Po pożarze w Puszczy Solskiej, który objął 1157 ha Nadleśnictwa Józefów, leśnicy liczą straty i zapowiadają działania odnowieniowe. Plan obejmuje m.in. uprzątnięcie martwego drewna, przygotowanie gleby i sztuczne nasadzenia, głównie sosnowe. Tyle że naukowcy i przyrodnicy są zdania, że z punktu widzenia ekosystemu intensywna ingerencja po pożarze może przynieść większe szkody niż sam ogień.
Pożar w Puszczy Solskiej był jednym z najgłośniejszych zdarzeń przyrodniczych ostatnich tygodni. Płonęły lasy na obszarze niemal 1,2 tys. ha. Bezpośrednia przyczyna pożaru jest nieznana.
Spór dotyczy teraz tego, co powinno stać się z pożarzyskiem. Leśnicy mówią o odnowieniu lasu i infrastrukturze przeciwpożarowej. Część naukowców oraz przyrodników uważa jednak, że przynajmniej najcenniejsze fragmenty terenu powinny zostać pozostawione naturalnej regeneracji.
Pożar w Puszczy Solskiej nie musi oznaczać trwałej straty
Pracownia na rzecz Wszystkich Istot przywołuje opinię dr. hab. Michała Żmihorskiego, zastępcy dyrektora ds. naukowych Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego. Jego zdaniem pożar jest jednym z naturalnych zaburzeń ekosystemu. Wiele gatunków potrafi się do takich zjawisk dostosować.
– Pożar to zaburzenie, do którego wiele gatunków jest dobrze przystosowanych, na ogół nie obniża trwale walorów przyrodniczych terenu, w przypadku lasów to stały komponent dynamiki ekosystemów, czasem jest wręcz celowo inicjowany w ramach ochrony przyrody. Zdecydowanie większym zagrożeniem dla tego terenu byłoby typowo gospodarcze podejście po pożarze, czyli wycięcie i wywiezienie zabitych przez pożar drzew, zaoranie zrębu i posadzenie plantacji (na dodatek jej ogrodzenie stalową siatką, o którą bardzo często zabijają się głuszce). Tak cenny teren wymaga specjalnego, niegospodarczego traktowania – komentuje dr hab. Michał Żmihorski.
Puszcza Solska obejmuje tereny pobagienne i przesuszone torfowiska. Przyczyną ich przesuszenia były melioracje oraz regulacja rzek Niepryszki i Tanwi. Na tym obszarze występują siedliska zagrożonego wyginięciem głuszca. Żyją tam także gatunki objęte ścisłą ochroną, w tym bocian czarny, puszczyk uralski, włochatka i sóweczka.
Leśnicy planują odnowienie lasu
Leśnicy po pożarze analizują straty i planują dalsze działania. Martwe drewno ma zostać uprzątnięte, pozyskane drewno sprzedane, a gleba przygotowana pod nowy las. Oznaczałoby to sztuczne nasadzenia. Z wypowiedzi rzeczniczki Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie Anny Sternik dla Agro Radia wynika, że w tym miejscu mogą powstać głównie monokultury sosnowe.
Jak alarmuje Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, taki drzewostan zdominowany przez jeden gatunek drzew może oznaczać większą podatność na choroby, suszę albo pożary. To dlatego, że cały teren reaguje tak samo na te zagrożenia.
– Dużego pola do popisu w obrębie wyboru gatunków nie mamy. Więc mogą tu powstać w znaczny sposób monokultury sosnowe, z jak największym udziałem gatunków liściastych, które będą możliwe do wprowadzenia. Niemniej jednak w perspektywie 20, 30, 40 lat powstaną drzewostany o naprawdę bardzo wysokim stopniu zagrożenia pożarowego. Więc muszą powstać też i pasy przeciwpożarowe, muszą też powstać dojazdy przeciwpożarowe – mówi Anna Sternik.
