Prezes UOKiK wszczął postępowanie przeciwko Dino Polska i czterem firmom przewozowym obsługującym centra dystrybucyjne tej sieci. Zarzuty usłyszało też pięciu menedżerów. Przedsiębiorcy mogli zawrzeć zmowę ograniczającą konkurencję na rynku pracy, przez co kierowcy ciężarówek mieli utrudnioną zmianę pracodawcy i gorsze warunki zatrudnienia.
Postępowanie dotyczy Dino Polska oraz firm Euro Finannce, Jar-Trans, Martrans Logistics i Mati-Trans. UOKiK prowadzi je także wobec pięciu osób fizycznych. Chodzi o trzech menedżerów z Dino Polska oraz po jednej osobie z Martrans i Mati-Trans. Te osoby mogły być osobiście odpowiedzialne za niedozwolone ustalenia.
Kierowcy mieli ograniczoną możliwość zmiany pracy
Z ustaleń UOKiK wynika, że firmy transportowe mogły uzgodnić, że nie będą zatrudniać kierowców pracujących u innych uczestników porozumienia. Takie ustalenia mogły ograniczać kierowcom możliwość przejścia do innego przewoźnika obsługującego tę samą sieć handlową.
W sprawie pojawia się trzymiesięczny okres określany przez przedsiębiorców jako „karencja”. W tym czasie kierowca nie mógł przejść do innego przewoźnika-pracodawcy, który również obsługiwał Dino. Zdaniem urzędników mogło to w praktyce oznaczać, że pracownik niezadowolony z warunków zatrudnienia miał trudniejszą drogę do zmiany firmy. A jeśli inni przewoźnicy nie mogli go zatrudnić, jego pozycja negocjacyjna wobec dotychczasowego pracodawcy słabła.
UOKiK mówi o możliwej zmowie na rynku pracy
Podejrzewana praktyka to tzw. no-poach agreement. To porozumienie, w którym firmy uzgadniają, że nie będą podbierać sobie pracowników albo zatrudniać osób pracujących u konkurentów. Takie ustalenia mogą ograniczać konkurencję o pracowników.
Konkurencja na rynku pracy działa podobnie jak konkurencja o klienta. Firmy powinny rywalizować o pracowników m.in. wynagrodzeniem, warunkami zatrudnienia i możliwościami rozwoju. Jeśli przedsiębiorcy uzgadniają między sobą, że nie będą zatrudniać określonych osób, pracownicy mogą otrzymywać niższe pensje albo wolniej negocjować podwyżki.
– Ograniczanie pracownikom możliwości zatrudnienia i zmiany pracy to praktyki kojarzące się z XIX wiekiem, a nie z nowoczesną gospodarką. Rynek pracy powinien opierać się na wolnym wyborze, negocjowaniu warunków zatrudnienia i uczciwym konkurowaniu firm o pracowników. Dlatego przedsiębiorcy, którzy łamią prawo, muszą się liczyć z poważnymi konsekwencjami – kara za udział w zmowie to nawet 10 proc. obrotu – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Dino mogło organizować system
Prezes UOKiK podejrzewa, że inicjatorem i organizatorem systemu mogła być spółka Dino Polska. Według Urzędu to ona weryfikowała, czy konkretny kierowca może wjechać na teren centrum dystrybucyjnego. Ewentualne odstępstwa od ustaleń miały wymagać zgody Dino. Sieć handlowa mogła też wywierać presję na przewoźników, aby nie zatrudniali kierowców objętych „karencją”.
Celem takiego mechanizmu mogło być zatrzymanie dotychczasowych pracowników, ograniczenie ich rotacji oraz zmniejszenie kosztów rekrutacji. Jeśli firmy wiedziały, że inni przewoźnicy nie zaoferują kierowcom wyższej pensji, same nie musiały podnosić wynagrodzeń. W efekcie płace mogły być niższe niż w warunkach uczciwej konkurencji.
