„Płyny dezynfekcyjne poszły już do hurtowni. To z czym my mamy dziś problem, to brak opakowań – ściągamy je dosłownie skąd się da” – mówi 300Gospodarce prezes Polfy Tarchomin Jarosław Król.

Katarzyna Mokrzycka, 300Gospodarka: Czy Polfa Tarchomin uruchomiła już produkcję i sprzedaż płynu do dezynfekcji, o co wystąpił rząd na początku marca w związku z epidemią koronawirusa?

Jarosław Król, prezes Polfy Tarchomin: Tak, uruchomiliśmy sprzedaż w ubiegłym tygodniu. Mówimy o dwóch rodzajach produktów biobójczych, dwóch wielkościach – pierwszy to produkt w opakowaniach 30 ml, z atomizerem, dla klienta detalicznego, drugi dla klienta instytucjonalnego w opakowaniach 5-litrowych.

Jak się tak szybko uruchamia nowy rodzaj produkcji?

Nadzwyczajna praca całego zespołu.

Znaczna część produkcji odbywa się we własnym zakładzie, korzystamy również z podwykonawców. To się wkrótce zmieni – kupimy dodatkowa linię produkcyjną. Liczymy, że uda się to zorganizować w ciągu miesiąca.

Na jak długo Polfa nastawia się na tę produkcję specjalną?

Przyjęliśmy, że utrzymamy produkcję tych wyrobów na stałe. Oczekujemy, że rynek na te preparaty będzie się rozwijał przez długi czas. Widzimy, że znacząco wzrósł i że już nigdy nie spadnie do poziomu sprzed epidemii.

To duży rynek: szpitale, instytucje i firmy użyteczności publicznej, odbiorcy indywidualni… Poza tym, strategicznie patrząc, dobrze mieć własną produkcję krajową. Ostatnie wydarzenia każą bowiem zadać pytanie: gdzie są dotychczasowi dostawcy takich produktów i dlaczego ich nie ma?

>>> Czytaj też: Polfa Tarchomin dostanie 200 mln zł dofinansowania na nową fabrykę

Gdzie trafiły pierwsze dostawy?

Najpierw zaopatrzyliśmy Agencję Rezerw Materiałowych, następnie służby na pierwszej linii kontaktu i podwyższonego ryzyka: policję, pocztę, PKP itp.

Czy sprzedajecie także do hurtowni, skąd trafią do aptek czy drogerii i dalej do odbiorców prywatnych? Bo to dziś towar bardziej deficytowy niż papier toaletowy w stanie wojennym…

Preparaty poszły już do hurtowni. To z czym my mamy dziś problem, to brak opakowań – ściągamy je dosłownie skąd się da, ale przecież w tym samym czasie rzucił się na nie cały świat.

“Spółki skarbu państwa, takie jak PKN Orlen i Polfa Tarchomin, wspierają Polaków w walce z koronawirusem” – zapowiedział 5 marca Jacek Sasin, minister aktywów państwowych w Polskim Radiu. Czy w tej szczególnej sytuacji Polfa otrzymała szczególne dofinansowanie od rządu?

Nie i nie ma takiej możliwości. Jesteśmy spółką prawa handlowego, obowiązują nas reguły unijne, a to oznacza, że nie możemy korzystać z pomocy publicznej. Nowy segment produkcji działa na zasadach komercyjnych. Ponieważ jednak sytuacja jest szczególna, w sprzedaży preparatów biobójczych obniżyliśmy marżę o połowę w stosunku do średniej marży wypracowywanej przez spółkę.

Jak wygląda praca fabryki leków “w czasach zarazy”? Home office raczej nie wchodzi w grę. Czy uruchomił pan dodatkowe zmiany? Wprowadził nowe obostrzenia?

Produkcja odbywa się na trzy zmiany. Nie tylko musieliśmy uruchomić nową linię produktów bakteriobójczych, ale też zintensyfikować dotychczasową produkcję, bo zapotrzebowanie na leki także wzrosło. Jeśli jest potrzeba to staramy się posiłkować pracownikami z zewnątrz.

Produkcji nie da się zrobić wirtualnie, ale poza nią kto może pracuje zdalnie. Dla nas najważniejszym zadaniem jest bowiem nie dopuścić do skażenia zakładu. Wszystkie firmy kooperujące z Polfą zostały poproszone o opuszczenie terenu – firmy remontowe, dostawcy mediów itp.

Chociaż w firmie farmaceutycznej zasady higieny są i tak bardzo wyśrubowane to jeszcze zaostrzyliśmy środki ostrożności. Na wejściu do firmy mierzymy temperaturę, przecieramy powierzchnię w firmie, umieściliśmy też w wielu miejscach dodatkowe dozowniki płynów dezynfekcyjnych, by maksymalnie zabezpieczyć pracowników. Zabezpieczenie produkcji jest krytyczne.

CZYTAJ TEŻ:

>>> Komisja Europejska oferuje 164 mln euro dla firm na rozwój technologii do walki z koronawirusem

>>> Jak gospodarka będzie się odradzać po pandemii? Fundacja Kaleckiego przedstawiła 2 scenariusze