Transport publiczny jest drogi – to zarzut wielu mieszkańców miast, którzy w ten sposób tłumaczą niechęć do porzucenia auta i przesiadkę do autobusu czy tramwaju. Czy rzeczywiście tak jest?
Postanowiliśmy porównać ceny biletów miesięcznych w największych polskich miastach. Ale to nie będzie tylko proste zestawienie kwot. Rzucimy ceny zbiorkomu na tło średnich zarobków w badanych miastach.
Na tapet wzięliśmy cenę biletu miesięcznego dla stref 1+2 w stolicach wszystkich województw w Polsce. Zestawiliśmy ją ze średnim miesięcznym wynagrodzeniem brutto w sektorze przedsiębiorstw (stan z czerwca 2022 roku, dane Głównego Urzędu Statystycznego) w danym województwie.
Tak jest teraz
W ten sposób obliczyliśmy, jakim procentem miesięcznego wynagrodzenia jest koszt transportu publicznego. Przedstawia to poniższa mapka.
Jak wynika z grafiki, koszt biletu miesięcznego na tle średnich zarobków minimalnie przekracza w Polsce 3 procent.
Najwyższy odnotowany wynik to 3,11 proc. w Gorzowie Wielkopolskim. Względem zarobków w woj. lubuskim (średnio 5 905 zł brutto) cena biletu miesięcznego, która wynosi 184 zł, jest więc dość wysoka.
Najwyższe średnie zarobki w czerwcu 2022 roku zanotowano w województwie dolnośląskim (7 603,26 zł). Tam transport publiczny (110 zł za bilet miesięczny) stanowi 1,41 proc. wysokości wynagrodzenia. W Dolnośląskiem transport publiczny jest więc relatywnie najtańszy – stanowi najmniejsze obciążenie dla dochodów.
Przyjrzymy się zatem stolicy, gdzie komunikacja zbiorowa jest najlepiej rozwinięta w kraju, a w jej skład wchodzi najwięcej środków transportu. W Warszawie w ramach biletu miesięcznego możemy przecież skorzystać nie tylko z autobusów i tramwajów, ale także metra i podmiejskich pociągów.
Okazuje się, że transport miejski w Warszawie nie należy wcale do najdroższych na tle innych rejonów Polski. Zestawiliśmy jego cenę ze średnim wynagrodzeniem w woj. mazowieckim i wyszło nam 2,38 proc. W przypadku samej Warszawy ten odsetek jest na pewno mniejszy, bo przeciętne zarobki w stolicy są wyższe, niż na całym Mazowszu.
Ale nawet przyjmując za punkt wyjścia mazowiecką płacę to relatywnie drożej, niż w Warszawie jest choćby w Łodzi, Katowicach czy Poznaniu.
…a tak było w czerwcu 2016 roku
Jak te proporcje wyglądały jeszcze kilka lat temu? Przeprowadziliśmy analogiczne wyliczenia – tylko, że pod uwagę wzięliśmy ceny biletów miesięcznych i wynagrodzeń brutto w sektorze przedsiębiorstw z czerwca 2016 roku. Wówczas sama mapka wyglądała tak:
I w oczy rzucają się przede wszystkim dwie rzeczy. Po pierwsze, wartość biletu miesięcznego w żadnym województwie nie przekracza 3 proc. wartości zarobków, ale też nie spada poniżej 2 proc., jak widzimy w odniesieniu do roku 2022.
Dane ze wszystkich województw w roku 2016 są jednak porównywalne i różnią się od siebie nieznacznie. Najwyższy współczynnik występował w woj. wielkopolskim (Poznań) i w Aglomeracji Górnośląskiej. Najniższy – m.in. w woj. pomorskim (Gdańsk) i w mazowieckim (Warszawa).
Gdzie na transport pójdzie mniejsza część pensji?
