Dla Niemiec, największej gospodarki Europy, koronawirus to tylko jeden z pilnych problemów do rozwiązania. Drugim jest pytanie, jak zaradzić ewentualnym przejęciom bardzo dziś tanich niemieckich firm przez inwestorów z zagranicy.

Lufthansa dostała wyjątkowo mocny cios. Uziemione loty, zamknięte granice i brak perspektyw na alternatywne źródła dochodu. Nikt nie wie, jak długo to potrwa.

Jeszcze w lutym za jedną akcję niemieckich linii lotniczych trzeba było zapłacić ponad 15 euro. Obecnie to okolice 9 euro.

Prawie 70 proc. akcjonariuszy Lufthansy pochodzi z Niemiec, a w piątek monachijski inwestor Heinz Hermann Thiele zwiększył swoje zaangażowanie w spółkę do 10 proc. jej akcji.

Firma nie musi się jednak obawiać wrogiego przejęcia przez inwestorów z zagranicy: utraciłaby wtedy znaczną część swoich praw do lotów ze względu na umowy międzynarodowe.

Ale co z innymi niemieckimi spółkami? Najgoręcej jest w Bawarii i Badenii-Wirtembergii – ojczyznach firm motoryzacyjnych i ich dostawców. To także sytuacja bez wyjścia, bo nikt przecież teraz nie będzie kupował samochodów.

Akcje producenta samochodów BMW jeszcze przed wybuchem epidemii były wyceniane na ponad 70 euro – obecnie są to okolice 40; Daimler, właściciel marki Mercedes, spadł z pułapu 50 euro za akcję do poziomu 20. Na początku roku za udział w koncernie Volkswagen trzeba było zapłacić ponad 170 euro – po koronaobniżce to 90 euro.

Polityka regionalna

W piątek premier landu Bawaria Markus Söder niemalże błagał o zakazanie przejęć niemieckich firm przez inwestorów zagranicznych.

”Kiedy po zakończeniu tego kryzysu okaże się, że prawie cała bawarska i niemiecka gospodarka jest w obcych rękach, że nie mamy już żadnych możliwości kontroli, to nie będzie to tylko kryzys medyczny”, zauważył Söder.

„Wtedy będzie to również całkowita zmiana w globalnym porządku ekonomicznym. Musimy się na to uzbroić i przeciwdziałać”, apelował bawarski polityk.

Södera martwi się, że w przypadku spółek giełdowych sam spadek cen akcji oznacza, że inwestorzy, którzy mają jeszcze wystarczające rezerwy, mogą stosunkowo tanio wykupić akcje w niemieckich spółkach.

“Nie możemy dopuścić, aby wielki przemysł upadł, ani żeby został wykupiony”, skomentował bawarski minister gospodarki Hubert Aiwanger.

Söder nie wymienił żadnych konkretnych krajów, z których mogłyby pochodzić próby przejęcia, ale nie trzeba nadprzyrodzonych zdolności dedukcji, aby domyślić się, jakiego scenariusza boi się Bawarczyk.

Chiny nadal są zainteresowane nowoczesnymi technologiami zagranicznymi – nawet jeśli liczba przejęć dokonywanych przez chińskie przedsiębiorstwa znacznie się zmniejszyła jeszcze przed rozprzestrzenieniem się pandemii.

W dodatku kraj powoli otrzepuje się z kryzysu pandemii koronawirusa, podczas gdy w Europie mówi się, że najgorsze cały czas przed nami.

Co na to Berlin?

Niemiecki minister gospodarki Peter Altmaier ma teraz pełne ręce roboty. Ponieważ wiele granic zostało zamkniętych, sieci handlowe obawiają się problemów z zaopatrzeniem. Aby temu zapobiec Altmaier chce złagodzić przepisy antymonopolowe i pozwolić firmom na większą współpracę.

Altmaier chciałby, aby sieci handlowe mogły bezpiecznie dostarczać żywność ludności.

„Jeśli przemysł spożywczy i handel detaliczny będą współpracować w celu zapewnienia dostaw żywności dla obywateli w czasie kryzysu, wtedy podejmiemy temat prawa kartelowego z urzędami antymonopolowymi i znajdziemy rozwiązanie”, powiedział Altmaier niemieckiemu tygodnikowi Der Spiegel.

Zmiana prawa antymonopolowego brzmi w ustach Altmaiera kontrowersyjnie: to on chciał tworzyć europejskich czempionów poprzez betonowanie rynku, za co opinia publiczna odsądziła go od czci i wiary. Dziennikarze wskazywali, że potęga Europy wynika z wolnego dostępu do rynku i że są to również podstawowe wartości Unii Europejskiej.

Co ciekawe, tworzenie europejskich czempionów popierały także Polska i Francja (więcej na ten pisaliśmy tutaj: Polska, Niemcy i Francja zawiązują sojusz: mają sposób na poskromienie firm z Chin).

Nadzwyczajne czasy – nadzwyczajne przyzwolenia

Obecnie jednak niewielu porywa się na krytykowanie Altmaiera. Według informacji Der Spiegel chce on zasilić gospodarkę 700 mld euro i w tym celu zadłużyć najbardziej oszczędny kraj w Europie nawet do wysokości 5 proc. PKB.

Do tego mają dojść mechanizmy, które nie pozwolą obcemu kapitałowi przejmować przecenionych niemieckich firm.

Czas na takie działania jest wymarzony – jak informowaliśmy kilka dni temu, kraj obiegła informacja o tym, że prezydent USA Donald Trump chciał przejąć niemiecką firmę pracującą nad szczepionką na koronawirusa SARS-CoV2.

Po takiej informacji grunt jest świetny: nikt nie będzie się sprzeciwiał dodatkowym ograniczeniom prawa, aby srebra rodowe niemieckiego przemysłu nie poszły za bezcen w zagraniczne ręce.

Ministerstwo Gospodarki odwołało się do przepisów prawa handlowego, zgodnie z którymi rząd federalny ma możliwość bliższego przyjrzenia się przejęciom niemieckich przedsiębiorstw przez inwestorów z krajów trzecich, „zwłaszcza jeśli stawką jest krajowe lub unijne bezpieczeństwo”.

Inwestycje bezpośrednie w przedsiębiorstwa, które obsługują infrastrukturę krytyczną, podlegają obowiązkowi pisemnego zgłoszenia do niemieckiego Ministerstwa Gospodarki i Technologii. Ministerstwo mogłoby, na przykład, zapobiec transakcji, jeśli istniałoby zagrożenie dla porządku i bezpieczeństwa publicznego.

W weekendowym wydaniu dziennika Süddeutsche Zeitung pojawił się komentarz Stefana Korneliusa, szefa redakcji relacji międzynarodowych, w którym stwierdza, że w dobie kryzysu wolności i prawa demokratyczne są za przyzwoleniem obywateli ograniczane, jednak społeczność nie będzie tego tolerować, jeśli zaistnieje choćby najmniejsze podejrzenie, że te prawa i wolności nie powrócą. Czy to też dotyczy gospodarki?

POLECAMY TAKŻE:

>>> Unia Europejska wyda 1,4 mld euro na zielone projekty w Unii. Polska też zyska

>>> Ekspert: We Włoszech są nowe ogniska koronawirusa, na północy – katastrofa