Im wcześniej wszyscy zostaniemy w domu, tym wcześniej powrócimy do normalnego funkcjonowania – taki apel kierują do mieszkańców lekarze, którzy dzisiaj we Włoszech walczą na pierwszej linii frontu.

„‚Zostań w domu’ to nie slogan” – mówi w wywiadzie z włoską telewizją la7 Donato Cosi, przedstawiciel Związku Pielęgniarek i Pielęgniarzy NURSIND.

“To znaczy pomóc w takim samym stopniu, w jakim personel medyczny może pomóc w szpitalu. Bo im mniej osób zachoruje na Covid-19, tym większą mamy możliwość niesienia pomocy innym”.

“Katastrofa sanitarna”

Koordynator oddziałów intensywnej terapii w Lombardii prof. Antonio Pesenti zaznacza, że średnio między 25 a 33 proc. chorych przyjętych do szpitala z Covid-19 potrzebuje pomocy na oddziale intensywnej terapii.

„To katastrofa sanitarna”powiedział w la7. Na pytanie o śmiertelność odpowiada, że może i śmiertelność nie jest wysoka, bo z ludzi, którzy zachorują tylko około 3 proc. umiera, ale zarażonych może zostać około 35 proc. Włochów – zauważa.

„Przyjmijmy, żeby ułatwić obliczenia, 33 proc., jedna trzecia populacji Włoch, czyli 20 milionów ludzi. 3 proc. z 20 milionów to 600 tysięcy ofiar. To tyle, ile było [we Włoszech] ofiar I wojny światowej”.

Lekarz anestezjolog ze szpitala w Bergamo, epicentrum epidemii koronawirusa we Włoszech, Ivano Riva, opisuje w innym wywiadzie: “U nas zaczęło się wszystko 23 lutego, dla pacjentów z Covid-19 mieliśmy przygotowanych na intensywnej terapii 7 łóżek. Od tamtej pory codziennie zmieniała się organizacja oddziału, reanimacji i całego szpitala: 16 łóżek, 32 łóżka, 48 łóżek…”.

Dziś [13 marca] w szpitalu w Bergamo na intensywnej terapii dla zaintubowanych pacjentów Covid-19 w stanie ciężkim jest 70 łóżek, dodatkowo 24 miejsca na tzw. terapii subintensywnej dla pacjentów w stanie średnio-ciężkim.

„Najbardziej niepokoi to, że w ostatnim okresie wiek pacjentów, którzy w stanie krytycznym trafiają na intensywną terapię z Covid-19 obniża się drastycznie” – kontynuuje Ivano Riva. „Niestety, mamy pacjentów bez żadnych chorób w wywiadzie, w wieku 30, 40, 50 lat, którzy muszą być zaintubowani.”

“Jak trzęsienie ziemi”

Ordynator Oddziału Ratunkowego z tego samego szpitala w Bergamo, Roberto Cosentini, opisuje dla La Repubblica napływ nowych pacjentów, którym musi być natychmiast udzielona pomoc, jak gdyby każdego dnia wieczorem miało miejsce trzęsienie ziemi.

„Lombardia to epicentrum trzęsienia ziemi, które zdaje się nie mieć końca.”

Wspomniany wcześniej doktor Riva na pytanie o to, czy w szpitalu w Bergamo są w stanie pomagać wszystkim osobom, które trafiają do nich, odpowiada: „Dziś [wywiad z wczoraj wieczorem, 12 marca 2020] w prowincji Bergamo odnotowano 321 nowych przypadków zarażenia [wirusem SARS-CoV-2]. Oznacza to, że jeśli średnio 10-13 proc. trafia na intensywną terapię, codziennie potrzebujemy 30 łóżek na tym oddziale. System jeszcze wytrzymuje. W Lombardii liczba łóżek na intensywnej terapii z 600 wzrosła do 1000, ale w takim tempie zakażeń, jak obecnie, system nie wytrzyma długo. Pozwolę sobie przypomnieć, że łóżko na intensywnej terapii to nie jest zwykłe miejsce w szpitalu (…) potrzebna jest technologia, sprzęt medyczny, respiratory, a nade wszystko wykwalifikowany personel: pielęgniarze intensywnej terapii, anestezjolodzy-resuscytolodzy.”

Jak dodał, lekarze obserwują też, że czas, jakiego potrzebują pacjenci Covid-19 na intensywnej terapii jest bardzo wydłużony w stosunku do “zwykłego zapalenia płuc”, które średnio na intensywnej terapii wymaga 7 dni.

“Tu mówimy o pacjentach zaintubowanych nawet przez 20-21 dni. I to jest kolejny problem”.

“To nie psychoza czy lęk”

W ostatnich tygodniach zdjęciem-symbolem jest fotografia przedstawiająca pielęgniarkę po 10 godzinach nieprzerwanej pracy przy łóżkach pacjentów Covid-19. Zdjęcie wykonała lekarka, która pracowała z nią na tym samym dyżurze, z zamiłowania fotografka.

„To był moment, kiedy na chwilę [Elena – pielęgniarka] się położyła, to był moment czułości, kiedy chciałam ją przytulić i jej podziękować. Stąd pomysł, żeby zrobić wtedy zdjęcie” – mówiła później w wywiadzie dla telewizji Rai Tg1 lekarka Francesca Mangiatordi ze szpitala w Cremonie, a następnie opowiada, że właśnie musiała zaintubować 23-letniego pacjenta Covid-19 w bardzo ciężkim stanie i ponawia apel do mieszkańców: „Pomóżcie nam. Zostańcie w domu”.

Lekarze walczący we Włoszech z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2 są, jak sami podkreślają, na skraju wytrzymałości fizycznej i psychicznej. To oni teraz w dużej mierze zwracają się do mieszkańców, by opisać aktualną sytuację w szpitalach, ale przede wszystkim podkreślić konieczność pozostania w domach.

Zarówno lekarze, jak i opinia publiczna obawiają się jednego: że obciążony system służby zdrowia w końcu nie wytrzyma.

Wspomniany wcześniej doktor Riva z Bergamo na pytanie dziennikarza, czy musiał wybierać, kogo zaintubować, odpowiada: „Nie. Na chwilę obecną nie. Ale jeśli chcemy bawić się w statystykę, w żadnym kraju na świecie nie ma możliwości zapewnienia 100 tysięcy miejsc na intensywnej terapii. Dlatego pozwolę sobie na apel do mieszkańców: To nie jest psychoza czy lęki. Apelujemy o odpowiedzialność. Jeśli wszyscy poczujemy się odpowiedzialni [za tę sytuację], to zostaniemy w domu, ograniczymy kontakty, zastosujemy się do zachowania koniecznej odległości bezpieczeństwa, zastosujemy się do wytycznych sanitarno-higienicznych i wtedy możemy ograniczyć zakażenia. To jest jedyny sposób, by pozostać pod linią wytrzymałości systemu opieki zdrowotnej”.

>>> Polecamy też kolejną inną korespondencję z Włoch: Jak wygląda w tej chwili życie we Włoszech? Zamknięte szkoły i siłownie, próby ucieczek i chaos informacyjny [RELACJA]

 


Zapisz się na unikalny newsletter 300SEKUND – codziennie rano najważniejsze, sprawdzone informacje o koronawirusie (i nie tylko) w twojej skrzynce >>> Zapisz się tutaj.