Spełniło się marzenie Donalda Tuska, który już 30 listopada pożegna się z fotelem przewodniczącego Rady Europejskiej. Jest to marzenie o przedłużeniu deadline’u na brexit.

Otóż Unia Europejska gotowa jest podpisać przedłużenie terminu opuszczenia wspólnoty przez Wielką Brytanię do 31 stycznia 2020 r. Zakładają też możliwość zrealizowania brexitu wcześniej, jeśli Brytyjczycy się ogarną.

Pomimo zastrzeżeń zgłoszonych przez rząd francuski dokument sugeruje, że stolice krajów Unii przychylą się do wniosku Zjednoczonego Królestwa o dalsze opóźnienie brexitu.

Paryż oczywiście chciał się pozbyć Londynu wcześniej i zaproponowali jako nową datę brexitu 15 listopada. Żartownisie. Tak czy inaczej, ta propozycja nie została uwzględniona w notatce.

Lekcje z Polski

Tymczasem Arcybiskup Canterbury Justin Welby powiedział, że „podżegający” ton Borisa Johnsona, premiera Wielkiej Brytanii, jest jak podlewanie benzyną zaognionego konfliktu wewnętrznego w kraju – informuje dziennik The Times.

Welby wskazuje, że Wielka Brytania targana jest „agresywnym i spolaryzowanym podejściem do polityki”, w którym podzieleni brexitem politycy traktują swoich przeciwników jak „wrogów totalnych”.

Arcybiskup ostrzegł, że język w mediach społecznościowych jest niebezpieczny, zwłaszcza że społeczeństwo jest „spolaryzowane”.

Naszym zdaniem Welby odbył korepetycje u przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości, z których wyniósł koncepcję „opozycji totalnej”, a także przeczytał kilka polskich gazet, w których każdy szanujący się polski politolog lub dziennikarz przynajmniej raz na artykuł pisze, że „społeczeństwo jest spolaryzowane”.

Niemniej arcybiskup może sobie mówić, co chce – wyraźna postawa Johnsona przynosi efekty w postaci 40 proc. poparcia dla jego Partii Konserwatywnej i jest to 16 pkt proc. nad rywalami z Partii Pracy. Liberalni Demokraci mogą się cieszyć 15-proc. poparciem, a partia Brexit Nigela Farage’a 10-proc.

Tymczasem Diane Abbott z Partii Pracy, minister spraw wewnętrznych w brytyjskim gabinecie cieni, w telewizyjnym programie Andrew Marra w BBC powiedziała, że jeśli Boris Johnson chce przedterminowych wyborów, najpierw będzie musiał formalnie wykluczyć możliwość bezumownego wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Dziś w Izbie Gmin ma się odbyć głosowanie nad tym, czy wysłać Brytyjczyków do urn (wyborczych) 12 grudnia. Aby tak się stało, wniosek musi poprzeć główna partia opozycyjna.

Abbott powiedziała, że przed podjęciem ostatecznej decyzji w sprawie terminów wyborów poczeka na decyzję Brukseli odnośnie opóźnienia finalnej daty brexitu. Nie jest jednak powiedziane, że to spowoduje przychylność labourzystów do poparcia wyborów w grudniu. Partia Pracy chce bowiem wyeliminować możliwość no-deal brexit per se.

Zapytana, co Johnson mógłby zrobić, aby uzyskać poparcie Partii Pracy, powiedziała: „Gdyby przyszedł do parlamentu i jednoznacznie powiedział, że nie rozstanie się z Unią bez umowy, bylibyśmy z tego zadowoleni”. 

W świetle wspomnianego sondażu i rosnącego poparcia dla partii rządzącej niełatwo będzie namówić labourzystów na przedterminowe wybory.

Ta informacja pojawiła się dziś rano w skrzynkach odbiorczych subskrybentów naszego codziennego newslettera 300SEKUND. Jeśli chcesz się na niego zapisać, kliknij tutaj.

>>> Polecamy: Polska pogoda dla bogaczy – za pięć lat będzie u nas żyło 75% więcej milionerów niż obecnie