Cena kakao spadła do około 4142 dolarów za tonę w maju 2026 r., czyli o 61 proc. wobec historycznego rekordu ze stycznia 2025 r. Konsumenci nie widzą jednak takiego ruchu na półkach z wyrobami czekoladowymi. Powód jest prosty: producenci kupują surowce z wyprzedzeniem, a na końcową cenę tabliczki czekolady wpływają też inne koszty – zwraca uwagę Finax.
Światowy rynek kakao przeszedł w ostatnich latach gwałtowny szok cenowy. W styczniu 2025 r. tona surowca kosztowała 10 710 dolarów. To było ponad trzy razy więcej niż dwa lata wcześniej.
Rekord nie wziął się znikąd
Podwyżki nie wynikały z nagłego apetytu świata na czekoladę. Za wzrostem cen stały głównie problemy po stronie podaży, czyli ilości surowca dostępnego na rynku. Susza, zła pogoda, choroby kakaowców i niskie zapasy mocno ograniczyły zbiory w Ghanie i na Wybrzeżu Kości Słoniowej.
Te dwa kraje odpowiadają łącznie za ponad 60 proc. światowej produkcji kakao. Gdy więc tamtejsze plantacje mają problemy, skutki szybko wychodzą poza Afrykę Zachodnią i trafiają na światowe giełdy, a później do fabryk oraz sklepów.
W sezonie 2023/2024 globalny deficyt kakao wyniósł około 492 tys. ton. Deficyt oznacza, że rynek potrzebował więcej surowca, niż był w stanie dostarczyć. To jeden z największych niedoborów w ostatnich latach.
Wysokie ceny zmusiły też producentów do ograniczenia przetwórstwa, czyli przerabiania ziaren na półprodukty wykorzystywane w branży spożywczej. Ten wskaźnik spadł rok do roku o 3,8 proc.
Rynek odetchnął, ale czekolada nie tanieje od razu
Sytuacja zaczęła się stabilizować w kolejnym sezonie. Według szacunków Międzynarodowej Organizacji Kakao światowa produkcja w sezonie 2024/2025 wzrosła o 8,3 proc. i sięgnęła 4,72 mln ton. Wtedy rynek przeszedł z głębokiego deficytu do niewielkiej nadwyżki wynoszącej około 48 tys. ton.
Spadek napięcia w podaży szybko odbił się na notowaniach. Do maja 2026 r. cena kakao była już o 61 proc. niższa niż w momencie rekordu. Mimo to surowiec nadal kosztował około 34 proc. więcej niż dziesięć lat wcześniej.
Dla konsumenta najważniejsze jest jednak inne pytanie: dlaczego, skoro kakao tak mocno potaniało, czekolada w sklepie nadal jest droga?
Tabliczka czekolady to nie tylko kakao
Cena kakao na giełdzie jest tylko częścią kosztów produkcji czekolady. Producent płaci też za cukier, mleko, energię, opakowania, transport i pracę. Jeśli te koszty są wysokie, tańszy surowiec nie musi od razu przełożyć się na niższą cenę produktu.
Do tego dochodzą długoterminowe kontrakty. Firmy często kupują kakao z wyprzedzeniem, żeby zabezpieczyć produkcję i ograniczyć ryzyko nagłych zmian cen. W efekcie spadek notowań na giełdzie dociera do kosztów producentów z opóźnieniem.
Podobne opóźnienie widać później między fabryką a półką sklepową. Cena detaliczna, czyli ta płacona przez klienta, zależy również od polityki sieci handlowych i tempa, w jakim przenoszą one zmiany kosztów na konsumentów.
Dlatego w 2025 r. ceny czekolady dla konsumentów w Unii Europejskiej wzrosły średnio o 17,9 proc., choć notowania kakao wcześniej zaczęły spadać.
Polska z mocniejszym wzrostem niż Słowacja
W Polsce podwyżki były dużo wyraźniejsze niż średnio w Unii Europejskiej. Ceny czekolady wzrosły u nas o ponad 32 proc. To więcej niż na Słowacji.
Różnice między krajami wynikają z kilku czynników. Znaczenie ma struktura rynku, polityka handlowa sieci detalicznych i tempo przenoszenia kosztów produkcji na ceny w sklepach. Inaczej mówiąc: ta sama zmiana ceny kakao na światowym rynku może w różnych państwach przejść przez producentów i handel w innym tempie. Konsument widzi dopiero końcowy rezultat tego łańcucha.
Bank Światowy zakłada niższe ceny
Perspektywy na najbliższe lata są spokojniejsze niż podczas szoku z lat 2024-2025. Bank Światowy prognozuje, że średnie ceny kakao w 2026 r. spadną do około 3800 dolarów za tonę. To ponad połowę mniej niż średnio w 2025 r.
W 2027 r. oczekiwany jest niewielki wzrost do około 4200 dolarów za tonę.
– Oznacza to, że okres ekstremalnego szoku cenowego prawdopodobnie dobiegł końca. Nie należy jednak oczekiwać powrotu do poziomów sprzed kilku lat – kakao pozostaje droższe niż przed pandemią, a producenci nadal mierzą się z wysokimi kosztami w wielu obszarach działalności – uważa Denis Graus, analityk makroekonomiczny Finax.
– Historia kakao pokazuje, jak lokalne problemy mogą szybko przerodzić się w globalny szok cenowy. Ponieważ zdecydowana większość światowej produkcji pochodzi z jednego regionu, niekorzystna pogoda czy choroby kakaowców mogą w ciągu kilku miesięcy wpłynąć zarówno na ceny na światowych giełdach, jak i na ceny czekolady na sklepowych półkach. Jednocześnie, choć ceny surowca potrafią spadać stosunkowo szybko, konsumenci odczuwają te zmiany z opóźnieniem i zazwyczaj tylko częściowo – dodaje ekspert.
Polecamy również:
- Polska branża meblarska w potrzasku. Długi rosną, a drewno staje się punktem zapalnym
- Finanse publiczne są pod presją. Wielkie inwestycje zderzają się z wysokim deficytem
- Warszawa sprawdza efekt SCT. Pierwsze liczby są dobre, ale wymagają cierpliwości
- Krótkie zamówienia zamiast długich umów – kończy się przewidywalność w automotive