Jazda bez ważnego biletu spowodowała wpis blisko 132 tys. osób do bazy dłużników BIG InfoMonitor. Ich łączne zaległości sięgają 206,7 mln zł, a średni dług przypadający na jednego gapowicza wynosi 1567 zł. To pieniądze, które – jak wylicza BIG InfoMonitor – pozwoliłyby kupić niemal 70 nowoczesnych autobusów elektrycznych. Dla miast i przewoźników to duże obciążenie dla budżetów lokalnego transportu.
Wakacje zwykle przynoszą komunikacji miejskiej chwilę oddechu. Uczniowie i studenci nie dojeżdżają codziennie do szkół i uczelni, część pracowników wyjeżdża na urlopy, inni przesiadają się na rowery. W pojazdach robi się luźniej, ale jeden problem nie znika razem z końcem roku szkolnego: nieopłacone kary za przejazdy bez biletu. Dane BIG InfoMonitor pokazują, że gapowicze nie mają urlopu, a po wakacjach liczba długów za jazdę bez ważnego biletu rośnie.
Pasażerowie mają prawie 207 mln zł zaległości
Zadłużenie z tytułu jazdy bez biletu wyniosło na koniec maja około 206,7 mln zł. W bazie BIG InfoMonitor widnieje obecnie blisko 132 tys. osób zalegających z opłatami za przejazdy komunikacją publiczną.
To nie są wyłącznie pojedyncze przypadki zapomnianego biletu – znaczną część zadłużenia tworzą osoby, które regularnie korzystają z transportu publicznego bez opłaty i traktują to jako sposób na ograniczenie codziennych wydatków.
Część dłużników ma też inne zaległości, np. nieopłacone rachunki za media, telefon, czynsz albo alimenty. To może utrudniać późniejszą spłatę kary za brak biletu, zwłaszcza gdy do podstawowej opłaty dochodzą kolejne koszty.
Dla przewoźników takie długi oznaczają mniej pieniędzy, które mogłyby zostać przeznaczone na nowe pojazdy, trasy albo poprawę komfortu pasażerów. Zamiast tego miasta i spółki transportowe muszą poświęcać czas oraz środki na odzyskiwanie należności.
Łódzkie liderem zadłużenia
Zaległości za jazdę bez biletu rozkładają się bardzo nierówno. Największym problemem jest województwo łódzkie. Tam dług gapowiczów przekracza 76 mln zł – to ponad jedna trzecia całego ogólnopolskiego zadłużenia z tego tytułu. W bazie widnieje ponad 42 tys. dłużników. Średnia zaległość na jedną osobę w województwie łódzkim wynosi 1801 zł, czyli więcej niż średnia dla kraju.
Drugie miejsce zajmuje Mazowsze. W tym województwie niemal 27 tys. osób wygenerowało blisko 40 mln zł długu. Trzecie jest pomorskie z kwotą przekraczającą 22,3 mln zł i ponad 14,4 tys. gapowiczów.
Dużo lepiej wyglądają dane z województw opolskiego i podkarpackiego. W każdym z tych regionów liczba pasażerów z zaległościami wynosi około 1,3 tys. osób, a łączna kwota nieopłaconych kar, które spowodowała jazda bez biletu, nie przekracza 2 mln zł na województwo.
Południe płaci rzetelniej, centrum ma problem
BIG InfoMonitor zwraca uwagę, że różnice między regionami mogą wynikać nie tylko ze skali problemu, ale też z tego, jak zarządcy transportu odzyskują nieopłacone kary.
– W praktyce nie chodzi wyłącznie o sam poziom zadłużenia czy skłonność pasażerów do regulowania opłat karnych, lecz o cały model zarządzania wierzytelnościami: od szybkości podejmowania działań, przez wykorzystanie narzędzi takich jak wysyłka wezwań do zapłaty, wpisy do rejestru dłużników, aż po stopień automatyzacji procesów i współpracę z wyspecjalizowanymi podmiotami takimi jak np. BIG InfoMonitor. Regiony osiągające lepsze wyniki odzysku zwykle stosują bardziej konsekwentne podejście, w którym działania informacyjne, prewencyjne i windykacyjne są spójne i rozpoczynają się na wczesnym etapie – mówi Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.
Wierzytelność to pieniądze, których jedna strona może domagać się od drugiej. W tym przypadku chodzi o nieopłacone kary za jazdę bez biletu. Jeśli pasażer nie płaci, zarządca transportu może uruchomić procedurę odzyskiwania należności.
Jak jazda bez biletu może urosnąć do dużego długu
Średnia zaległość gapowicza wynosi obecnie 1567 zł. To kwota znacznie wyższa niż standardowa opłata dodatkowa wystawiana podczas kontroli.
