dużo się mówi o tym, że w Polsce robi się wiele rzeczy, które sprzyjają suszom. Czy rzeczywiście tak jest?

To prawda, po II Wojnie Światowej w Polsce prowadzono bardzo intensywne melioracje osuszające – po wojnie kraj był wygłodniały, trzeba było zdobyć jak najwięcej areału na produkcję, dlatego osuszano co tylko było można. Niestety kontynuowano to przez wiele kolejnych dekad. Efektem jest to, że spływ wody do Bałtyku bardzo przyspieszył – woda opadowa, która bardzo szybko przenika do rowów melioracyjnych, tymi rowami jest odprowadzana do rzek i bardzo szybko odpływa do morza. 

Dziś  kluczowym wyzwaniem w świetle zmiany klimatu jest przedłużenie czasu, kiedy woda jest retencjonowana w obiegu naturalnym. Najważniejsze działania powinny polegać na  odtwarzaniu tych naturalnych terenów podmokłych, które zostały osuszone, utrzymywanie i nawadnianie torfowisk, bo to największe magazyny retencyjne wody, bo one utrzymują tę wodę przez bardzo długi okres. My musimy teraz zatrzymywać wodę na terenach rolnych jak najdłużej, by wydłużyć okres jej ucieczki do Bałtyku. Bo jak się tam dostanie, to tracimy ją bezpowrotnie dla rolnictwa i gospodarki.

No ale czy pojedynczy rolnik nie uzna, że to mu się nie opłaca, żeby chronić podmokłe łąki lub pozwolić wodzie wsiąkać w ziemię na jego polu?

Rolnicy w tej chwili największe straty ponoszą właśnie w wyniku suszy. Zatrzymywanie wody w ekosystemie, podnoszenie poziomu wody w rowach melioracyjnych, prowadzenie takich praktyk rolnych i upraw, gdzie zwiększa się tak zwana retencja glebowa, to metody, które mogą być stosowane na terenach rolniczych i będą przynosiły rolnikom korzyści. To będzie wzmacniało odporność agrosystemów rolniczych na skutki suszy – a to jest w tej chwili najważniejsze wyzwanie, bo wody jest obecnie bardzo mało.

Może być też tak, że rolnik będzie musiał wyłączyć część pola lub łąki, by odtworzyć staw, zbiornik, torfowisko czy mokradło. Pomysł jest taki, żeby dostawał rekompensatę za to, że nie może uprawiać tego fragmentu pola. W Unii Europejskiej w ramach płatności rolno-środowiskowo-wodnych jest taki mechanizm – za to można będzie zapłacić rolnikowi. Ale chodzi o to, żeby te płatności nie tylko równoważyły właścicielowi utracony dochód, ale także wprowadzały zachętę – także finansową – żeby to robił. Bo dzięki temu działaniu świadczy on usługę ekosystemową – zwiększa odporność Polski na suszę. 

Czy zmiany klimatu mogą przynieść rolnictwu korzyści? Czasem mówi o tym, że powrócimy do zapomnianych winiarskich tradycji dzięki wyższym temperaturom.

Wszystkie modele przygotowywane dla polskiego rolnictwa wskazują, że straty będą znacząco większe niż korzyści. Korzyści pewnie będą. Możemy się spodziewać pozytywnego wpływu tzw. efektu nawozowego, ale w obliczu strat jakie powodować będzie susza i zmiana rozkładu opadów, korzystne oddziaływanie nie doprowadzi do wzrostu plonów. 

Tak, wraca możliwość produkcji wina w Polsce, ale proszę zauważyć, że zazwyczaj nie kupujemy wina polskiego, tylko z regionów winiarskich z długimi tradycjami, dlatego że o jakości wina nie decyduje tylko możliwość uprawy winogron, ale wiele czynników, czyli tak zwany terior. To gleba, wilgotność powietrza, rozkład temperatur w ciągu roku, liczba dni słonecznych. My oczywiście możemy, produkować wino, ale moim zdaniem nie możemy oczekiwać, że będzie to wino klasy premium. Ponadto brak tradycji winiarskich sprawi, że będziemy musieli ją zbudować, więc będzie ono bardzo kosztowne.

Z tego wynika, że perspektywy dla rolnictwa są jednak pesymistyczne. Co można zrobić, by zmniejszać te negatywne skutki? 

Rolnicy powinni zdać sobie sprawę, że w ich interesie są wszelkie działania na rzecz ochrony klimatu. Te zmiany są najdotkliwiej odczuwane właśnie przez ten sektor, dlatego to właśnie rolnikom powinno zależeć na ochronie klimatu. Oni także powinni widzieć potrzebę adaptowania się do skutków zmian klimatu i zmieniać swoje techniki uprawowe i hodowlane, by zmniejszać emisje gazów cieplarnianych do środowiska – nawet na własną rękę. 

Na ile wesprze ich transformacja rolnictwa planowana przez UE?

Ja się nie spodziewam, że w ramach tej reformy już w najbliższych latach podjęte zostaną jakieś bardzo radykalne działania, które spowodują głęboką zmianę, natomiast to jest kierunek, który powinien być wspierany. Chociaż część ruchów ekologicznych i część naukowców zajmujących się rolnictwem mówi, że polityka rolna Unii Europejskiej wymaga rewolucji, a nie ewolucji, to obawiam się, że politycznie nie jesteśmy na to gotowi. Te zmiany zapewne nie będą tak radykalne – będą wspierać ten kierunek, ale nie spowodują, że za pięć lat rolnictwo kompletnie się zmieni. 

Ale czy my nie potrzebujemy gwałtownie skierować rolnictwa na nowe tory? 

Mamy lobby wielkich producentów rolnych, które będą bardzo silnie blokowały jakiekolwiek zmiany. To dlatego będzie trudno tego dokonać. Także politycznie to jest dosyć wrażliwy sektor – w związku z tym sądzę, że raczej to będzie powolna ewolucja niż gwałtowna zmiana.

Czy z perspektywy celu neutralności klimatycznej to nie jest za wolno?

Ja się boję, że tak. Proszę też pamiętać, że na rolnictwo trzeba patrzeć globalnie – procesy te dotkną też rolników już dziś znajdujących się w strefach gorących czy tropikalnych. Tam wzrost temperatury może być tak duży, że nic nie uda się tam wyprodukować. To może zwiększyć liczbę konfliktów o wodę, o zasoby, o żywność.

Zaniedbanie wpływu klimatu na rolnictwo może mieć katastrofalne skutki?

Przecież wojna domowa w Syrii też ma początek w skutkach zmiany klimatu i tym, że zniszczone zostało syryjskie rolnictwo, ludzie wyemigrowali do miast, zabrakło im chleba i zbuntowali się, co było jednym ze źródeł konfliktu. Z kraju o mającej tysiące lat historii dziś nie zostało prawie nic. 

Wywiad powstał w ramach Tygodnika Klimatycznego 300KLIMAT. Na nasz nowy cotygodniowy newsletter, któremu partneruje IMPACT, możesz zapisać się tutaj.

Czytaj również:

>>> NYT: W państwach Europy Środkowo-Wschodniej działa mafia rolnicza bogacąca się na unijnych dotacjach

>>> Musimy zaakceptować to, że odejście od węgla to nieuchronny, trwający od wielu lat trend – wywiad z Aleksandrem Śniegockim z WiseEuropa