Jednocześnie widać, że w wielu województwach np. pomorskim, podkarpackim, świętokrzyskim czy dolnośląskim, stosunek kosztu biletu miesięcznego do zarobków od roku 2016 do 2022 zmalał.
Działo się tak na przykład w Gdańsku, gdzie w 2016 roku bilet miesięczny kosztował 90 zł, natomiast obecnie jego cena wynosi 109 zł. Nominalnie bilet ten zdrożał więc o ponad 21 proc., ale realnie, czyli w odniesieniu do zarobków jego cena jest teraz mniejszym obciążeniem, niż 6 lat temu.
Podobnie było w Krakowie – współczynnik spadł z 2,28 proc. zarobków w 2016 do 1,87 proc. w 2022, choć cena biletu faktycznie wzrosła – i to o ile! Krakowski bilet miesięczny zanotował w ciągu sześciu lat 57-procentowy wzrost cen, z 94 zł do 148 zł.
W nielicznych miejscach w Polsce współczynnik ceny biletu do zarobków zwiększył swoją wartość. Czyli, w tych miastach wydamy na komunikację miejską większą część zarobionych pieniędzy niż przed sześcioma laty.
Dobitnym tego przykładem jest, ponownie, stolica woj. lubuskiego. W 2016 roku w Gorzowie Wielkopolskim bilet miesięczny kosztował 92 zł. Obecnie to aż 184 zł, jego wartość nominalna wzrosła więc dwukrotnie. Czego, niestety, o wzroście zarobków w tym województwie powiedzieć nie można.
Do tego przypadku zalicza się także Warszawa. Tam bilet miesięczny kosztował sześć lat temu 110 zł – teraz to 180 zł.
Wnioski?
Trudno dopatrywać się reguły, jeśli chodzi o ceny biletów miesięcznych w oparciu o średnie wynagrodzenia. Nieprawdą jest, że wysoki koszt biletu idzie w parze z odpowiednio wysokimi zarobkami w województwie. I odwrotnie.
Chociaż większość biletów w odniesieniu do zarobków potaniała, w rzeczywistości jednak ich wartość nominalna zwiększała się. Miesięczne wynagrodzenie rosło więc szybciej, niż ceny zbiorkomu.
Mylą się ci, którzy powtarzają twierdzenia o wysokich cenach komunikacji miejskiej w Warszawie – jak pokazujemy na grafikach, w roku 2022 stolica nie wyróżnia się specjalnie na tle współczynnika w innych województwach. Warto raz jeszcze podkreślić, że stolica dysponuje najdłuższą siecią komunikacji miejskiej w Polsce. A także największą liczbą środków transportu.
Więcej o transporcie piszemy tutaj:
- Wspólny system biletowy dla transportu publicznego. Na Zachodzie norma, u nas tylko plan
- Wykluczenie komunikacyjne. Do tych miejscowości nie dojeżdża żaden autobus
- Polacy szturmują kolej. „PKP IC zaskoczone tłumami jak drogowcy zimą”
- Na wakacje pociągiem zamiast autem? „To nie UE, a Putin i ceny ropy przekonają ludzi do kolei”
- Samochodoza: aut jest u nas więcej, niż średnio w UE. Dlaczego nie możemy się bez nich obejść?
Fajnie to pokazane
Nie wiem, jak w innych województwach, ale w przypadku Dolnego Śląska trzeba zaznaczyć, że średnią płacę do góry ciągnie Zagłębie Miedziowe, które należy do najbogatszych regionów w kraju. Aczkolwiek też trzeba przyznać, że bilety na komunikację miejską we Wrocławiu nie są jakieś dramatycznie drogie w porównaniu do niektórych stolic województw.
Kłamstwo i spartolenie .Ktoś sprawdził te informacje. Sprawdzajcie info .Bilet w Gorzowie kosztuj tak samo 92 zł od czterech lat.
konrad, czytaj ze zrozumieniem- strefy 1+2, czyli w miescie i poza miastem, czyli 184 a nie 92 zł w dla gorzowa