Na przełomie XVI i XVII wieku szekspirowski Hamlet zastanawiał się, czy być, czy nie. Dylematy współczesnych polityków na Wyspach Brytyjskich może i brzmią trywialnie, ale wcale nie są mniej skomplikowane, czy też mniej filozoficzne. 

Na łamach środowego wydania brytyjskiego dziennika The Times Philip Hammond – kanclerz skarbu w gabinecie byłej premier Wielkiej Brytanii Theresy May, którego po objęciu fotela premiera przez Borisa Johnsona na stanowisku zastąpił Sajid Javid – napisał komentarz, który przebił się na okładkę, a wraz z tym odbił się echem w brytyjskich mediach.

Hammond, polityk z Partii Konserwatywnej, w swoim felietonie krytykuje gabinet Borisa Johnsona za błędną interpretację woli ludu brytyjskiego wyrażonej w referendum ws. brexitu oraz za mydlenie oczu.

Pierwsze dotyczy tego, że Johnson powtarza, że wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej bez umowy ze wspólnotą jest wypełnieniem tego, czego wyborcy brytyjscy domagali się w referendum.

Zdaniem byłego kanclerza skarbu takie rozwiązanie byłoby zdradą głosujących za brexitem. Według niego koncepcja no-deal brexit nie ma poparcia ani społecznego, ani w parlamencie.

Drugie dotyczy tego, że Johnson obiecuje, że no-deal brexit będzie bezbolesny, a wręcz że jest szansą dla Wielkiej Brytanii, co autor felietonu kwestionuje.

Hammond nie jest w dowodzeniu trywialny i nie powołuje się jedynie na już oklepane argumenty ekonomiczne. Odnosi się do jedności krajów i regionów na samych Wyspach.

W wypadku nieplanowanego wyjścia z Unii Belfast może dążyć do rozpisania border poll, czyli głosowania nad tym, czy Irlandia Północna powinna dołączyć do Irlandii, czy pozostać  w Zjednoczonym Królestwie. To spowoduje chęć brexit-sceptycznej Szkocji do przeprowadzenia podobnego referendum i tym sposobem może dojść do rozpadu Zjednoczonego Królestwa.

W porannym programie BBC Breakfast korespondent polityczny wskazywał, że ta otwarta krytyka gabinetu Johnsona głoszona piórem kolegi partyjnego to preludium do czekającej nas w najbliższym czasie zażartej bitwy politycznej o bezumowny brexit.

Jedna strona konfliktu będzie za wszelką cenę dążyć do niedopuszczenia do niego; druga zrobi wszystko, aby ten scenariusz wypełnić.

Wczoraj media na Wyspach żyły też propozycją Jeremy’ego Corbyna, lidera opozycyjnej Partii Pracy. Corbyn chce doprowadzić do votum nieufności dla obecnego gabinetu, przejąć stery jako tymczasowy premier w tymczasowym rządzie i tak bezbrexitowo dodryfować do wyborów powszechnych.

Sprytne, bo pomimo że Jeremy Corbyn nie jest wymarzonym liderem ruchu no-no-deal-brexit, to, jak napisaliśmy, politycy niepochwalający no-deal brexit zrobią wszystko, żeby do niego nie dopuścić.

I takie są też głosy wśród tego obozu. Po jednej stronie liderka Liberalnych Demokratów Jo Swinson stwierdza, że Corbyn nie jest właściwą osobą i nie ma poparcia parlamentu. Po drugiej konserwatywna parlamentarzystka sprzeciwiająca się no-deal brexit Guto Bebb mówi, że w obecnej sytuacji taki rodzaj oferty należy potraktować poważnie.

Ta informacja pojawiła się dziś rano w skrzynkach odbiorczych subskrybentów naszego codziennego newslettera 300SEKUND. Jeśli chcesz się na niego zapisać, kliknij tutaj.

>>> Czytaj też: W Londynie kamery w miejscach publicznych stosują rozpoznawanie twarzy