Benzyna 95 i diesel znów podrożały na polskich stacjach, ale według danych Komisji Europejskiej Polska nadal należy do najtańszych miejsc do tankowania w UE. W ubiegłym tygodniu benzyna bezołowiowa 95 podrożała o 18 groszy za litr, a olej napędowy o 9 groszy. Mimo tego litr benzyny kosztuje u nas średnio 1,39 euro, a litr diesla 1,41 euro, czyli odpowiednio o 21 i 18 proc. mniej od średniej unijnej.
– Tańsze paliwo oferuje obecnie właściwie tylko Malta – komentuje Marcin Wawrzkiewicz, dyrektor krajowy Malcom Finance w Polsce.
Różnica względem wielu państw UE nadal jest więc wyraźna. Dla kierowców podwyżki są odczuwalne, ale w europejskim porównaniu Polska wciąż wypada jako rynek z relatywnie niskimi cenami paliw.
Ropa wróciła do poziomów sprzed eskalacji
Ceny ropy Brent cofnęły się do poziomów sprzed wybuchu konfliktu między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem i Iranem. Notowania w okolicach 72-73 dolarów za baryłkę pokazują, że rynek w dużej mierze odsunął scenariusz długotrwałego zamknięcia Cieśniny Ormuz.
To jeden z najważniejszych punktów na mapie światowego handlu ropą. Przez tę cieśninę przepływa duża część surowca eksportowanego z Zatoki Perskiej. Gdy pojawia się ryzyko jej blokady, inwestorzy zaczynają wyceniać groźbę niedoboru ropy.
Na spadek napięcia cenowego wpływają też producenci. OPEC+ zatwierdził kolejne zwiększenie celów produkcyjnych od sierpnia, a Arabia Saudyjska obniżyła oficjalną cenę sprzedaży ropy Arab Light dla odbiorców z Azji. Według Reutersa była to największa miesięczna obniżka od początku zbierania takich danych w 2003 r.
– Ropa z Zatoki Perskiej znów jest sprzedawana jak towar, o którego nabywców trzeba walczyć – ocenia Wawrzkiewicz.
Ryzyko przy Cieśninie Ormuz nie zniknęło
Zawieszenie broni nie oznacza jednak pełnego bezpieczeństwa dla transportu ropy. Logistyka odbudowuje się wolniej niż notowania giełdowe, a w rejonie Cieśniny Ormuz nadal pojawiają się informacje o atakach na tankowce. Według doniesień irańskiej stacji Press TV, którą cytuje Reuters, Iran zagroził, że znów zamknie przepływ dla statków w przypadku ataków na kraj.
Rynek reaguje na takie komunikaty wzrostem cen Brent, ale bez paniki widocznej wcześniej. Inwestorzy nie zakładają już powrotu najgorszego scenariusza, lecz nadal doliczają do ceny część ryzyka związanego z bezpieczeństwem dostaw.
To ważne także dla przewoźników i firm transportowych, bo ceny paliw nie zależą wyłącznie od wykresu ropy. Szczególnie dobrze widać to przy dieslu.
Diesel nie tanieje tak szybko jak Brent
– Dla przewoźników ważniejszy jest jednak inny aspekt: diesel to nie Brent z kilkudniowym opóźnieniem. Jego cenę kształtują zapasy średnich destylatów, marże rafineryjne, kurs dolara, podatki, notowania hurtowe, logistyka oraz opóźnienia w całym łańcuchu dostaw. To właśnie dlatego rynek oleju napędowego reaguje na zmiany wolniej niż rynek ropy – mówi Marcin Wawrzkiewicz.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna już w marcu zwracała uwagę, że przy dłuższych zakłóceniach produkcji i eksportu z Bliskiego Wschodu szczególnie narażone są rynki oleju napędowego i paliwa lotniczego.
– Dlatego właśnie Brent może spadać szybciej niż diesel – dodaje ekspert.
Dla kierowców i firm transportowych wniosek jest więc mniej optymistyczny niż sam wykres ropy. Brent wrócił w okolice sprzed ostatniej eskalacji geopolitycznej, ale ceny paliw przy dystrybutorach zależą od dłuższego łańcucha kosztów. A ten nie reaguje równie szybko.
Polecamy także:
- RPP zostawiła stopy bez zmian. Inflacja jest blisko celu, ale na obniżki może być za wcześnie
- Cyberatak na kolej to nie tylko problem informatyków. Stawką może być ruch pociągów
- Urzędnicy przeszukali banki i BIK. Sprawdzają, czy porównywanie ofert mogło szkodzić klientom