Jednym z najczęściej omawianych w kampanii europejskiej postulatów gospodarczych, które mogą w następnej kadencji odmienić Unię Europejską, jest ustanowienie nowej, europejskiej płacy minimalnej, która obowiązywałaby we wszystkich krajach członkowskich.

Ustanowienie płacy minimalnej ma w zamyśle ochronić pracownika przed wyzyskiem ze strony pracodawców, np. w sytuacji, gdy ten oferuje stawkę tak niską, że w warunkach rynkowych nie jest ona wystarczająca na pokrycie podstawowych wydatków na życie.

Do takich sytuacji może dochodzić np. przy wysokim bezrobociu, gdy pracownicy muszą rywalizować ze sobą o stanowisko. W znacznie lepszej sytuacji podczas negocjacji płacowych jest wówczas pracodawca.

Zwolennicy płacy minimalnej wymieniają także takie zalety tego rozwiązania, jak ograniczenie nierówności dochodowych, motywowanie do podjęcia pracy (czego na ogół nie oferują takie rozwiązania jak zasiłki socjalne czy dochód gwarantowany), a także stymulacja konsumpcji, a co za tym idzie – wzrostu gospodarczego.

Przeciwnicy z kolei wskazują na podwyższenie kosztów pracy, obciążenie kosztami wprowadzenia płacy minimalnej przedsiębiorców, przenoszenie przez przedsiębiorców produkcji za granicę (do krajów o niższej stawce lub bez niej), a nawet wzrost bezrobocia w wyniku redukcji etatów w przedsiębiorstwach.

Postulaty europejskich liderów

Czołowi unijni politycy wydają się popierać pomysł wspólnej płacy minimalnej. Obecny szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker podczas spotkania z przedstawicielami Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych (European Trade Union Confederation – ETUC) w Wiedniu wyraził potrzebę ustanowienia europejskiej płacy minimalnej.

– Wszyscy pracownicy powinni mieć zagwarantowaną pensję minimalną, która pozwala im na prowadzenie normalnego życia bez konieczności zatrudnienia w czterech czy pięciu miejscach i bez obawy o utratę swojego domu – powiedział Juncker.

Wprowadzenie pensji minimalnej stało się też jednym z głównych postulatów wyborczych Fransa Timmermansa, kandydata Partii Europejskich Socjalistów do objęcia stanowiska szefa KE po wyborach.

Obecny pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej podczas debaty nad przyszłością Unii Europejskiej w Warszawie 6 maja zasugerował już znacznie bardziej konkretne rozwiązania.

W opinii Timmermansa aby skutecznie obniżyć nierówności dochodowe w Europie, należy wprowadzić pensję minimalną w każdym państwie unijnym w wysokości 60 proc. mediany zarobków w danym kraju. – Koniec z pracą za trzy euro za godzinę – postulował Timmermans.

Od propozycji swojego kandydata na najważniejszą osobę w UE nie odżegnują się europejscy Socjaliści.

W wywiadzie dla brytyjskiego „The Independent” Udo Bullmann, lider frakcji socjalistów w Parlamencie Europejskim, potwierdził, że jego partia opowiada się za ustanowieniem europejskiej płacy minimalnej na poziomie 60 proc. – lecz, co ciekawe, już nie mediany, a średniej zarobków w każdym państwie:

– Jesteśmy za ogólnoeuropejskim systemem płacy minimalnej – to jeden z kluczowych postulatów. Uważamy, że powinna być ona wprowadzona w każdym państwie – lecz nie na dowolnym poziomie, a konkretnie w wysokości 60 proc. średniej płacy – stwierdził Bullmann.

Podczas debaty kandydatów na przewodniczącego Komisji Europejskiej zorganizowanej na Uniwersytecie Maastricht w Holandii swoje poparcie dla pomysłu wprowadzenia unijnej płacy minimalnej wyrazili wszyscy jej uczestnicy.

