Tylko w tym roku wydajność w sektorze wydobycia węgla w USA spadła o 11 proc. Ostatnim razem tak słabo było w 2011 roku, kiedy firmy węglowe zredukowały prawie połowę swoich pracowników w całym okresie spowolnienia, które trwało ponad cztery lata. Spadki produkcji oznaczają także zwolnienia, pisze Bloomberg.

Pokazuje to presję, pod jaką znajdują się amerykańscy producenci węgla. Przez lata polegali oni na eksporcie i węglu koksującym wykorzystywanym do produkcji stali, aby zrównoważyć zmniejszający się popyt ze strony amerykańskich przedsiębiorstw energetycznych i ciepłowniczych.

Teraz nawet te rynki zbytu stają się trudne, ponieważ cierpią z powodu spowolnienia gospodarki światowej; do tego konkurencją dla węgla zaczyna być skroplony gaz ziemny, który jest tani i “modny” w Azji.

W związku z tym oczekuje się, że produkcja w Stanach Zjednoczonych spadnie w tym roku o 10 proc.; zagrożone są miejsca pracy.

Liczba miejsc pracy w amerykańskim sektorze węglowym osiągnęła najniższy poziom 48,8 tys. w 2016 r., kiedy to Arch Coal, Peabody i inni duzi producenci znaleźli się w stanie upadłości.

Następnie, kiedy wzrósł eksport, a Waszyngton rozpoczął działania mające na celu wycofanie się z przepisów dotyczących ochrony środowiska, zatrudnienie poszło w górę o około 4,5 tys. miejsc pracy.

W tym roku w Stanach Zjednoczonych zostanie wydobyte 12,7 tys. ton węgla. Jest to drugi najniższy wskaźnik produkcji od dwóch dekad. Ceny węgla w zeszłym miesiącu spadły do najniższego poziomu od stycznia 2017 roku.

Ta informacja pojawiła się dziś rano w skrzynkach odbiorczych subskrybentów naszego codziennego newslettera 300SEKUND. Jeśli chcesz się na niego zapisać, kliknij tutaj.

>> Kolejny gigant węglowy z USA bliski bankructwa. Wszystko przez tani gaz i energię odnawialną

>> Jak to się stało, że Kalifornia została absolutnym liderem transportu wodorowego