To się dzieje naprawdę – po ratyfikacji Umowy o wystąpieniu Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej przez stronę unijną i brytyjską nic nie stoi już na przeszkodzie, aby Wielka Brytania z końcem stycznia przestała być członkiem Unii Europejskiej. Co zatem tak naprawdę zmieni się 1 lutego?

Brytyjczycy zdecydowali o wyjściu ich państwa ze struktur Unii Europejskiej 23 czerwca 2016 roku. W wyniku tej decyzji ze stanowiska ustąpił ówczesny premier i lider Partii Konserwatywnej David Cameron.

Jego następczyni, Theresa May, 29 marca 2017 roku uruchomiła artykuł 50. Traktatu Lizbońskiego mówiący o wystąpieniu państwa z Unii Europejskiej.

Od tego momentu miały minąć dokładnie dwa lata do formalnego opuszczenia Unii przez Wielką Brytanię.

Tak się jednak nie stało – z powodu przedłużających się unijno-brytyjskich negocjacji i zawirowań politycznych w Londynie ostateczną datą tzw. „brexitu” stał się 31 stycznia 2020 roku.

I rzeczywiście tak będzie: w nocy o północy z 31 stycznia na 1 lutego 2020 roku, Zjednoczone Królestwo przestanie formalnie być członkiem Unii Europejskiej.

Co tak naprawdę wydarzy się 1 lutego 2020 roku? Umowa w sprawie wystąpienia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej została podpisana 24 stycznia 2020 roku przez przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen, przewodniczącego Rady Europejskiej Charlesa Michela, oraz premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona.

Jej treść jest efektem wieloletnich już negocjacji prowadzonych przez stronę brytyjską i unijną.

Tym samym, obydwu stronom udało się uniknąć, realnego jeszcze niedawno, czarnego scenariusza w postaci bezumownego wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

Podpisanie porozumienia jest jednym z ostatnich kroków potrzebnych do finalizacji procesu, który powszechnie znany jest pod nazwą „brexit”, oprócz niedawnej zgody Parlamentu Europejskiego (29 stycznia) oraz Rady Europejskiej (30 stycznia).

Dzięki tym wszystkim krokom 1 lutego 2020 roku Wielka Brytania oficjalnie wystąpi ze struktur Unii Europejskiej.

Rozwód unijno-brytyjski nie będzie jednak przebiegał gwałtownie. Z początkiem lutego wejdziemy w tzw. „okres przejściowy”.

Na czym polega „okres przejściowy” i jak długo potrwa? Przewidziany czas trwania tej fazy to 10 miesięcy – jego zakończenie planowane jest na 31 grudnia 2020 roku.

Biorąc jednak pod uwagę długą i barwną historię wyznaczania kolejnych „ostatecznych” dat zakończenia różnych etapów procesu wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii również w kwestii tej daty zalecana jest wyjątkowa ostrożność.

Obie strony pozostawiły sobie bowiem w tej kwestii pewien bufor bezpieczeństwa – ostateczna data zakończenia okresu przejściowego może (jednak najpóźniej do 1 lipca 2020 roku i za zgodą obydwu stron) zostać przesunięta o rok (do 31 grudnia 2021) lub nawet o dwa lata (do 31 grudnia 2022).

To o tyle ważne, że w ciągu trwania tego okresu Wielka Brytania jest zobowiązana do dalszego respektowania zapisów unijnego prawa – w tym decyzji wszystkich unijnych agencji, instytucji i urzędów – na takich samych zasadach jak państwa członkowskie Unii.

Zjednoczone Królestwo pozostanie zatem członkiem unii celnej i częścią unijnego jednolitego rynku, a także będzie zmuszone do przestrzegania zapisów międzynarodowych umów zawartych przez UE i będzie podlegać unijnym mechanizmom egzekwowania prawa (może być zatem przedmiotem ewentualnych postępowań dotyczących jego naruszenia).

Z drugiej jednak strony, ponieważ formalnie kraj ten nie będzie już członkiem Wspólnoty, Wielka Brytania straci jakikolwiek wpływ na decyzje i na prawo tworzone w Unii Europejskiej, ponieważ nie będzie już miała w jej instytucjach żadnych przedstawicieli.

Na tej podstawie można by uważać, że Brytyjczykom powinno zależeć na jak najszybszym zakończeniu okresu przejściowego, a wręcz, że jego zasady w ogóle stoją w sprzeczności z ich interesami.

Do czego potrzebny jest okres przejściowy? Nie jest to jednak takie proste – umowa dot. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej nie reguluje kwestii technicznych, zwłaszcza w sferze handlu, w relacjach między UE a Wielką Brytanią po formalnym brexicie.

