Hiszpania od lat przyciąga najwięcej turystów, a sektor turystyczny odpowiada za kilkanaście procent PKB. W 2025 roku cudzoziemcy wykupili prawie 250 mln noclegów – sześć razy więcej niż w Polsce. Część turystów tak docenia ten kawałek świata, że kupują w Hiszpanii własną nieruchomość, co odpowiada za kilkanaście procent popytu w tym kraju. Dane notarialne analizowane przez 5S invest pokazują, że Polacy stanowili 4 proc. zagranicznych nabywców.
Polacy kupują trzy razy więcej niż w 2019 roku
Co czwarty nocleg udzielony w unijnym obiekcie hotelowym cudzoziemcowi przypadał na Hiszpanię. Większość przyjezdnych wybierała jeden z pięciu regionów: Katalonię, Baleary, Wyspy Kanaryjskie, Andaluzję lub Wspólnotę Walencką. W tych regionach skupia się około 80 proc. ruchu turystycznego generowanego przez zagranicznych odwiedzających.
Ale w przypadku Hiszpanii nie tylko turystyka korzysta z zainteresowania przyjezdnych. Rynek nieruchomości również mocno je odczuwa. W 2025 r. cudzoziemcy kupili tam ponad 138 tys. domów i mieszkań – stanowiąc niemal jedną piątą transakcji. Od czterech lat liczba kupionych przez obcokrajowców nieruchomości utrzymuje się na stabilnym poziomie oscylującym wokół 130-145 tys. rocznie.
W gronie nabywców zagranicznych zauważalną grupą stali się Polacy. Kupili 5,4 tys. nieruchomości, biorąc pod uwagę tylko 2025 r. Ten wynik jest trzykrotnie wyższy niż w 2019 r. W grupie nabywców bez hiszpańskiego obywatelstwa Polacy stanowili 4 proc. popytu, co stawia nas na 9. miejscu. Za metr kwadratowy płacili w 2025 r. średnio około 3 tys. euro – wyraźnie więcej niż przeciętny zagraniczny nabywca.

Costa del Sol szczególnie przyciąga
Powód? Zdaniem 5S Invest widać go w statystykach: prawie 40 proc. kupionych przez Polaków nieruchomości pochodziło od deweloperów. To najwyższy wynik spośród narodowości wymienionych w raporcie i dwukrotnie wyższy odsetek niż średnia dla wszystkich cudzoziemców – wynika z hiszpańskich odpowiedników ksiąg wieczystych.
Polacy częściej kupują jako nierezydenci. Wspomniany raport pokazuje, że w 2025 r. obywatele znad Wisły byli w gromie 19. najaktywniejszych grup cudzoziemców kupujących w regionach turystycznych i nadmorskich. Lokalizacje takie jak Wyspy Kanaryjskie, Baleary czy Andaluzja są stosunkowo drogie.
Przeczytaj również: Najdroższe ubranie? To, którego nikt nie kupił. Produkcja na żądanie zmienia branżę mody
A szczególne upodobanie Polacy mają do Costa del Sol w prowincji Malaga. Dane notarialne plasują Polaków na 4. miejscu wśród zagranicznych nabywców, a w 2025 r. co trzeci sprzedany dom lub mieszkanie trafił w ręce cudzoziemców. Co więcej, prowincja Malaga jest jednym z najdroższych rynków nieruchomości w Hiszpanii. W całym kraju średnia cena za metr kwadratowy (licząc zarejestrowane transakcje) wynosiła około 2,3 tys. euro, podczas gdy w prowincji Malaga wybijała w okolice 3,1 tys. euro/m². Statystyki obejmują powierzchnię zabudowaną, a nie użytkową, czyli dolicza się do niej np. powierzchnię pod ścianami, a czasami też część powierzchni zadaszonych balkonów czy tarasów.
Rozwój turystyki i aktywność cudzoziemców mocno wpłynęły na hiszpański rynek nieruchomości. Za metr kwadratowy trzeba już przeciętnie płacić nawet o ponad 29 proc. więcej niż u szczytu ostatniej hossy – wynika z indeksu cen transakcyjnych nieruchomości (IPVVR). Patrząc na realny poziom cen nieruchomości w Hiszpanii, czyli po uwzględnieniu utraty siły nabywczej pieniądza, widać wzrost o około 60 proc. względem ostatniego dołka przypadającego na koniec 2013 r. Mimo to dzisiejsze stawki są o kilkanaście procent mniejsze niż u szczytu ostatniej hossy – pokazują dane Banku Rozrachunków Międzynarodowych.
Hiszpańska nieruchomość ma też swoje ryzyka
Kupno mieszkania czy domu poza granicami Polski może być jednak ryzykowne. W Hiszpanii ostatnio zaostrzono prawo regulujące wynajem krótkoterminowy. Problemem są też tzw. ocupas, czyli bezprawne zajęcia nieruchomości. Chociaż skala tego zjawiska zmalała, to w 2015 r. hiszpańskie służby odnotowały 15 tys. przypadków bezprawnego wtargnięcia lub zajęcia nieruchomości, choć większość dotyczyła zajęcia nieruchomości, która nie była czyimś miejscem zamieszkania.
W praktyce przypadki ocupas dotyczyły około 0,06 proc. całego zasobu mieszkaniowego w 2025 r. Koncentrowały się przede wszystkim w największych miastach. Dane za zeszły rok pokazują, że na terenie całej prowincji Malaga zanotowano 348 tys. przypadków ocupas, czyli około 1 na 2,9 tys. nieruchomości.
Są też inne ryzyka. Brak znajomości tamtejszego rynku sprawia, że cudzoziemiec może kupić mieszkanie czy dom po zawyżonej cenie. Kurs walut może się zmienić, a sezonowość najmu sprawić, że inwestycja nie będzie tak opłacalna, jak początkowo się wydawało. Dodatkowo potencjalny właściciel mieszkający na co dzień w Polsce musi brać pod uwagę, że będzie musiał zapłacić komuś za utrzymywanie i zarządzenie nieruchomością.
Polecamy także:
- Darmowe nadgodziny wciąż powszechne. Najgorzej jest w średnich firmach
- Rachunki rosną, ale 30 lat temu bolały jeszcze bardziej. Energetyczny paradoks Polski
- 4 na 10 lekarzy ma co najmniej 55 lat. Luka kadrowa niby maleje, ale nadal jest ogromnym problemem