Najwyższe średnie obciążenie ponownie widać w województwie łódzkim. Tam na jednego dłużnika przypada 1801 zł. W województwie lubelskim przeciętny dług wynosi 1697 zł, a w podlaskim 1606 zł.
Niższe średnie zaległości odnotowano w województwie warmińsko-mazurskim i na Dolnym Śląsku. Wynoszą odpowiednio 1268 zł i 1311 zł.
– Utrzymywanie się średniego zadłużenia na tak wysokim poziomie to dowód na to, że pasażerowie wpadają w klasyczną pułapkę. Niezapłacona kara podstawowa błyskawicznie obrasta w odsetki ustawowe, koszty upomnień oraz opłaty windykacyjne. Dodatkowo istnieje ryzyko, że w domowych budżetach, w których często brakuje głębszych rezerw finansowych, tego typu zobowiązania mogą być odkładane na dno szuflady – mówi Paweł Szarkowski.
Odsetki ustawowe to dodatkowa kwota naliczana za opóźnienie w płatności. Do tego mogą dojść koszty upomnień i działań windykacyjnych. W efekcie mandat za przejazd bez biletu może po czasie zamienić się w znacznie większe zobowiązanie.
Gapowicz to najczęściej nie student
Wbrew częstemu skojarzeniu większość gapowiczów wpisanych do bazy BIG InfoMonitor nie jest uczniami ani studentami. Najliczniejszą grupę stanowią… osoby w wieku 35-44 lata. W tej kategorii wiekowej w bazie widnieje blisko 40 tys. osób. Korzystanie z przejazdów bez ważnego biletu dotyczy więc przede wszystkim dorosłych, często aktywnych zawodowo pasażerów.
To ważne, bo pokazuje, że zaległości za przejazdy nie są wyłącznie kwestią młodzieńczej lekkomyślności albo jednorazowego błędu. Dla części osób jazda bez biletu staje się elementem codziennych decyzji finansowych, choć konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze niż sama kontrola w autobusie czy tramwaju.
Rejestr dłużników puchnie jesienią
Z obserwacji BIG InfoMonitor wynika, że wakacje i sezon urlopowy nie ograniczają problemu gapowiczów. Od dwóch lat liczba dłużników oraz łączna kwota zaległości za przejazdy bez biletu wyraźnie rosną w październiku i listopadzie.
Wpis do rejestru dłużników nie pojawia się od razu po kontroli. Najpierw musi zostać wysłane ustawowe wezwanie do zapłaty listem poleconym. Jeśli dłużnik nie spłaci zobowiązania w ciągu 30 dni od wysłania wezwania, zarządca transportu miejskiego może zgłosić go do rejestru.
Taki wpis może później utrudnić codzienne decyzje finansowe. Chodzi m.in. o zakup sprzętu na raty, podpisanie umowy abonamentowej z operatorem telekomunikacyjnym albo uzyskanie kredytu w banku.
– Niesolidni dłużnicy nierzadko zakładają, że niezapłacone kary za przejazdy z czasem samoistnie znikną lub ulegną przedawnieniu. Należy jednak pamiętać, że wpis w rejestrze pociąga za sobą realne konsekwencje. Dłużnik może spotkać się z odmową zakupu sprzętu na raty, odrzuceniem wniosku o abonament telekomunikacyjny czy kredyt w banku. Wakacje to dobry moment na weryfikację swoich zobowiązań w BIG i uregulowanie zapomnianych zaległości, by uniknąć jesienią przykrych niespodzianek – mówi Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.
Dług za bilet może wyjść przy kredycie
BIG InfoMonitor prowadzi rejestr dłużników. Gromadzi informacje o zaległych zobowiązaniach osób fizycznych i firm, a także pozytywne informacje gospodarcze, czyli dane o terminowych płatnościach. Informacje o dłużnikach przekazują do BIG InfoMonitor m.in. banki, firmy pożyczkowe, operatorzy telekomunikacyjni i inne podmioty. Z raportów korzystają też m.in. banki czy firmy pożyczkowe, ale też i inne instytucje sprawdzające wiarygodność płatniczą klientów – czyli to, czy dana osoba lub firma reguluje zobowiązania na czas.
Dlatego jazda bez biletu i nieopłacona kara mogą wrócić w zupełnie innym momencie: przy próbie wzięcia kredytu, zakupie na raty albo podpisaniu umowy na abonament. Dla pasażera, który odkładał sprawę na później, jesień może więc przynieść dużo większy problem niż zaległy mandat.
Przeczytaj także:
- Złoto złapało oddech po wyprzedaży, ale do hossy jeszcze daleko
- Szkoła wybrana pod autobus, praca pod rozkład jazdy. Tak działa wykluczenie transportowe
- Budżety domowe wyglądają trochę lepiej, ale wakacje szybko weryfikują tę poprawę