Okres przejściowy daje obydwu stronom dodatkowy czas na ustalenie szczegółów wzajemnych stosunków w nowej formie, jednocześnie zabezpieczając je przed nastaniem legislacyjnego chaosu.

Co więcej, Brytyjczycy będą także mieli czas na prowadzenie negocjacji z innymi państwami, z którymi warunki relacji handlowych ustalała do tej pory w imieniu Wielkiej Brytanii – jak i każdego innego członka Wspólnoty – Unia Europejska.

Znaczenia tych negocjacji nie da się przecenić – od ich wyniku zależy bowiem, jaki dodatkowy koszt poniosą obie strony w wyniku wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

Tymczasem zgodnie z wyliczeniami niektórych ekspertów koszt ten może okazać się gigantyczny.

W pewnym sensie nadchodzące rozmowy są więc kontynuacją negocjacji w sprawie brexitu, już po jego dokonaniu.

Dlaczego więc nie opóźnić całego brexitu, zamiast wychodzić z Unii 31 stycznia tylko po to, by dalej negocjować w jego sprawie? Po pierwsze, brexit to skomplikowany proces, który niesie ze sobą ogromne konsekwencje ekonomiczne i prawne.

Kumulacja ich wystąpienia na dzień po brexicie byłaby niezwykle kosztowna i trudna do skontrolowania – wprowadzenie fazy przejściowej pozwala na rozłożenie (ekonomicznych i pozaekonomicznych) kosztów na dłuższy okres. Bez okresu przejściowego nastąpiłby bowiem tzw. „twardy brexit”.

Po drugie, dalsze przesuwanie terminu formalnego brexitu byłoby pod względem wizerunkowym dla brytyjskiego rządu bardzo niewygodne.

Obecna forma wyjścia z Unii pozwala z kolei na zakończenie dyskusji na temat tego, czy brexit w ogóle dojdzie do skutku (a ograniczenie czynnika niepewności pozwoli nieco zmniejszyć przyszłe koszty całego procesu), a także działa na korzyść brytyjskiego rządu, który formalnie spełnił swoją obietnicę realizacji brexitu.

Po trzecie zaś, zaakceptowane już porozumienie, choć nie jest kompleksowe, reguluje bardzo wiele innych kluczowych kwestii dot. stosunków prawnych między Zjednoczonym Królestwem a Unią Europejską, które były przedmiotem gorących negocjacji między tymi dwiema stronami i żarliwych dyskusji w brytyjskim parlamencie.

Co zatem przewiduje porozumienie ws. wyjścia z Unii? Z punktu widzenia Wielkiej Brytanii umowa rozwiązuje przede wszystkim kluczową kwestię dotyczącą granicy lądowej między Irlandią a Irlandią Północną – obecnie w praktyce nieistniejącą.

W myśl porozumienia, Irlandia Północna wciąż będzie objęta częścią praw związanych z funkcjonowaniem europejskiego jednolitego rynku. Przepisy, o których mowa, dotyczą pomocy państwowej, transportu dóbr, produkcji rolniczej, kontroli sanitarnej i weterynaryjnej, a także VAT-u i akcyzy.

Dzięki wprowadzeniu tych wyjątków możliwe będzie uniknięcie ponownego utworzenia tzw. „twardej granicy” pomiędzy pozostającą w Unii Republiką Irlandii a opuszczającą ją wraz z całym Zjednoczonym Królestwem Irlandią Północną.

To z kolei umożliwi utrzymanie w mocy zapisów porozumienia wielkopiątkowego z 1998 roku, które skutecznie przerwało wieloletni, krwawy konflikt między brytyjskimi władzami Irlandii Północnej a separatystami (z IRA na czele) żądającymi zjednoczenia Irlandii.

Umowa ws. wyjścia z UE w szczegółowy sposób opisuje także scenariusz stopniowego rozbratu Wielkiej Brytanii i Unii.

Jego zapisy określają m.in. przebieg procesu wygaszenia współpracy brytyjskich i europejskich organów ścigania i systemów sądowniczych w sprawach administracyjnych i kryminalnych, a także kwestie dotyczące ochrony własności intelektualnej i oznaczeń geograficznych, wykorzystania i wymiany danych, oraz spłaty wzajemnych zobowiązań finansowych pomiędzy stronami.

Te wzajemne zobowiązania, co warto podkreślić, nie wynikają z faktu wystąpienia Zjednoczonego Królestwa ze Wspólnoty Europejskiej, a z faktu, że państwo to w ogóle było jej członkiem.

