Od 18 lipca 2026 r. lekarze medycyny pracy będą mogli wystawiać zalecenia elektronicznie, a trzy miesiące później cyfryzacja obejmie także orzeczenia. Elektroniczne dokumenty mają usprawnić obieg informacji, lecz nie rozszerzą zakresu badań pracowników. Zdaniem ekspertów obecny system nadal koncentruje się na zdolności do wykonywania konkretnej pracy, a nie na ogólnym stanie zdrowia zatrudnionego.
Zaświadczenie z medycyny pracy odpowiada na ściśle określone pytanie: czy dana osoba może pracować na konkretnym stanowisku. Nie potwierdza, że pracownik jest zdrowy ani że nie rozwija się u niego choroba, która za kilka miesięcy może doprowadzić do długiej nieobecności.
Badania przeprowadza się zwykle raz na dwa-cztery lata. W przerwie między kolejnymi wizytami u pracownika może rozwinąć się nadciśnienie, cukrzyca, choroba serca albo nowotwór. A jeżeli schorzenie długo nie daje wyraźnych objawów, standardowe badania, które oferuje medycyna pracy, mogą go nie wychwycić.
Dokument będzie elektroniczny, ale zakres badań się nie zmieni
Lekarz medycyny pracy analizuje przede wszystkim zagrożenia związane z danym stanowiskiem. Sprawdza między innymi, czy pracownik może wykonywać obowiązki w warunkach hałasu, przy określonym oświetleniu albo przed ekranem komputera. W przypadku pracowników biurowych badanie może ograniczać się do kontroli wzroku, pomiaru ciśnienia oraz krótkiego wywiadu. Szersza ocena układu krążenia, metabolizmu czy kondycji psychicznej nie jest standardową częścią takiej wizyty.
– Cyfryzacja dokumentacji medycyny pracy to krok w dobrym kierunku – elektroniczne zalecenia usprawnią przepływ informacji między lekarzem a pracodawcą i ułatwią dostęp do historii badań pracownika. Prawdziwym wyzwaniem pozostaje jednak zakres i treść dokumentów, a nie jego forma – tłumaczy lek. Piotr Leszczyński, dyrektor medyczny w LongLife.
Jego zdaniem problem będzie narastał wraz ze starzeniem się społeczeństwa. Choroby związane z wykonywaną pracą coraz częściej nakładają się na schorzenia typowe dla starszego wieku, w tym nadciśnienie, cukrzycę i choroby układu krążenia.
Zapowiadane dodatkowe badania nie weszły w życie
Ministerstwo Zdrowia zapowiadało wcześniej rozszerzenie badań medycyny pracy. Nowe regulacje miały wprowadzić obowiązkowy lipidogram, badanie poziomu glukozy oraz wyliczanie wskaźnika masy ciała, czyli BMI. Lipidogram pozwala ocenić poziom cholesterolu i innych tłuszczów we krwi, a tym samym ryzyko chorób sercowo-naczyniowych. Pomiar glukozy pomaga wykryć zaburzenia gospodarki cukrowej, zanim rozwinie się cukrzyca.
Ostatecznie zapowiadane zmiany nie weszły jednak w życie.
W efekcie pracownik może otrzymać zaświadczenie o zdolności do pracy, choć jednocześnie ma podwyższone ryzyko poważnej choroby. Pieczątka nie daje więc firmie pełnej wiedzy o kondycji zespołu.
Co trzeci badany z podwyższonym ryzykiem cukrzycy
Dane LongLife z badań prowadzonych bezpośrednio u pracodawców pokazują różnicę między formalną zdolnością do pracy a stanem zdrowia. Wśród pracowników przebadanych w 2025 r. 33 proc. miało podwyższone, wysokie lub bardzo wysokie ryzyko zachorowania na cukrzycę. Każda z tych osób dysponowała aktualnym zaświadczeniem medycyny pracy.
Nieprawidłowości pojawiły się także w innych badaniach. Co dziesiąty wynik spirometrii sygnalizował problem z układem oddechowym, natomiast nieprawidłowości w EKG dotyczyły co dwudziestego badanego. Spirometria mierzy sprawność płuc, a elektrokardiogram rejestruje pracę serca.
Badania profilaktyczne organizowane w zakładach pracy mogą obejmować analizę krwi, EKG, spirometrię oraz ocenę ryzyka chorób cywilizacyjnych. Pozwalają dotrzeć także do osób, które czują się zdrowe i samodzielnie nie zgłosiłyby się do lekarza.
Z raportu firmy wynika, że 64 proc. pracowników chciałoby regularnie korzystać z takiej profilaktyki w miejscu zatrudnienia. Dotychczas w akcji zdrowotnej zorganizowanej przez pracodawcę uczestniczył jednak tylko co piąty badany. Jeżeli takie działania się odbywały, zazwyczaj obejmowały kontrolę wzroku albo podstawowe badania krwi.
Choroba ujawnia się dopiero przy dłuższej nieobecności
– Pracodawcy, którzy myślą, że medycyna pracy to wystarczające narzędzie do zarządzania zdrowiem pracowników, działają z fałszywym poczuciem bezpieczeństwa. To tak, jakby raz na trzy lata sprawdzać stan samochodu i to tylko pod kątem tego, czy ma opony, a potem dziwić się, że silnik odmówił posłuszeństwa w trasie – komentuje Paulina Werczyńska, członkini zarządu LongLife.
Ekspertka dodaje, że firmy przeznaczają miliony złotych na prywatne pakiety medyczne i obsługę zwolnień lekarskich. Tymczasem schorzenia prowadzące do najdłuższych absencji mogą nie zostać wcześnie wykryte ani podczas badań medycyny pracy, ani w ramach usług, z których pracownicy korzystają dopiero po wystąpieniu objawów.
Elektroniczne zaświadczenia skrócą drogę dokumentu między gabinetem a pracodawcą, ale nie odpowiedzą na pytanie, czy pracownik z formalnym orzeczeniem o zdolności do pracy jest rzeczywiście wolny od rozwijających się chorób. Bez szerszej profilaktyki cyfrowa pieczątka nadal będzie potwierdzać przede wszystkim możliwość wykonywania obowiązków na danym stanowisku.
Przeczytaj również:
- „Eko” na etykiecie trzeba będzie udowodnić. Rząd chce ukrócić greenwashing
- Co drugi Polak odkłada na nagłe wydatki. Emerytura jest znacznie dalej na liście
- Napoje owocowe mogą mocno podrożeć. Rykoszetem dostaną polscy sadownicy