PROP: nie ma podstaw, by zakładać trwałą utratę wartości przyrodniczych
Państwowa Rada Ochrony Przyrody (PROP) 21 maja opublikowała opinię dotyczącą zagospodarowania obszaru objętego pożarem w Puszczy Solskiej.
Eksperci PROP zwrócili uwagę, że wiele gatunków i siedlisk leśnych jest stosunkowo dobrze przystosowanych do okresowych zaburzeń, w tym pożarów. Większe zwierzęta mogły uciec, mniejsze schować się głębiej w ziemi. Co więcej, w glebie przetrwał bank nasion, dzięki któremu rośliny mogą same się odtwarzać po takich zjawiskach. Wystarczy, że warunki na to pozwolą.
Dodatkowo martwe i nadpalone drewno może stać się siedliskiem dla wielu gatunków, także rzadkich i wcześniej niewystępujących na tym terenie. Dlatego według opinii Rady nie ma merytorycznych podstaw, by zakładać trwałą utratę wartości przyrodniczych Puszczy Solskiej. Z tego powodu eksperci apelują o racjonalny plan zarządzania pożarzyskiem.
Naturalna regeneracja zamiast szybkiej ingerencji
Zdaniem PROP przed decyzjami o pozyskaniu drewna, wywiezieniu uszkodzonych drzew lub sztucznych nasadzeniach należy przeprowadzić rzetelną ocenę wpływu tych działań na wartości przyrodnicze.
Szczególne znaczenie mają najcenniejsze fragmenty terenu, w tym projektowany rezerwat „Długie Bagno”. Według ekspertów w takich miejscach pierwszeństwo powinny mieć naturalne procesy regeneracyjne, bez działalności człowieka.
Przyrodnicy zwracają uwagę, że usuwanie martwych i uszkodzonych drzew oraz sztuczne nasadzenia mogą przyspieszać uwalnianie węgla zmagazynowanego w środowisku. Martwe drzewa pełnią też funkcję rezerwuaru wilgoci, czyli pomagają zatrzymywać wodę w ekosystemie.
Woda i bobry mogą być ważniejsze niż nowe sadzonki
Wśród najpilniejszych działań PROP wskazuje poprawę sytuacji hydrologicznej. Chodzi przede wszystkim o likwidację rowów odwadniających, które przyspieszają odpływ wody.
Potrzeba również inwentaryzacji stanowisk bobra i śladów jego obecności na pożarzysku oraz terenach przyległych. Bobry są ważne dla retencji, czyli zatrzymywania wody w krajobrazie. Ich tamy mogą spowalniać odpływ wody i pomagać w ograniczaniu przesuszenia terenu.
W opinii PROP znalazło się stwierdzenie: „Niszczenie nor, żeremi i tam bobrów, a tym bardziej odstrzał tych zwierząt, powinny być całkowicie zaniechane”. Ten fragment ma znaczenie w kontekście wcześniejszych działań Nadleśnictwa Józefów. Jak informuje Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, kilka tygodni przed pożarem nadleśnictwo wnioskowało o odstrzał 35 bobrów i rozbiórkę siedmiu bobrowych tam. Wniosek jednak wycofano, a postępowanie umorzono.
„Długie Bagno” może być rezerwatem i terenem badań
Zdaniem PROP trzeba też przyspieszyć procedurę powołania rezerwatu „Długie Bagno”. Teren miałby pełnić funkcję ostoi dla gatunków, które musiały opuścić swoje siedliska po pożarze, i jednocześnie miejsca obserwacji procesu regeneracji lasu po pożarze. Eksperci sugerują nawet powiększenie powierzchni planowanego rezerwatu.
„Pozostawienie pożarzyska bez ingerencji gospodarczej jest uzasadnione licznymi badaniami, które wykazały, że usuwanie drzew uszkodzonych przez pożar wprowadza dodatkowe, niezależne od pożaru, antropogeniczne [wywołane przez człowieka] przekształcenie środowiska i jest na ogół niekorzystne przyrodniczo” – podano w opinii PROP.