Wśród nich znaleźli się Bas Eickhout i Ska Keller – dwoje możliwych kandydatów Zielonych – a także Guy Verhofstadt z liberalnej ALDE, Violeta Tomić z Partii Europejskiej Lewicy i Jan Zahradil z Sojuszu Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (do którego należy m.in. Prawo i Sprawiedliwość).

Od koncepcji wprowadzenia płacy minimalnej w całej Unii zdystansował się z kolei jeden z najpoważniejszych kandydatów do objęcia funkcji przewodniczącego KE – Manfred Weber z Europejskiej Partii Ludowej (do której należą Platforma Obywatelska i PSL). Co ciekawe, do tej partii należy również opowiadający się za tym postulatem obecny szef KE Juncker.

Weber nie wziął udziału w debacie zorganizowanej w Maastricht, ale w późniejszej, w której skonfrontował się z pozostałymi kandydatami. Zapytany o opinię na temat propozycji Timmermansa i Socjalistów nawiązał do swojej ostatniej wizyty w Portugalii, gdzie spotykał się z młodymi wyborcami.

– Oni nie pytają o płacę minimalną. Młode pokolenie chce pracy – dobrze płatnej pracy. To dlatego potrzebujemy dobrej polityki gospodarczej, aby stworzyć te miejsca pracy – stwierdził Weber.

Można zatem wywnioskować, że lider EPP nie podziela entuzjazmu innych kandydatów wobec pomysłu wprowadzenia europejskiej płacy minimalnej i prawdopodobnie nie ma w planach jego realizacji.

Europejskie realia – Polska w ogonie nominalnie i w czołówce realnie

Jak jednak mają się te plany, popierane przez większość kandydatów na szefa KE od prawej do lewej strony sceny politycznej, do europejskiej rzeczywistości?

W tej chwili z 28 państw Unii Europejskiej jedynie w sześciu nie ma ustalonej ogólnokrajowej płacy minimalnej: w Austrii, na Cyprze, w Danii, w Finlandii, we Włoszech i w Szwecji.

W pozostałych państwach różnice między wysokościami płacy minimalnej są jednak bardzo duże.

Według danych Eurostatu na styczeń 2019 roku zdecydowanie najwyższa miesięczna płaca minimalna obowiązuje w Luksemburgu – aż 2071 euro. Na kolejnych miejscach plasują się Irlandczycy (1656,20 euro), Holendrzy (1615,80 euro), Belgowie (1593,81 euro) i Niemcy (1557 euro).

Polska pod tym względem jest na szarym końcu stawki – nasza płaca minimalna to w przeliczeniu 523,09 euro (2250 zł). Wyprzedzamy jedynie Słowację, Czechy, Chorwację, Węgry, Rumunię, Łotwę i Bułgarię, która ma najniższy wynik nominalny w UE (286,33 euro).

Niewątpliwie więc różnica nominalna między poszczególnymi krajami Unii jest ogromna – Luksemburg i Bułgarię dzieli aż 1784,67 euro miesięcznie.

Nieco ważniejsza jest jednak inna statystyka, czyli płaca minimalna z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej. Za tę samą kwotę w euro nie kupimy bowiem tyle samo dóbr i usług w Bułgarii i w Luksemburgu.

Eurostat dzieli kraje unijne w tej statystyce na trzy odrębne grupy – w pierwszej znajdują się kraje, w której płaca minimalna wynosi mniej niż 800 euro po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej. Wśród tych krajów znajdują się Bułgaria (577 euro), Łotwa, Estonia, Czechy, Słowacja, Chorwacja i Węgry (765 euro).

W drugiej grupie umieszczono państwa mieszczące się w przedziale 800-1000 euro. Listę tę otwiera Grecja z wynikiem równo 800 euro. Następnie sklasyfikowano Portugalię, Litwę, Rumunię, Maltę i ex aequo Hiszpanię i Polskę (933 euro).

