Wartość eksportu towarów z Polski osiągnęła w 2025 roku 366,2 mld euro – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. To o 3,7 proc. więcej niż rok wcześniej i ponad siedem razy więcej niż przed wejściem Polski do Unii Europejskiej. Zdaniem ekspertów wspólny rynek stał się jednym z kluczowych motorów rozwoju polskiego eksportu. Jednocześnie handel wewnątrz UE nadal napotyka bariery regulacyjne, które ograniczają pełne wykorzystanie tego potencjału.
Eksport Polski wzrósł siedmiokrotnie od wejścia do UE
Polska należy dziś do grona największych eksporterów w Europie Środkowo-Wschodniej. Według danych GUS w 2025 roku wartość eksportu towarów z Polski wyniosła 366,2 mld euro. To wzrost o 3,7 proc. w porównaniu z 2024 rokiem.
Skala zmiany jest jeszcze wyraźniejsza w dłuższej perspektywie. W 2004 roku, czyli w momencie wejścia Polski do Unii Europejskiej, eksport wynosił 59,7 mld euro. Oznacza to ponad sześciokrotny wzrost w ciągu dwóch dekad.
Blisko 75 proc. polskich produktów trafia dziś na rynki państw członkowskich Unii Europejskiej. Kluczową rolę odgrywa tu jednolity rynek, który umożliwia swobodny przepływ towarów między krajami Wspólnoty.
– Potencjał eksportowy polskich firm znacznie wzrósł od momentu wejścia na rynek europejski. Jeżeli mielibyśmy się odnosić do liczb, to był to wzrost siedmiokrotny w stosunku do 2003 roku, czyli ostatniego roku przed wejściem na rynek unijny. Trzeba sobie uświadomić, że to ponad 450 mln potencjalnych odbiorców naszych produktów. Tak jak USA i Chiny to jeden z największych rynków świata – mówi Justyna Lipczyńska, kierownik Wydziału Europy Północnej z Departamentu Wsparcia Eksportu Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH).
Niemcy nadal najważniejszym partnerem handlowym
Największym odbiorcą polskich towarów pozostają Niemcy. Odpowiadają za ponad jedną czwartą całego eksportu z Polski. Kolejne miejsca zajmują Czechy, Francja, Wielka Brytania oraz Holandia. Ta struktura pokazuje, że gospodarka Polski jest silnie powiązana z rynkiem europejskim.
Również w poszczególnych sektorach dominują rynki unijne. Z danych Polskiego Funduszu Rozwoju wynika, że około 80 proc. polskiego eksportu mebli trafia do państw Unii Europejskiej. Sam rynek niemiecki odpowiada za około jedną trzecią sprzedaży zagranicznej w tej branży.
Podobna sytuacja występuje w sektorze motoryzacyjnym. Według danych AutomotiveSuppliers.pl w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2025 roku eksport produktów motoryzacyjnych do Niemiec wyniósł 11,3 mld euro, co stanowiło niemal 34 proc. całego eksportu tej branży. Kolejne miejsca zajmowały Francja (7,5 proc.), Czechy (7,39 proc.) i Włochy (6,41 proc.).
Silna pozycja polskich branż eksportowych
– Szczególnie silny wzrost po wejściu Polski do Unii Europejskiej był widoczny w trzech branżach: meblarskiej – gdzie nasz kraj stał się jednym z globalnych liderów eksportu, motoryzacyjnej – opartej głównie na produkcji komponentów i integracji z europejskimi łańcuchami dostaw – oraz w sektorze rolno-spożywczym, w tym przetwórstwie owocowo-warzywnym. Polska należy dziś do czołowych eksporterów drobiu i jabłek w Unii Europejskiej – mówi Justyna Lipczyńska.
W sektorze rolno-spożywczym eksport osiągnął w 2025 roku rekordową wartość 58,4 mld euro – wynika z danych Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. To o 8,6 proc. więcej niż rok wcześniej. Do samej Unii Europejskiej trafiły towary rolno-spożywcze o wartości 43,9 mld euro.