PROP nie wyklucza aktywnych działań odnowieniowych na innych fragmentach pożarzyska. Taki model pozwoliłby porównać różne sposoby regeneracji ekosystemów leśnych po zaburzeniach.
Pracownia na rzecz Wszystkich Istot przypomina, że podobne podejście stosowano już wcześniej w Polsce i za granicą.
W 1992 roku doszło do największego pożaru lasów w Polsce. Płonęło wtedy 9062 ha nadleśnictw Rudy Raciborskie, Rudziniec i Kędzierzyn. Spośród tego obszaru 1512,19 ha pozostawiono naturalnej regeneracji, a resztę odnowiono metodami gospodarki leśnej. Wnioski Instytutu Badawczego Leśnictwa z 2007 roku po pracach badawczych i monitoringowych były jednoznacznie pozytywne.
Drugim przykładem jest pożar ponad 13 tys. ha lasów w środkowej Szwecji w 2014 roku. Niemal połowę tego terenu, czyli 6420 ha, objęto ochroną, a na dodatkowych 1,5 tys. ha ustanowiono ekopark.
W obu miejscach priorytetem była naturalna sukcesja, czyli stopniowe odtwarzanie się ekosystemu, gdy kolejne gatunki roślin, grzybów i zwierząt zajmują teren po zaburzeniu.
Leśnictwo pod presją zmian klimatu
Pojawia się też szerszy problem. Gospodarka leśna nie nadąża z adaptacją do zmian klimatycznych.
Polski rząd już w 2013 roku zobowiązał Dyrekcję Generalną Lasów Państwowych do przygotowania programu adaptacji leśnictwa do zmian klimatu. Przygotowanie planu zajęło dziewięć lat. Mimo to – jak podaje Pracownia – dokument nie uwzględnił większości uwag środowisk naukowych i przyrodników, a mimo to nie jest realizowany.
Na problem zwróciła uwagę Najwyższa Izba Kontroli w raporcie „Adaptacja gospodarki leśnej Lasów Państwowych do zmian klimatycznych”. NIK wskazywała m.in. na pominięcie wielu istotnych uwag Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska.
Dotyczyły one m.in. ograniczenia wycinania lasów, wspierania odnowienia naturalnego, ochrony lasów pełniących funkcje wodochronne, ograniczenia rębni zupełnych, utrzymywania tam bobrowych i zwiększenia lesistości. W analizowanych przez NIK latach 2019-2023 zmniejszyła się powierzchnia lasów ochronnych, które łagodzą skutki zmian klimatu. Wciąż zdecydowana większość polskich lasów to lasy iglaste, z dominacją sosny.
Przyrodnicy apelują o zmianę podejścia
Pracownia na rzecz Wszystkich Istot ocenia, że pożar w Puszczy Solskiej powinien stać się impulsem do zmiany sposobu zarządzania lasami, zwłaszcza na terenach cennych przyrodniczo i podatnych na przesuszenie.
– Leśnicy jak zawsze przeliczają las na kubiki. Chodzi o zysk, a nie szukanie rozwiązań, które minimalizowałyby skutki postępujących zmian klimatu, czyli business as usual z coraz bardziej katastrofalnymi skutkami dla przyrody i ludzi. Dlatego od lat apelujemy o głębokie reformy zarządzania polskimi lasami – uważa Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
– Z takim podejściem i kadrami zarządzającymi środowiskiem naturalnym jesteśmy bez najmniejszych szans w zderzeniu z rozpędzającymi się zmianami klimatu – dodaje dr hab. Michał Żmihorski, komentując sytuację po pożarze.
Polecamy także:
- Młodzi pracownicy boją się, że sztuczna inteligencja zamknie im drzwi do kariery
- Bałtyk będzie produkował prąd dla milionów gospodarstw. Ruszył ważny etap
- Big techy mówią, że chronią użytkowników przed fałszywymi reklamami. Konsumenci twierdzą inaczej