Okazuje się, że po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej Polska przesuwa się z ogona stawki na jedno z czołowych miejsc – wyprzedzają nas jedynie najbogatsze państwa z najwyższymi stawkami minimalnymi (powyżej 1000 euro). W tym gronie jest tylko jedno państwo, które weszło do Unii w 2004 roku lub później – Słowenia, która znajduje się tuż przed nami z wynikiem 1059 euro.

W świetle postulatu o ustanowieniu europejskiej płacy minimalnej w oparciu o wysokość mediany zarobków w danym kraju warto też przeanalizować, jaki procent tej mediany stanowiła płaca minimalna w poszczególnych krajach Unii w ostatnich latach.

Eurostat dysponuje statystykami dotyczącymi tej kwestii aktualnymi na lipiec 2014 roku. Wówczas proporcje w krajach Unii wahały się między 40 a 66 proc. Zatem pięć lat temu niektóre państwa UE spełniały już wymogi propozycji Fransa Timmermansa – były to Portugalia, Francja i Słowenia.

Nowszymi danymi, bo z 2017 roku, dysponuje OECD. Wówczas powyżej progu wciąż była Francja i Portugalia, a Słowenię zmieniła Rumunia. Polska była jedynie jedno miejsce niżej – nasz wskaźnik wynosił wtedy 54 proc.

Dużo trudniej byłoby dostosować się do granicy ustalonej na poziomie 60 proc. średnich zarobków. Ze względu bowiem na przekłamujący wpływ wartości skrajnych, zazwyczaj w przypadku wynagrodzeń skrajnie dużych, średnia wynagrodzeń osiąga wyższe wartości niż ich mediana.

Według danych OECD na 2017 rok żaden z krajów Unii nie przekroczył nawet granicy 50 proc. udziału wartości płacy minimalnej w wartości średniego wynagrodzenia. Po raz kolejny wysoko w tym zestawieniu na tle Europy uplasowała się Polska – zajęliśmy czwarte miejsce w całej UE ze wskaźnikiem 44 proc.

Z kolei zgodnie z danymi GUS w kwietniu 2019 roku średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 5015 zł brutto – to oznacza, że 60 proc. płaca minimalna musiałaby wynieść 3009 zł, czyli aż 759 zł (33,73 proc.) więcej niż obecnie.

Trudno wyobrazić sobie nagłe podwyżki tego rzędu zarówno w Polsce, jak i pozostałych krajach Europy.

Czy to się uda?

Wielu ekonomistów ostrzega przed podnoszeniem płacy minimalnej – prof. Leszek Balcerowicz twierdzi, że zbyt wysoka płaca minimalna zniechęca przedsiębiorców do zatrudniania pracowników o małym doświadczeniu zawodowym, czyli głównie młodych.

Z drugiej jednak strony Federacja Przedsiębiorców Polskich już teraz zapowiada, że obecna wysokość minimalnej stawki nie odzwierciedla warunków rynkowych – pracodawcy płacą bowiem więcej. W związku z tym doradzają oni podniesienie jej w przyszłym roku do wysokości 2500 zł brutto.

Nie można też wykluczyć, że zmiany w płacy minimalnej będą miały wpływ na emigrację zarobkową wewnątrz Unii – jeśli np. Bułgarów stać będzie na utrzymanie za minimalną stawkę w swoim kraju, to nie będą tak chętni do wyjazdu za chlebem na Zachód.

Innym pytaniem jest jednak, co o takim pomyśle powiedzieliby bułgarscy przedsiębiorcy – czy tamtejszy rynek stać na takie wzrosty?

Niewątpliwie jednak jeśli nowa Komisja i Parlament Europejski będą wprowadzać przepisy o wspólnej minimalnej pensji, to łatwiej będzie im to zrobić w oparciu o medianę, a nie średnią zarobków, gdyż podniesienie płacy minimalnej w całej Europie o ok. 30 proc. jest trudne do wyobrażenia.