Dowody zebrano podczas przeszukań
Dużą część dowodów na możliwą praktykę UOKiK pozyskał podczas przeszukań w siedzibach firm. Materiał miał wskazywać na uzgodnienia między przedsiębiorcami dotyczące zatrudniania kierowców.
Urząd przeanalizował też możliwy udział firm transportowych w porozumieniu. Ostatecznie postępowanie prowadzone jest wobec czterech przedsiębiorców z tej grupy. Zarzuty nie objęły części mniejszych podmiotów z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. UOKiK tłumaczy, że ich potencjalny udział w praktyce oraz wpływ na konkurencję uznano za ograniczone. Dzięki temu Urząd koncentruje działania na podmiotach, które mogły najsilniej oddziaływać na rynek.
Grożą wysokie kary
Za udział w zmowie przedsiębiorcy grozi kara do 10 proc. obrotu. To sankcja liczona od obrotu firmy, a więc w przypadku dużych podmiotów może oznaczać bardzo wysoką kwotę.
Oprócz tego odpowiedzialność mogą ponosić także menedżerowie. Osobom zarządzającym, które umyślnie doprowadziły do naruszenia zakazu porozumień ograniczających konkurencję, grozi kara pieniężna do 2 mln zł.
Na tym etapie sprawa dotyczy zarzutów, a nie prawomocnego rozstrzygnięcia. Postępowanie ma wyjaśnić, czy doszło do naruszenia prawa konkurencji i jaka była rola poszczególnych firm oraz menedżerów.
To kolejna sprawa UOKiK na rynku pracy
Postępowanie dotyczące Dino i przewoźników to kolejne działanie Prezesa UOKiK związane z rynkiem pracy. Urząd prowadzi obecnie postępowanie przeciwko dwóm gigantom na polskim rynku: Jeronimo Martins Polska, właściciela marki Biedronka, oraz Lidlowi. Urzędnicy sprawdzają, czy doszło do zmów przewoźników pracujących dla tych sieci.
Prawo konkurencji dotyczy nie tylko cen produktów i relacji między firmami a konsumentami, obejmuje także rywalizację przedsiębiorców o pracowników. Jeśli firmy ograniczają mobilność zatrudnionych osób, mogą wpływać na poziom wynagrodzeń i warunki pracy.
Urząd przypomina też o programie łagodzenia kar, czyli leniency. To rozwiązanie pozwala przedsiębiorcy lub menedżerowi uczestniczącemu w nielegalnym porozumieniu ubiegać się o obniżenie, a czasem nawet uniknięcie kary. Warunkiem jest współpraca z UOKiK oraz przekazanie dowodów lub informacji o niedozwolonym porozumieniu.
Rynek pracy też wymaga konkurencji
Sprawa Dino i przewoźników pokazuje, że zmowy mogą dotyczyć nie tylko cen towarów, ale także warunków zatrudnienia. Dla pracowników szczególnie ważna jest możliwość swobodnej zmiany pracy, która pozwala negocjować lepszą pensję, godziny albo stabilniejsze warunki. Jeśli firmy uzgadniają, że nie będą zatrudniać osób pracujących u innych uczestników porozumienia, rynek pracy staje się mniej konkurencyjny. Pracownik formalnie nadal jest zatrudniony, ale jego wybór może być ograniczony.
Dlatego postępowanie UOKiK będzie istotne nie tylko dla Dino i firm transportowych. Może też pokazać, jak Urząd będzie traktował podobne porozumienia w innych branżach, w których przedsiębiorcy współpracują z tymi samymi kontrahentami i konkurują o tę samą grupę pracowników.
Przeczytaj także:
- Mniej sygnałów o giełdowych nadużyciach. Ale eksperci studzą optymizm
- Wyrzucamy tysiące złotych do kosza. I dobrze o tym wiemy
- Polacy puszczają z dymem miliardy. Te pieniądze mogłyby pracować na emerytury