Wielka Brytania zobowiązała się bowiem do partycypowania w unijnym budżecie na lata 2014-2020 i musi spłacić pozostałą kwotę należną z tego tytułu.

Dodatkowo, Wielka Brytania zobowiązana jest, podobnie jak wszystkie inne państwa członkowskie, do pokrycia kosztów m.in. programów emerytalnych osób zatrudnionych w strukturach UE.

Suma tych wspomnianych zobowiązań obecnie szacowana jest na 30 mld funtów, z czego zdecydowana większość powinna zostać spłacona do 2025 roku, lecz pewne kwoty będą transferowane jeszcze w latach 60. XXI wieku.

Z drugiej strony Brytyjczycy otrzymają ok. 3 mld funtów z tytułu kapitału wpłaconego przez nich do Europejskiego Banku Centralnego i Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

Wreszcie – co najistotniejsze z punktu widzenia Polaków – porozumienie określa prawa obywateli państw UE mieszkających na terenie Wielkiej Brytanii i prawa Brytyjczyków mieszkających w państwach członkowskich Unii.

Co to oznacza dla Polski? Z punktu widzenia Polski brexit i następujący po nim okres przejściowy oznacza wejście w fazę negocjacji dotyczących nowej umowy handlowej z Wielką Brytanią.

Od jej kształtu zależy, jak bardzo w wyniku brexitu ucierpi handel między tymi dwoma państwami.

Jeżeli umowa handlowa będzie znacznie odbiegała od zasad obowiązujących obecnie w ramach unijnego jednolitego rynku, to z pewnością straty poniosą mniejsze polskie firmy eksportujące swoje towary i usługi do Wielkiej Brytanii.

W efekcie bowiem dojdzie do znacznego utrudnienia procedur związanych ze sprzedażą produktów i usług na rynku brytyjskim.

Jednak nawet jeżeli w wyniku negocjacji podpisana zostanie korzystna umowa, to jej zapisy wciąż będą odbiegać od zasad unijnego jednolitego rynku – a to z pewnością będzie oznaczać utrudnienia i straty dla polskich eksporterów.

Jakie prawa będą mieli obywatele UE i Wielkiej Brytanii po 31 stycznia? Ponad 3 mln obywateli państw członkowskich Unii Europejskiej zamieszkujących Zjednoczone Królestwo, a także 1 mln obywateli brytyjskich żyjących na terenie UE będą miały pełne prawo do pozostania w obecnym kraju swojego zamieszkania na tych samych zasadach co dotychczas, do końca swojego życia.

To oznacza także prawo do korzystania z zabezpieczeń socjalnych (opieki zdrowotnej, emerytury itp.) bez zmian, nawet jeśli dany obywatel korzysta ze świadczeń przyznawanych przez inne państwo niż to, które obecnie zamieszkuje.

Dodatkowo, porozumienie zabezpiecza prawo osób spokrewnionych z ww. obywatelami UE i Wielkiej Brytanii (małżonków, zarejestrowanych partnerów, rodziców, dziadków, dzieci, wnuki i osoby pozostające z nimi w stałym związku) do dołączenia do nich w ich miejscu zamieszkania w przyszłości.

Ochronie będą także podlegać prawa dzieci tych obywateli bez względu na to, czy narodziły się one przed czy po 31 stycznia 2020, a także bez względu na to, czy narodziły się w kraju stałego pobytu rodziców, czy nie.

Istotne jest jednak to, że z ochrony dotychczasowych praw, wynikających z obecności Wielkiej Brytanii w UE, korzystać będą mogli jedynie ci obywatele (oraz ich bliscy), którzy na emigrację zdecydowali się przed upływem okresu przejściowego brexitu – czyli, na chwilę obecną, przed końcem 2020 roku.

Umowa pozostawia Wielkiej Brytanii i każdemu państwu członkowskiemu UE wybór dotyczący tego, czy będzie prowadziło formalną ewidencję osób, których prawa będą podlegały ochronie na mocy porozumienia o wyjściu z UE.

Jeżeli taka ewidencja będzie w danym państwie prowadzona, to wszystkie osoby, które będą chciały dalej korzystać z należnych im praw, będą zobowiązane do złożenia odpowiedniej dokumentacji (np. w formie cyfrowej).

Wielka Brytania zdążyła już stworzyć odpowiedni system, w ramach którego obywatele UE muszą się zarejestrować w celu uzyskania statusu osoby osiedlonej. Ostateczna data złożenia wniosku to 30 czerwca 2021 roku.

>>> Polecamy także: Legendarny inwestor: Wielka Brytania coraz bardziej przypomina rynek wschodzący