Największymi odbiorcami tych produktów były Niemcy (14,8 mld euro), Francja (4 mld euro) oraz Holandia (3,4 mld euro).
Jednolity rynek zwiększył konkurencyjność firm
Jednolity rynek Unii Europejskiej działa od 1993 roku. Umożliwia swobodny przepływ towarów, usług, kapitału i osób między 27 państwami członkowskimi oraz krajami EFTA (Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu: Islandią, Liechtensteinem, Norwegią i Szwajcarią).
Brak ceł oraz ujednolicone regulacje znacząco obniżają koszty działalności przedsiębiorstw. Firmy mogą łatwiej sprzedawać produkty za granicą i korzystać z dużej bazy klientów.
– Jednolity rynek unijny oznacza brak ceł, a także swobodny przepływ kapitału i osób. To są jednolite regulacje dla wszystkich krajów, które są częścią Unii Europejskiej. Polskie firmy zyskały na tym nie tylko wprost, poprzez łatwiejszy eksport swoich produktów, ale również poprzez wzrost konkurencyjności. Po pierwszym okresie, kiedy konkurowaliśmy głównie ceną, mając niższe koszty produkcji, zaczęliśmy konkurować również jakością. Dziś możemy się pochwalić eksportem produktów nawet w markach premium na rynki dojrzałe ekonomicznie jak Francja, Niemcy czy Skandynawia – mówi przedstawicielka PAIH.
Ekspertka zwraca też uwagę na przykład Wielkiej Brytanii po brexicie. Jak dodaje, bardzo często polskie firmy dopiero na etapie praktycznym orientują się, ile zyskują na przynależności Polski do UE. Brexit pokazał, co Polska mogłaby stracić po wyjściu ze wspólnoty europejskiej.
Brytyjskie firmy po Brexicie przestały eksportować w takim stopniu, jak wcześniej. W 2024 roku eksport towarów z Wielkiej Brytanii do Unii Europejskiej był o 18 proc. niższy niż w 2019 roku.
Bariery wciąż ograniczają handel w UE
Mimo funkcjonowania wspólnego rynku handel wewnątrz Unii nadal napotyka bariery regulacyjne. Europejski Bank Centralny wskazuje, że ich skutki są porównywalne z cłami. Ekwiwalent taryfowy tych barier szacowany jest na około 95 proc. w sektorze usług i 67 proc. w handlu towarami.
Źródłem utrudnień są m.in. różnice w krajowych regulacjach, uciążliwe procedury administracyjne, niespójne stosowanie przepisów unijnych oraz krajowe praktyki protekcjonistyczne.
– Wspólny rynek unijny to również wspólne problemy, natomiast siłą instytucji unijnych jest to, że starają się te problemy rozwiązywać wspólnie, często słuchając głosu przedsiębiorców, potencjalnych eksporterów z różnych krajów. To, co jest w tej chwili ogromnym wyzwaniem, to niewprowadzanie wszystkich regulacji unijnych tak samo we wszystkich krajach należących do Unii. Powoduje to, że nie można swojej produkcji przygotować w taki sam sposób na wszystkie rynki unijne – podkreśla Justyna Lipczyńska.
Ekspertka wskazuje również na rosnące koszty transformacji energetycznej.
– Mimo braku barier, zwłaszcza w okresach recesji, poszczególne kraje starają się chronić lokalnych producentów. Jednym z największych wyzwań, które wzbudziło ogromną dyskusję, był Zielony Ład. Poza oczywistymi skutkami pozytywnymi dla środowiska i zrównoważonego rozwoju, również w zakresie zasobów ludzkich, okazał się on bardzo kosztowny, na co wiele polskich i unijnych firm, szczególnie małych i średnich, nie było i nadal nie jest przygotowanych – podsumowuje przedstawicielka PAIH.
Polecamy także:
- Drożejące paliwo pogłębia problemy branży TSL. Zaległości przekroczyły 3,3 mld zł
- Planszówka zamiast podręcznika matematyki. Taki pomysł na lekcję mają banki spółdzielcze
- NGT mogą zmienić europejskie rolnictwo. UE otwiera drogę do nowych regulacji