W Los Angeles pracownicy portu protestują przeciwko robotom. I chodzi tutaj o polskie roboty – pisze Los Angeles Times.

Maersk – duńska firma logistyczna, która jest największym przewoźnikiem morskim na świecie – zapowiedział, że wprowadzi bezzałogowe transportery cargo w terminalu cargo w Los Angeles.

Pierwsze tego typu maszyny służące do transferu kontenerów ze statków na ciężarówki są już w drodze z polskiej fabryki, gdzie zostały wyprodukowane.

Pomysł na automatyzację pracy Maerska spowodował, że wielu pracowników i członkowie lokalnej społeczności obawiają się utraty miejsc pracy w terminalu cargo, który jest największy w całych Stanach Zjednoczonych.

Lokalni politycy starają się załagodzić sytuację. Podejmują rozmowy ze strajkującymi pracownikami portu, a w piątek rada miasta ma zagłosować w kwestii dalszych losów projektu robotyzacji terminala.

Maersk zapowiedział jednak, że niezależnie od wyników głosowania nie zamierza wycofać się z planu mechanizacji prac.

Wiele wskazuje na to, że z prawnego punktu widzenia załoga portu nie ma zbyt dużego pola manewru. International Longshore and Warehouse Union – związek zawodowy reprezentujący interesy ponad 10 tys. pracowników portów w Los Angeles i Long Beach – zdaje sobie sprawę z tego, że jego kontrakt z portami zezwala na automatyzację pracy.

Zdaniem Maersk decyzja o automatyzacji w porcie Los Angeles jest podyktowana koniecznością cięć kosztów pracy tak, aby zwiększyć jego konkurencyjność wobec amerykańskich portów leżących na wschodnim wybrzeżu i nad Zatoką Meksykańską.

Przedstawiciele duńskiej firmy podkreślają, że zautomatyzowane systemy transportu kontenerów umożliwią pracę całodobową, zamiast jedynie przez 16 godzin dziennie.

Co więcej, ich wprowadzenie skróci czas oczekiwania ciężarówki na załadunek (a dziennie port obsługuje ich 4 tys.) ze 105 do zaledwie 35 minut.

Z drugiej strony Ray Familathe, reprezentant związków zawodowych, twierdzi, że wprowadzenie do portu maszyn zagrozi 500 miejscom pracy zajętych przez pracowników zrzeszonych w związkach.

To nie pierwsza innowacja Maerska. Niedawno pisaliśmy, że duńska firma wprowadziła projekt pilotażowy, w ramach którego oferuje swoim klientom neutralne w zakresie emisji dwutlenku węgla transportowanie towarów.

Pierwszy załadunek przepłynął ocean na mieszance składającej się w 20 proc. z „używanego” oleju kuchennego i był to pierwszy komercyjny transport na paliwie zawierającym tak dużo tego składnika.

Ta informacja pojawiła się dziś rano w skrzynkach odbiorczych subskrybentów naszego codziennego newslettera 300SEKUND. Jeśli chcesz się na niego zapisać, kliknij tutaj.

>>> Czytaj też: Prace przyszłości? Sprzątanie, pranie i gotowanie będą odpowiedzią na automatyzację